Luty 2011

Zaczynam znów oddychać. Powoli znajduję czas na spanie, czytanie książek, prasy, obejrzenie wieczorem filmu. Rzeczywistość, którą zastałam po porodzie różni się zasadniczo od wszelkich moich wyobrażeń, jednak nie jest od nich wcale gorsza, a jedynie inna…

Powoli więc zaczynam na nowo zapuszczać korzenie we własnym życiu. Zaczynam od zdefiniowania na powrót samej siebie. I mimo początkowych trudności, idzie mi coraz lepiej. Przyzwyczajam się do nowej roli, do bycia mamą. Równocześnie wydobywam siebie sprzed ciąży. Znów zaczęłam czytać.

Przez kilka, czy raczej kilkanaście ostatnich tygodni, nie mogłam się na niczym skupić, a teraz znów sięgam po słowo pisane, chłonąc, nie zdawszy sobie jeszcze przed chwilą sprawy, jak głodna jestem literatury. Jest mi znacznie lepiej i łatwiej od dwóch dni, kiedy to wreszcie odważyłam się powiedzieć sobie uczciwie, czego potrzebuję, a raczej czego nie chcę. Wydobyłam cały swój heroizm, żeby, płacząc pod prysznicem, powiedzieć sama sobie „Nie chcę karmić piersią”. I poczułam, jak ta uczciwość koi cały mój ból istnienia.

Nie chcę karmić piersią. Nie odnajduję w tym owego mistycznego budowania więzi. Więź tę znajduję natomiast, kiedy moja córka zapłacze w nocy, a ja przychodzę, głaszczę ją po małej kształtnej główce i szeleszcząco szepczę jej do uszka słodkie słówka, a ona uspokaja się i mimowolnie uśmiecha przez sen, a w prawym policzku pojawia się najpiękniejszy dołeczek świata. Więź tę znajduję w zaufaniu, jakim obdarza mnie to niewinne stworzenie. Więź odnajduję w odpowiedzialności, jaką biorę na siebie, przyjmując owo zaufanie.

Ten mały człowiek jest ode mnie zależny. Nie tylko od tego, czy go nakarmię lub otulę ciepłym kocem w zimną noc. Ten człowiek zależny jest też od moich opinii, światopoglądu, poczucia estetyki czy przekonań religijnych. Przez pierwszych kilka lat jego życia moja prawda będzie tą jedyną i absolutną. W pierwszym momencie myślę nawet, ile to otwiera możliwości! jak mogę ukształtować ten nowy umysł! Zaraz potem jednak myślę właśnie o odpowiedzialności – mam ten umysł nauczyć wybierać własną prawdę.

Taką rolę wyznaczam sobie dziś jako matka. Będę pokazywała mojej córce, co lubię i jak myślę. Będzie obcować z odpowiadającą moim gustom estetyką. Będę jej czytać to, co ja uznam za stosowne. Ale nade wszystko będę jej mówiła prawdę. Wszystko po to, żeby wyrosła na wolny umysł, aby była w stanie zaakceptować moje przekonania i przyjąć je za własne lub odrzucić, ale by zawsze wiedziała dlaczego tak robi. Ta ogromna odpowiedzialność bycia rodzicem oznacza dla mnie właśnie to, że muszę pomóc mojemu dziecku zapuścić własne korzenie. Nieważne gdzie, ważne natomiast, aby wiedziała z jakiego powodu wybiera dane miejsce.

Odciągam więc pokarm, aby mimo braku karmienia piersią, dostarczyć mojej córeczce wartościowy posiłek. Dokarmiamy ją trochę sztucznym mlekiem, ale jak długo mi się uda, postaram się, by jadła również mleko matki. Siedzę zatem z dojarką przy piersi, a od tego bzyczenia małego silniczka pęknie mi chyba któregoś dnia ma matczyna głowa.

 Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments