Ona miała idealne ciało, jak na matkę dwójki dzieci, on popijając browara, hodował oponkę. To jasne, że nie miał kochanki. Po co przy takiej lasce..? Widać, że już się nie pilnował. Od kobiet zawsze wymaga się trochę więcej, ocenia je trochę surowiej, i niewiele puszcza płazem. Musimy się bardziej starać, a zawsze mniej jesteśmy doceniane. Za gotowanie zdrowych posiłków-bo to nieambitne, za zarabianie, bo powinnyśmy robić w tym czasie to, co do nas należy (gotować obiadki). Za posiadanie własnego życia i za nie posiadanie go wcale.

Kiedy widzę te długonogie blondyny, dopiero wkraczające w dorosłość, które mają przed sobą wszystko i mogą wszystko-bez żadnego wysiłku wyrwać milionera i zdyskredytować kobietę dojrzałą, nawet najbardziej zadbaną, jednym powłóczystym spojrzeniem, dociera do mnie, że w pewnym wieku bardziej prawdopodobne jest samemu ten milion zarobić.

Poziom jędrności i atrakcyjności nie jest kompatybilny z liczbą podjętych starań: zmarszczki, cellulit, rozstępy po ciąży, zwiotczała skóra na płaskim brzuchu, siwe włosy, niedostatki skrywane i tuszowane za miliony monet, mówią same za siebie. Tu nie pomoże nawet opalenizna ani skalpel z Chodakowską. Po prostu w pewnym momencie wypadasz z obiegu.

Starość ma też swoje plusy. Nagle budzisz się w rzeczywistości, gdy możesz wysłać dzieci do sklepu, żeby wybrały sobie coś na śniadanie, same się obsługują. Przestajesz przejmować się, jak inni cię ocenią, działasz bez zbędnej pruderii. Zapomniałaś, że masz krótką sukienkę i usiadłaś trochę zbyt po męsku, zwracając cudzą uwagę? Nie spalisz się już ze wstydu, bo jakie to ma znaczenie. Nie musisz się też tak cholernie starać, by sobie zasłużyć na skrawki akceptacji i podziwu. Więcej robisz dla siebie, w ukryciu, poza wzrokiem otoczenia. Robisz się bardziej bezpośrednia i jesteś gotowa więcej zaryzykować, bo coraz mniej masz do stracenia. Czas się kurczy.

Coraz częściej działasz po najmniejszej linii oporu, bo zdajesz sobie sprawę, że są takie kwestie, w których nie warto się spinać. Nie warto zabiegać za bardzo, a zwłaszcza jednostronnie. Zamiast uganiać się za nowym, z ulgą stwierdzasz, że wszystko jest po staremu i to cię bardziej cieszy, niż posmak nowego. Badania wyszły w normie, uff. Częściej budzisz się już zmęczona i trudniej rozkręcić dzień, gdzie ta energia? Z jednej strony masz więcej możliwości, na które zapracowałaś, z drugiej czujesz nowe ograniczenia. Bywa, że ci się nie chce i to fajnych rzeczy. Posiedzisz, popatrzysz, ziewniesz od niechcenia, przepuścisz okazję bez żalu, odpuścisz sobie. Uznajesz filozofię: „przewróciło się, niech leży”, a obiad z poprzedniego dnia dopiero łapie prawdziwy smak. Nie dramatyzujesz i masz nieprzepuszczalne bariery na wprowadzanie dramatu do swojej codzienności. Ale o co chodzi? Nie tracisz czasu na zastanawianie się, co inni o tobie pomyślą, proste-najczęściej wcale nie myślą o tobie. Dajesz sobie więcej swobody. Powoli chodzisz, rozglądasz się na boki,oddychasz głęboko, żeby zapamiętać trasę, a nie ostatnią stację.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments