Nadzieja. Silna i zawsze trwająca we mnie. Stanowiąca fundamenty mojej wiary. W przyszłość. Nie pozwalająca na dłuższe stany zwątpienia.

Czasem czuję się dziwnie. Niedopasowana. Jakby tor mojego życia kręcił się pod moimi stopami w odwrotnym kierunku, niż ja sama. Stanowię zagadkę. Przede wszystkim dla siebie… Kiedy dokonuję zmiany w jakimś aspekcie życia czuję z reguły zaciekawienie. I strach. Zawsze obecny.

Buduję moje życie od podstaw. Kolejny raz. Zmagam się z tym sama. Mając wiedzę, że robię to nie tylko dla siebie. Muszę być opoką. Nie dać po sobie poznać, że są chwile kiedy mnie to przerasta. Muszę pokazywać ciągle siłę każdego dnia. Dla niej. Żeby była spokojna i w miarę bezpieczna. Nie mogę się wahać. Nie mogę być słaba. Nie mogę pokazać…

Marzę o tym, by gdzieś osiąść na stałe. By znaleźć takie miejsce, w którym nie będę poddawana bez końca ocenom. Swoje miejsce. Które będzie bezpieczne. Nie tylko dla niej. Również dla mnie. Gdzie będę mogła być taką, jaka jestem. Bez udawania…

Ale to tylko marzenie. Kiedy bowiem osiadam gdzieś na stałe, zaczyna liczyć się to, czego inni ode mnie oczekują. A ludzie są bezwzględni. Nie wiem dlaczego dają sobie prawo do oceniania innych. Czy sami są doskonali? Akceptacja przez innych… Do czego jest mi tak właściwie potrzebna?

Zrobiłam pierwszy krok ku nowemu. Rozwodzę się. Czy to, że bywam zagubiona i samotna jest takie dziwne? Niezrozumiałe? Nigdy nie mogę pozwolić sobie na smutek? Jestem tylko człowiekiem i czasem muszę pokazać to, co czuję.

Czy takie dziwne jest, że rozwód traktuję jako życiową porażkę?

Pewnie – czuję ulgę. Dużą ulgę, że nie będę go oglądać wokół siebie. Spokój – że nie przyjedzie dziś, a może jutro. Nie irytuje mnie każdy otrzymany sms – bo to już nie jest informacja „wracam dziś”. Nie ma we mnie tego ciągłego oczekiwania – bo albo ma przyjechać, albo ma wyjechać.

Nadzieja. Silna i zawsze trwająca we mnie. Stanowiąca fundamenty mojej wiary. W przyszłość.

Przecież kiedyś w końcu musi być dobrze.

Autorka: Aja

aja.jestem@wp.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

Niedoskonała Mama

  • Będzie dobrze!
    Zajrzyj, jak znajdziesz chwilkę na bloga… Też niedawno pisałam o swoim rozwodzie i o moim Miejscu na Ziemi :) Może choć trochę odnajdziesz się w mojej pisaninie.

    TRZYMAJ SIĘ! To bardzo ważny krok. I cóż nie da się uniknąć tego przytłaczającego poczucia zawodu i porażki… Kobieta, która się rozwodzi oskarża przede wszystkim siebie, o to, że to jej nie wyszło! Dopiero potem przychodzi oskarżanie jego… I ono musi przyjść, żebyś Ty się uwolniła z poczucia straty, z poczucia niezrealizowania, właśnie z macek porażki… Potem dzieli się winę na pół, albo 3/4 i wreszcie… po latach, przestaje się o tym myśleć i kogokolwiek oskarżać! Zaczynasz oddychać, zaczynasz wieść nowe życie, wolne, twórcze, piękne!

    Tego Ci życzę z całego serca
    i z serca Gór Złotych

    Trzymaj się! I nie poddawaj się NIGDY W ŻYCIU!

  • Aja

    Dobrze, że to napisałaś. Dzięki temu wiem, że nie jestem wywrócona w swoich zachowaniach…
    Poczucie winy… i straty. Nie jego. Rodziny. Rozbicie i euforia. Huśtawka. Ciągła huśtawka…
    Stawianie czoła emocjom mojej córeczki, łagodzenie, tłumaczenie choć w gardle rośnie dłąwiąca potrzeba krzyku… przekształcana za każdym razem w uśmiech… dla niej.
    Czasem staję przy ścianie i z całej siły opieram o nią ręce. W ten sposób mam nikłe poczucie oparcia…
    Będzie lepiej. Wiem… kiedyś.

  • Przeszłam przez piekło rozwodu i rozstania. wiem dobrze jak jest ciężko się pozbierać, znaleźć ciepło i zrozumienie wśród otoczenia. to szalenie dziwna i trduna droga, ale spory krok na przyód. tez pisze bloga i na którego zapraszam- http://www.rozwiedziona.pl Trzymam kciuki za Ciebie :)