Marysia mocno stąpa po ziemi. Jest niezależna i samowystarczalna, Córkę chce wychować w duchu samodzielności, by poradziła sobie w życiu niezależnie od sytuacji. O kulisach pracy tłumaczki i godzeniu obowiązków zawodowych z macierzyństwem, a także dlaczego nie lubi terminu samotna matka, opowie szczerze i bez ogródek…

Czym zajmujesz się zawodowo?

Gdy zaszłam w ciążę i okazało się, że będę samotnie wychowywać Córkę, nie było innego wyjścia, niż niezwłocznie stanąć na nogi. Jako że od zawsze dobrze szło mi tłumaczenie, zabrałam się za to nieco żwawiej i udało mi się pozyskać paru stałych klientów. Jak Kreweta była mała, pracowałam jeszcze na uczelni, dzięki czemu mogłam wychodzić z domu tylko na cztery godziny dziennie i niekoniecznie na ósmą rano. Teraz przerzuciłam się na pełnowymiarową pracę.

Jaki zawód wykonywałaś przed erą macierzyństwa?

Też tłumaczyłam, a ponadto uczyłam angielskiego. Tak wszystkiego po trochu. Odkąd zostałam mamą, bardziej się zdyscyplinowałam, zaczęłam myśleć, czego chcę i przestałam się rozmieniać na drobne, bo najnormalniej w świecie nie było na to czasu. Włożyłam całą energię w to, co sobie wymyśliłam i to był dobry pomysł.  Prawda, nie zostaje wiele czasu na nudzenie się, leniuchowanie i czynności pozbawione celu, ale to mi akurat wychodzi na dobre.

Czy bycie tłumaczką jest łatwe do pogodzenia z rolą mamy?

Można wsadzić między bajki teorię, że to super zawód do wykonywania w domu, bo można go pogodzić z wychowaniem dziecka. Żeby dobrze tłumaczyć, trzeba móc się skupić. Efekt był taki, że na początku tłumaczyłam tylko wtedy, kiedy dziecko spało. Jako że sporo tego  było, chadzałam spać około  1-2 w nocy. Teraz na szczęście sprawy trochę się unormowały, pracuję do 16.00, plus trochę wieczorami, ale już nie siedzę po nocach. Dalej tłumaczę – w dzień teksty użytkowe, wieczorami literaturę. Co jakiś  czas, oczywiście mnie nosi i mam ochotę poszerzać działalność.

Czy łatwo jest być samodzielną Mamą w Polsce?

No, bycie samotną matką ogólnie łatwe nie jest, ale jako że od początku byłam samodzielna, to nawet nie wiedziałam, że mi czegokolwiek brakuje. Finansowo stanęłyśmy na nogi, Kreweta ma sześć lat i za rok idzie do szkoły. Ważnym elementem jest selektywna głuchota na uwagi otoczenia, które bywa w swych osądach bezwzględne, zdarzało się słyszeć jakobym była wyrodna i że to przedszkole wychowuje mi dziecko.

A na czyje wsparcie, dobre słowo możesz liczyć, kto pomaga Ci w awaryjnych sytuacjach?

Po dwóch latach w Krakowie przeprowadziłam się. Teraz pomagają mi rodzice – czasami odbiorą Trolla z przedszkola, trochę porozpieszczają i tak dalej. Nie korzystałam nigdy z żadnej grupy wsparcia dla samotnych mam z jednego powodu – wiedziałam, że jak zacznę się nad sobą rozczulać i używać faktu bycia samotną matką jako usprawiedliwienia czegokolwiek, to już przegrałam w tym rozdaniu.

 http://mariajaszczurowska.webnode.com/

Wiedziałam, że muszę się sama brać za bary z życiem – po pierwsze, miałam na utrzymaniu siebie i dziecko (i kota), a po drugie – jako matka Córki uważałam, że trzeba jej dać przykład, jak kobieta może sobie radzić sama. Po to, żeby kiedyś i ona wiedziała, że nie musi być od nikogo zależna. Czy się udało? Za wcześnie, żeby powiedzieć. Mam, oczywiście, nadzieję, że Córka nigdy nie będzie w takiej sytuacji, żeby musiała uciekać. Mam nadzieję, że będzie umiała dokonywać świadomych wyborów. I to wszystko, co robię, robię z myślą o niej. W ramach wsparcia odświeżyłam dawne przyjaźnie, a do tego jeszcze w różnych okolicznościach poznałam parę nowych osób, większość z dziećmi.

Czy łączysz siły z innymi rodzicami- singlami?

Mam jedną koleżankę – singielkę, ale mieszka daleko ode mnie i kontaktujemy się głównie wirtualnie. Nie mam na miejscu żadnej grupy wsparcia. Nigdy wcześniej nie było mi dane przekonać się, że coś takiego w ogóle jest możliwe, wartościowe i czy łączy ludzi w podobnych sytuacjach. Nie uważam też, żeby to mnie jakoś wyróżniało – nie lubię określenia samotna matka, bo samotnym można być i w związku. Nie czuję się nieswojo, łyso, niepewnie w towarzystwie, tak zwanych pełnych rodzin. Lubię swoje życie, bo jest takie, jakie sobie sama ułożyłam. Nikomu, odpukać, nie zazdroszczę, więc nie mam problemu akurat ze swoim stanem cywilnym.

Czy wśród obowiązków domowo -mamowo – zawodowych znajdujesz jeszcze czas dla siebie i co wtedy lubisz robić?

Gdy znajdę w końcu czas dla siebie, najczęściej wtedy czytam (polecam wszystkim Kindle’a), czasami jak Kreweta ma lekcję pływania, to też pływam, albo idziemy na siłownię dla kobiet  z salą dla dzieci, Córka się bawi, a ja idę na Zumbę. Nie znoszę chodzić po sklepach, więc na to akurat nie potrzebuję czasu (śmiech).

Czy czujesz się spełniona?

Jak najbardziej – mam jedno dziecko, tak jak chciałam. Mam pracę, odpukać, jaką chciałam. Oczywiście, mam ciągłą potrzebę rozwijania się w różnych aspektach życia – rozszerzanie działalności na współpracę z zagranicznymi biurami tłumaczeń, uwielbiam koty, właśnie przygarnęłam kolejnego.

Gdybyś mogła cofnąć czas, coś byś zmieniła?

Wyluzowałabym  bardziej, jak Krewetka była mniejsza. Nie słuchałabym tylu krytycznych opinii i bardziej cieszyła się tym czasem.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów!

rozmawiała: Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments