niedoskonała mama

niedoskonała mama

palmy
podróże

Z pamiętnika polskiego podróżnika – Kuba cz IV

Postanowiliśmy że we czwórkę wskoczymy do auta: z siostrą jinetery, ze mną jako szoferem i podjedziemy do hotelu po dewizy – euro, którymi jinetera by nie pogardziła. Oprócz otrzymania bojowego zadania bycia szoferem, dostałem inne – miałem zostać bawidamkiem i dotrzymać towarzystwa siostrze jinetery.

kubaaaaaaaaaa

Niestety tej nocy jej się nie poszczęściło i nic nie zarobiła, oprócz kilku ostrych uwag. Trochę się wzruszyłem, gdy zaczęła opowiadać historię swego życia – porzucona przez Kubańczyka, po którym zostało jedynie roczne dziecko i brak pieniędzy na zapewnienie sobie i jemu bytu. Nie mogła zrozumieć dlaczego nie chcę w ogóle płacić, tym bardziej za seks. – Dziewczyna?! Jaka dziewczyna, przecież jest w Polsce?!  – Zasady?! Jakie zasady, przecież jestem facetem?!

Tak więc załadowaliśmy laski do limuzyny (była to Kia), ustawiliśmy w radio kubańskie hity i ruszyliśmy. Podjeżdżając pod hotel dziewczyny zaczęły panikować. Po pierwsze one jako obywatelki Kuby, które mogłyby zostać przez władze potraktowane jako jinetery, miały zakaz zadawania się w godzinach nocnych z turystami.

Tym bardziej miały zakaz wchodzenia na teren hotelu, włączając w to parking, na którym rzekomo wszędzie były rozstawione kamery. By nie narażać biednych dziewcząt, wysadziłem Alemana (Niemca) w okolicy parkingu, by wrócić po niego po około 5 minutach, jak on już będzie przy kasie.

kuba1

Po paru minutach wożenia się po mieście, podjechałem pod parking, by zdyszany Aleman wskoczył do auta. Ruszyliśmy w podróż. Ustaliliśmy, że udamy się na pobliska plażę. Gdy już zbliżaliśmy się do celu, a krajobraz zmienił się z miejskiego na wiejski, dziewczyny dojrzały przez tylną szybę samochodu radiowóz…

Przerażone nakazały skręcić w najbliższą boczną uliczkę i się natychmiast zatrzymać. Wyskoczyły z auta i biegiem schowały się w krzakach przydrożnej, wiejskiej chaty. My trochę zmieszani zrobiliśmy rundkę po okolicznych zabudowaniach.

Policji oczywiście nigdzie nie było. Niestety dziewczyn też. W wyśmienitych humorach krążyliśmy i wołaliśmy za laskami. W końcu Niemiec  swym bystrym okiem dojrzał gdzieś w krzakach dziewki dwie. Bały się wyjść.

Myślały, że my to nie my. Dopiero jak krzyknąłem, że to Polaco i Aleman, dziewczyny wypełzły z kryjówki cale umorusane i zmarznięte i skryły się znów w aucie. Odwidział im się pomysł romantycznej plaży i poprowadziły nas na teren ogromnego zespołu budynków szpitalnych.

 Tym razem o wiele mniej romantycznego miejsca, ale może dającego więcej poczucia bezpieczeństwa, jakże potrzebnego dziewczynom. Kubanki wybrały wielki plac na środku którego zaparkowaliśmy.

Ustaliśmy, że Niemiec ze swoją wybranką pójdą poszukać wygodnego miejsce na świeżym powietrzu, pewnie gdzieś pod drzewem, ewentualnie z widokiem na księżyc, a ja w tym czasie zajmę się siostrą i poczekam na nich w aucie. Poszli. Ani mi się widziało zabawianie jintery rozmową po hiszpańsku, więc rozłożyłem sobie przednie siedzenie, by się zdrzemnąć.

palmy

 Nie udało mi się nawet dobrze zamknąć oczu, a Niemiec wrócił z informacją, że w takich warunkach to on nie jest w stanie tego zrobić. Role musiały się odwrócić. Tym samym znalazłem się pod ogrodzeniem budynku, który mógł być zarówno kostnicą, jak i kościołem.

Księżyc oślepiał swym blaskiem, a ja marzłem w oczekiwaniu na jak najszybszy powrót Niemca. Chłopaczyna musiał chyba napotkać na jakieś problemy, bo po około 5 minutach, w trakcie których ani przez chwilę amortyzatory auta się nie ugięły, usłyszałem silnik, zobaczyłem smugę światła i auto odjechało.

Miałem szczerą nadzieje, że Aleman po nas wróci. W sumie to nawet nie po nas, ale po mnie, bo za dwie godziny miałem poranny i jedyny autobus do Havany. Po ok 30 minutach wyczekiwania w napięciu, oślepił mnie blask sygnalizatorów nadjeżdżającego auta.

Byłem uratowany! Co się przytrafiło tamtej nocy nadal nie wiem…  Aleman nie był zbyt wylewny, może dlatego, że na jego twarzy nie było widać zadowolenia, choć portfel odchudził mu się o 20 papierów w dewizach.

tekst: Megabolo (dresohipis)

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o