niedoskonała mama

niedoskonała mama

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
podróże

Z pamiętnika polskiego podróżnika – Kuba cz. II

Dnia następnego wsiadłem w autobus. Opuszczałem Havanę, by jeszcze do niej wrócić, ale mając już pewien bagaż doświadczeń. Celem podróży było miasteczko Santa Clara. Zająłem ostatnie wolne miejsce przy niewiaście.

Okazało się, że jedzie z grupą niby profesjonalnych aktorów teatralnych na pewną wioskę, pod inna wioskę, by nauczać innych, mniej profesjonalnych aktorów, trudnej sztuki aktorskiej.

Ona sama pracowała dla rządu. Była nauczycielką tańca w szkole dla dzieci oraz kontrolowała innych pracowników artystycznych. Otrzymywała w związku z tym dość wysokie wynagrodzenie –  około  18 dolarów miesięcznie, podczas gdy aktorzy zaledwie 10.

Nadal się zastanawiam jak tego wszystkiego się dowiedziałem, skoro jej angielski był na równie wysokim poziomie, co mój hiszpański… Zastanawiam się też czym sobie zasłużyłem na jej miłość?

Nie dość, że pomalowała się na ostatnie minuty mojej obecności w autokarze, to jeszcze wyciągnęła z torebki chusteczkę higieniczną i flamastrem ją zapisała. Powiedziała, że to dla mnie, ale że mogę przeczytać dopiero, gdy ją opuszczę. Liścik przeczytałem trochę później – kilka miłych słów, choć tak naprawdę żałosnych.

bolo-kubaW autobusie  poznałem również Amerykańca, którego obecność miała odmienić moją podróż na kilka następnych dni. Amerykaniec o głowie ogolonej na kolano, brodzie z równą linią i wyglądem wieśniaka, któremu brakowało już tylko tytoniu do żucia przyznał, że  tam, skąd pochodzi, nomen omen żuło się tytoń, który podobno daje niesamowity odlot.

Amerykaniec, którego matka była czystej krwi Polką, a ojciec albo Irlandczykiem albo Szkotem, był jednym z najzabawniejszych ludzi, jakich poznałem w swoim życiu. Miał niesamowite zdolności aktorskie i otwartość na każdego, kogo spotkał.

To on mi uzmysłowił, jak brakuje mi znajomości hiszpańskiego. Gdyby nie on, nigdy nie zostałbym zaproszony do tylu kubańskich chatek, nie zagrał w baseball kijem zrobionym z gałęzi, czy nie odbył rundy w domino.

Specjalnie dla nas przyrządzili danie z wołowiny – Ropa Vieja, które praktycznie wszędzie było niedostępne, gdyż krowy na Kubie są chronione przez rząd. Dzięki jego pozytywnej naturze został nam zaprezentowany najstarszy samochód na Kubie.

Biały Ford z 1928, będący nadal na chodzie, z rozrusznikiem na korbę. Kolejnego dnia miała się odbyć przejażdżka, niestety nie wyszło. Amerykaniec wrócił do Havany, a mi samemu brakowało pewności siebie i znajomości hiszpańskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATo z Amerykańcem spaliśmy w jednym łóżku małżeńskim, spędzaliśmy po 4 h dziennie w restauracjach na jedzeniu i piciu drinków, na imprezach, na plaży, płynąc katamaranem, jadąc camello, łapiąc stopa (się nie udało), popijając piwo.

Odbywając przejażdżkę na rowerach po wiejskich okolicach, przy zachodzącym słońcu, a przede wszystkim nieustannie się śmiejąc i robiąc sobie żarty ze wszystkiego i wszystkich.

W Santa Clara twardo targowaliśmy się o cenę za danie, którą przyrządzili, a nie było w karcie… Wtedy pierwszy raz przeżyliśmy szok cenowy, bo byliśmy pewni, że Havana okaże się najdroższa. Okazało się, że była bardzo tania. Kilka dolarów kosztował obiad z drinkami. A w im większą wieś się zapuszczaliśmy, tym ceny były wyższe, dochodzące do kilkudziesięciu dolarów za zestaw.  (…)

Amerikano oddal się w pełni akcji podrywu, a ja znużony oddałem się akcji odnalezienia drogi do casy. O 7 rano zbudziło mnie walenie do drzwi. To Amerikano wracał ze swoich nocnych voyage’y, które jak się okazało zaowocowały w doznania.

Zeszłej nocy kontynuował picie ze swą wybranką, ale że nie mieli się gdzie podziać, odprowadził ją do domu i ostatnie co pamięta, to wycie kojotów. Kolejną rzeczą, którą pamiętał, była wbijająca się gałąź w plecy. Otaczał go las, a u boku leżała jakaś niewiasta. Skąd ona się tam wzięła i co robili, nie pamiętał.

amerykaniecDotarło do niego, że nie tylko stracił swój gangsterski kapelusz, ale w dodatku nie ma Iphone’a. Poirytowany poprosił laskę, by zadzwoniła do niego. Ona zaczęła się tłumaczyć, że nie ma pieniędzy na koncie i wymyślała inne wymówki. Jednak on wyszarpnął jej telefon i sam zadzwonił do siebie.

Jasne, że miała kasę na koncie. Dźwięk dzwonka rozległ się w jej torebce. Udając zdziwienie i tłumacząc się srogo oddala Iphone’a. Dziewka, której śpiewne imię brzmiało Shakira, odprowadziła go do casy gdzie na pożegnanie zrobił jej zdjęcie i wstępnie umówił się na wieczór.

Trochę zasmucony, że niewiele pamięta, opowiedział mi tę historyjkę na dobranoc. Ten pierwszy leniwy i spokojny dzień na Kubie (a raczej popołudnie) spędziliśmy na plaży. Wieczorem udaliśmy się do zaprzyjaźnionej restauracji, w której Amerikano pochwalił się swoją zdobyczą. Jakież było jego zdziwienie, gdy obsługa wybuchła śmiechem na widok dziewczyny… Otóż Shakira była transwestytą!

 Tekst: Megabolo vel dresohipis

Comments

comments