Kto z nas nie słyszał o legendarnym pokazie Ping Pong Show (zwanym czasem Banana Show) wykonywanym przez super wysportowane Tajki, strzelające z pochwy piłkami do ping ponga, czy obierające waginą banana..? Szczerze mówiąc ja o tym nie słyszałem, ale Polki, które poznałem w Sukhotai, oświeciły mnie w tym względzie. Wiedziałem, że muszę to zobaczyć. Wiedziałem również, że te pokazy są tylko w Bangkoku, w dzielnicy Patpong.

Dołączyłem do mojej polskiej ekipy, złapaliśmy taksówkę. Kierowca i tym razem ni w ząb nie mówił po angielsku, krzyknęliśmy jedynie Ping Pong Show. On się uśmiechnął od ucha do ucha, spojrzał na nas wymownie, z podnieceniem w głosie rzekł „Bum Bum” (co u Tajów oznacza seks) i z piskiem opon ruszył w stronę jednego z wielu nielegalnych miejsc, w których te pokazy się odbywały.

Pani Komisarz tuż przed wyruszeniem wypytywała się wszystkich miejscowych, czy te  nielegalne pokazy, rzeczywiście są nielegalne… Bo przecież jakby to wyglądało, gdyby jej nieskazitelnie czyste, policyjne akta powiększyły się o wpis, w którym to tajska policja przyłapuje szanowaną funkcjonariuszkę na takim pokazie!

Anna trzęsącą się ręką wręczyła kasjerowi 600 bahtów (ok 60zł). My to samo zrobiliśmy, lecz z uśmiechami na twarzach i weszliśmy do jaskini rozpusty, z której nie było już odwrotu.

tajlandia 3

Zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie, dosłownie na wyciągniecie ręki od podestu, gdzie miało się zacząć wielkie szoł. W ramach wejściówki każde z nas dostało bardzo mocnego drinka. Widocznie na trzeźwo nie dało się tego oglądać. Wypiłem dwa drinki ekstra, bo dla moich pań były zbyt mocne. W końcu doczekaliśmy się wielkiego początku.

Mało atrakcyjna pani, w podeszłym już wieku – o czym mogło świadczyć niejędrne ciało i zmarszczki na twarzy, które wybijały się spod mocnego makijażu, wyszła na scenę. Muzyka zagrała, oklaski się wzmogły, światła lekko przygasły a pani, która miała na sobie jedynie stringi, postawiła dwa kubełki na scenie, wyginając się przy tym w niezdarny sposób, który zapewne miał być tańcem pobudzającym nasze zmysły.

W tak samo niezdarny i odpychający wręcz sposób zdjęła bieliznę (okazało się, że każda jej następczyni tak samo, mało apetycznie miała zaczynać swój pokaz). Nasza pani jeden z kubełków odstawiła na odległość około metra, z drugiego zaś wyciągnęła piłkę do ping ponga. Piłka wysmarowana była jakąś mazią i bez najmniejszego oporu schowała się w pochwie.

Skupienie na twarzy tenisistki, zaciśnięcie odpowiednich mięśni i piłka wystrzeliła, aby po jednym odbiciu od podłogi, wpaść do oddalonego o metr wiaderka. Brawo! Piłek w wiaderku było około dwudziestu. Te, które nie wpadły do wiaderka w większości były wyłapywane przez panią do pomocy, nazwijmy ją suflerką, również nagą. Nasza tenisistka zapewniła rozrywkę całej publiczności. Piłki, które nie wpadły do wiaderka i nie zostały w porę wyłapane przez suflerkę, leciały prosto w publiczność. Ach, szkoda, że nie było tam dzieci, na pewno miałyby frajdę, niczym kibice na meczu piłki nożnej, gdy futbolówka leciała w stronę trybun.

tajlandia 3, cd
W naszym przypadku nikt się nie rzucał na piłeczkę, a wręcz odwrotnie, widownia się rozstępowała. Ciężko się nam dziwić, w końcu kto chciałby sprawdzić, czy choroby weneryczne przenoszą się poprzez zetknięcie płynów ustrojowych ze skórą drugiego osobnika..?

Jednak znalazła się jedna osoba, jakże dobra duszyczka, która nie pozwoliła by piłeczka turlająca się po scenie spadła na ziemię… Nasza dzielna Pani Komisarz odbiła piłeczkę paluszkiem. Teraz już jestem pewien – Anna wykonuje swój zawód z powołania!

Podczas gdy ja nie mogłem uwierzyć własnym oczom, jak brawurowego czynu dokonała Pani komisarz, dekoracja się zmieniła. I tym razem na scenie pojawiła się równie odpychająca Gwiazda, która swoim pseudo namiętnym tańcem miała rozgrzać publiczność przed kolejnym pokazem – wyciąganiem żyletek z pochwy.

Dama wsadziła dłoń do pochwy, pogmerała chwilę w środku i wyciągnęła końcówkę cienkiej linki, którą zaczęła wyjmować w dość szybkim tempie. Wyciągnęła jej około 2m, a warto dodać, że co około 10 cm była przyczepiona żyletka. Nasza dama-fakir, wyczuła niepewność publiczności co do autentyczności i ostrości rekwizytów, więc chwyciła kartkę papieru, którą każdą z żyletek pocięła.

Pani Komisarz, która zachowała trzeźwość umysłu i kamienną twarz, od razu zasugerowała, że tancerka musiała mieć wsadzony stalowy pojemnik, w który schowane były żyletki. Dama musiała mieć niesamowite doświadczenie, gdyż pojemnik nie wystawał na zewnątrz, a przy tym nie był wsunięty na tyle, aby poharatało jej waginę.

błażejI tak przechodzimy do kolejnego pokazu. Światła całkowicie zgasły, zagrała bardziej skoczna muzyka i nagle na wysokości około jednego metra zaczęły pojawiać się różnokolorowe kokardki, świecące w ultrafiolecie.

Ich liczba rosła w zawrotnym tempie i gdy rozciągnęły się na długość około dwóch metrów, zaczęły latać niczym wstęga u olimpijskich tancerek „artystycznych”. Ach, cóż to był za spektakl światła i dźwięku! Nawet w pełnym oświetleniu odpychające ciało gimnastyczki nie wybiło mnie ze stanu uniesienia.

Dopiero kolejna pani, która wybiegła na scenę i stanęła do mnie na wyciągnięcie ręki tyłem, wypinając swą gołą rzyć wybiła mnie ze stanu nirwany. Tym bardziej, że po chwili umieściła w waginie dwa papierosy. Wsadziła je aż po filtr, a koleżanka użyczyła jej ognia. Cóż za klasa, cóż za styl.

Okazało się, że jej „płuca” są niebywale pojemne bo przy każdym zaciągnięciu się ubywało z każdego cygareta po pół centymetra tytoniu. Brakowało jedynie wypuszczania dymu nosem, czy puszczania kółek.

Kolejna gwiazda rozpoczęła pokazem Flamenco, następnie kucnęła i zaczęła potrząsać szklaną butelką z colą, niczym kastanietem. Gdy cola była już odpowiednio wzburzona, przerwała pokaz i przeszła do bardziej zaawansowanej sztuki – usuwania pochwą kapsla. Przypomniały mi się czasy, spędzane na wiecznych pijatykach z moją eks dziewczyną – Beatą, która nauczyła mnie niezmiernie przydatnej umiejętności – otwierania butelki piwa o drugą butelkę piwa.

Jednak sztuczka, jaką miałem zaraz ujrzeć była o niebo bardziej uniwersalna, bo wymagała jedynie pochwy i butelki – dostępnych zawsze. Dama- otwieracz przymierzała się około 30 sekund w pozycji klęczącej. Napięcie rosło. Pssssstt. Otwarte? Powinno być, ale nie udało się. Musiała poprawić. Pssst. Grymas bólu na twarzy. Tym razem udało się. Próbowała opuścić scenę w pozycji wyprostowanej, lecz widać było, że ból istnienia jej na to nie pozwala.

To co działo się dalej muszę objąć cenzurą(…). Ping- Pong Show ukazał seks jako kolejną nudną pracę, którą trzeba wykonywać, aby utrzymać siebie wraz z rodziną. Takich pokazów wykonują dziennie pewnie około pięciu. Na nieszczęście tydzień ma 7 dni. Myślę, że jakby popatrzeć na twarze śmieciarzy nabijających odpady na kijki, czy pań księgowych wprowadzających dowody księgowe do komputera, to też nie znaleźlibyśmy w nich pasji.

Dla nas seks jest czymś wyjątkowym, tematem tabu, nie stykamy się z nim na co dzień, więc szukamy w nim wyjątkowości i tylko dlatego szokującym jest dla nas brak uczucia, gdy na niego patrzymy. Czyż nie rzuca nam się w oczy, gdy kasjerka zczytuje kody z produktów, które kupujemy, z miną znudzoną i opryskliwą? Dziwimy się temu? Jedyne co możemy zrobić, to pójść następnym razem do innej kasy.

tekst: Megabolo vel dresohipis

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments