niedoskonała mama

niedoskonała mama

bolo-tygrys
podróże

Z pamiętnika polskiego podróżnika – Tajlandia cz.I

Cel: Tajlandia i Kambodża, misja: zobaczyć wszystko co się da, w jak najkrótszym czasie. Miał to być mój pierwszy wyjazd na tak długo (miesiąc). Pierwszy mój wyjazd samemu. Pierwszy mój wyjazd do tak egzotycznego miejsca. Nie ukrywam, trochę się obawiałem tylu nowości w trakcie jednej podroży.

Cudem udało się wszelkie formalności załatwić na czas. Jak tylko przeszedłem odprawę zeszło całe napięcie. Ogarnął mnie spokój wewnętrzny i przeczucie, że wszystko pójdzie dobrze. Zająłem miejsce w samolocie, który po chwili wystartował. Wypiłem sok pomidorowy i zapadłem w sen, z którego zbudziło mnie uderzenie kół samolotu o płytę lotniska w Kijowie.

Lotnisko w Kijowie wygląda mniej więcej jak Etiuda w Warszawie. Na szczęście znalazło się sporo miejsc siedzących, więc mogłem uciąć sobie drzemkę. Jedyną osobą w poczekalni oprócz mnie była Tajka, z którą się zapoznałem. Niestety jej perfekcyjny angielski był dla mnie nie do zrozumienia. Jak się okazało później jej angielski był bardzo dobry w porównaniu do innych mieszkańców Tajlandii.

 Dochodziła 1 rano. Wykończeni od razu położyliśmy się spać i nie musieliśmy ciągnąć tej męczącej rozmowy. Kilka godzin później drzemkę przerwał Ukrainiec, niechcący siadając mi na nogach. Jeszcze tylko 8 godzin czekania (co łącznie daje 14 godzin spędzonych na lotnisku w Kijowie) w wyborowym towarzystwie Rosjan i już będę siedział w samolocie zmierzającym do Bangkoku, w równie wyborowym towarzystwie.

Nie byłem przerażony perspektywą czekania, bo dowiedziałem się, że w przeciwieństwie do niezbyt urodziwych stewardess, podniebny barek jest wart grzechu- jak przystało na ukraińskie linie lotnicze.

Na lotnisku poznałem Polaka w średnim wieku, który był mi niezmiernie wdzięczny za przekazanie informacji praktycznych o Tajlandii i pożyczenie przewodnika. Okazało się, że ten miły gość zdecydował się na wylot 3 dni wcześniej i jedynym przygotowaniem, jakie poczynił było wykupienie ubezpieczenia i spakowanie się.

Przed zajęciem miejsca w samolocie ortodoksyjny Żyd zadał mi niedyskretne pytanie, czy przypadkiem ja lub moja mama nie jesteśmy Żydami. Cóż byłem już Hiszpanem, byłem Turkiem i to dwa razy, mogę być i Żydem. Po kilku uprzejmie wymienionych uwagach zająłem miejsce na pokładzie.

Jako że wokół nie było towarzystwa do wypitki, postanowiłem zaniechać wprowadzenia w życie ambitnego planu – wypicia równowartości biletu lotniczego. Tak wiec wypiłem wszystkie dostępne na pokładzie soki pomidorowe i jakoś przetrwałem podróż.

Plan zwiedzania był następujący: na początek mniej komercyjna, dzika, górzysta i zalesiona, północna cześć Tajlandii. Następnie odetchnąć trochę na niebiańskich plażach Phuket, nurkując i pływając na kitesurfingu. Po tak mile spędzonych kilku dniach miałem dołączyć do znajomych, którzy udają się do Kambodży obejrzeć Świątynię Angkor. Na deser zostawiłem Bangkok.

Na lotnisku kupiłem kartę sim z miejscowym numerem telefonu i tak przygotowany udałem się w stronę przystanku autobusowego. Wychodząc na zewnątrz z klimatyzowanego lotniska uderzyła mnie fala gorącego, ciężkiego powietrza. Uff, nastawiałem się, że będzie gorąco, ale że aż tak?! Godzina jeszcze wczesna, około 5 rano. Przystanąłem, aby nabrać tchu i ujrzałem znajomą Tajkę, poznaną na lotnisku w Kijowie. Chwila meczącej konwersacji w Thai English i już siedzieliśmy razem w aucie jej znajomych. C.D.N…

tekst: Megabolo vel dresohipis

Comments

comments