Nadszedł 22 września – dzień gdy moja noga stanęła pierwszy raz na marokańskiej ziemi w mieście Fez. Wysoka temperatura powietrza, na szczęście niska wilgotność, dzięki czemu klimat nie daje się we znaki, rzewny płacz Marokanki, jak mniemam, okradzionej jeszcze na starym lądzie.

Poznana para bardzo miłych Polaków. Kolejni, którzy przenieśli się do Brukseli. Ci na szczęście nie wykluczają powrotu na nasze piękne polskie ziemie. Zabrałem się z nimi taksówką. Wysiedliśmy w starej medinie, gdzie mieli zarezerwowany pokój w Riadzie – tradycyjnym domu marokańskim przystosowanym pod turystę i zrobionym na bogato.

 Maroko

Nie omieszkałem rozejrzeć się po wnętrzu pod pretekstem chęci przenocowania. Poczułem się jak król Persji w swoich skromnych komnatach. Po środku patio. Stoliki, krzesła, łóżka z poduchami. A w pokojach gigantyczne małżeńskie łoża, a wszystko pokryte świecącymi ozdobami w stylu arabskim.

Niesamowity klimat, choć 40 euro od osoby, jakie bym musiał zapłacić, to trochę zbyt wygórowana oferta, szczególnie, że miałem zapewnionego couchsurfera, a raczej couchsurferkę, która zobaczyła moje publiczne ogłoszenie, że szukam noclegu w Fez i napisała, że z chęcią mnie przygarnie, bo uwielbia Polaków.

Soukaina ukrywa się z faktem posiadania miłości – kultura nie do końca na to pozwala, a przynajmniej jej rodzina. Jedynie, ze wszystkiego zwierza się swojej mamie, a w sumie ma trochę na sumieniu. Nie chodzi w chuście na głowie, studiuje, pracuje, spotyka się z chłopakami, imprezuje, przesiaduje w barach, gra w bilard, uprawia sporty, nie daje za siebie płacić, wierzy w równouprawnienie… Tyle grzechów!

Maroko 2

Mieszkanie rodzinne Soukainy, podobnie jak wszystkie inne, ma wielki living room, w którym, nomen omen, się żyje. Naokoło, ze wszystkich stron ustawione są kanapy, które za dnia służą do przesiadywania w celu konwersowania i kłócenia się. Kłótnie często przychodzą i szybko odchodzą. Nocą kanapy przeistaczają się w łóżka (wystarczy się położyć, bo się ich nie ścieli) – jeśli ludzie nie mieszczą się na kanapach, to kładzie się na środku materace.

Maroko 5

Jeśli ktoś się akurat pokłócił, idzie spać na dachu, gdzie przypuszczalnie klimat do spania jest przyjemniejszy – wiaterek, świeże powietrze i dość wysoka temperatura, która w pomieszczeniu zamkniętym daje się we znaki.

Pierwszej nocy było nas około 10 osób i trzy pokolenia na 15m2.

Każdy się przekrzykiwał, raz się śmiał, a raz płakał. Tu wrzaski i zgiełk nie przeszkadzają w czasie snu.

Miałem się wyspać… Nie udało się, bo dzieci od wczesnych jak na mnie, godzin porannych, wrzeszczały i biegały. Leżeliśmy po cichu w kącie i czekaliśmy aż rodzina się zbudzi i zacznie codzienne życie. Wreszcie doczekaliśmy się rodzinnego śniadania. Wszyscy zasiedli wokół okrągłego stołu. Na środku znalazł się wielki talerz, na którego brzegu równomiernie rozłożono jajka sadzone – dla każdego po jednym. Pływały one w oliwie z oliwek. Oderwany kawałek bulki maczało się w oliwie, a następnie odrywało się nim kawałek jajka. Można było wcześniej bułkę wsadzić do pikantnej czerwonej przyprawy -chyba papryki.

Maroko 6

Gdy już wszyscy się posilili, na stół wjechała berber whisky, czyli miętowa herbata, która towarzyszy na każdym kroku. Niesamowity aromat świeżej mięty roztaczał się wokół stołu.

Powyższa wyprawa była możliwa dzięki działowi słuchawki w moim sklepie internetowym.

 tekst: Megabolo vel dresohipis

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments