niedoskonała mama

niedoskonała mama

la paz
podróże

Z pamiętnika polskiego podróżnika – Boliwia

La Selva, czyli prawdziwa amazońska dżungla. Oni mają swoją maczetę, a ja swojego IPhone’a. Wojownicy poszli na polowanie dla swej wioski i wrócili z 5kg ayahuasci– naturalnego narkotyku, używanego przez szamanów w całej Ameryce Południowej, do wprawiania innych w stan pełnego oderwania od rzeczywistości.

Podróż była możliwa dzięki sklepowi czas-sportu.pl i działowi speedminton.

Jednak, drodzy czytelnicy, nie próbujcie go zażywać w samotności – bez udziału szamana kontrolującego cały proces latania… Jeden anglik spróbował i ześwirował kompletnie… do końca życia!

la paz

 Wszystkie insekty, a szczególnie mrówki i pająki, były opisywane czasem bólu, jaki zostaje po ich ukąszeniu. Małe mrówki, a 24 horas de dolor. Dwa rodzaje termitów, jedne odżywcze, z których można zrobić sobie przekąskę, a z drugich nie ma sensu. Mi ta przekąska utkwiła gdzieś w przełyku i nie chciała się przesunąć. Chyba za słabo pogryzłem.

Termity dom budują z odchodów. Jedną stroną jedzą, a drugą wydalają, budując wielki dom, np. na drzewie, który czasem przejmują mrówki, a czasem mrówkojad. Taka jest natura, że słabsi pracują, a silniejsi wyzyskują.

 Wybraliśmy się na poszukiwanie anakondy, a wycieczka zmieniła swój charakter na oglądanie moskitów, a raczej ucieczkę przed nimi. Następnie wypłynęliśmy na połów piranii. Zaczepiliśmy na wielki haczyk kilka gramów świeżego mięsa… natomiast samo przedzieranie się łódką przez mokradła (Las Pampas) to było istne National Geografic.

 Co chwilę jakieś stworzenie w odległości kilku metrów, dawało o sobie znać. Dziesiątki różnych ptaków, łącznie z takimi małymi, chodzącymi po wodzie, aligatory, którym czasem było widać tylko oczy i kawałek paszczy wystającej z wody, różowe delfiny, które aż tak różowe nie były, małpy używające krzaków jako poduszek do lądowania no i 4 żółwie ustawione w kopulujący wagonik.

 Wyspa Uros – pływająca wyspa, którą trzeba cały czas okładać nowymi warstwami trzciny, by nie utonęła. Żyje tam kilka familii i na koniec dnia dzielą się kasą. Co pięć dni muszą układać nową warstwę. Jedzą tylko ryby, które złowią ptaki i ich jajka.

Wysepka łowi tylko dla siebie, bo lepsza kasa wpływa z turystyki, jedynego innego możliwego dochodu.

Cały dzień trekingu nas zniszczył. Kolega Polak, którego poznałem noc wcześniej, musiał w pewnym momencie iść tyłem do przodu, bo mu kolana wysiadły, a to była dopiero połowa naszej drogi.

Minęliśmy kilka wiosek, widzieliśmy kilka miejsc z hodowlą świnek morskich. W kuchni pewnego miejscowego campesino, który miał świnek ok 20szt., akurat udało mi się trafić na czas karmienia zieleniną.

swinki morskie Świnki, które żyły na wolności, na podłodze kuchni wraz z psem i kurami nad jedzeniem… A nad nimi stał stół z deską do krojenia i ostrym nożem. Bardzo praktyczne rozwiązanie… Słodkie i kochane maskotki z tych świnek morskich, aż dziwnie, że stanowią tutejszy przysmak!

Na koniec dnia udało się dotrzeć do zielonej oazy na dnie kamienistego kanionu. Hotel w jakim przyszło nam spędzić noc składał się z bungalows wykonanych z bambusa, był basen, w którym można było trochę się zregenerować i było też jedzenie złożone tylko ze składników dostępnych w kanionie. Ekologico. Na końcu pozwolę sobie zamieścić reklamę moje sklepu internetowego i działowi speedminton, dzięki którym moje podróże są możliwe.

 tekst: Megabolo (dresohipis).

Comments

comments