Wywoływać można: wilka z lasu, duchy, wspomnienia. Co jeszcze? Dziecko! No pewnie! Wywołujemy więc naszą córkę z pasją niebywałą, aż to się w naszą nową, zabawną tradycję rodzinną zaczyna przeradzać :)

Codziennie spacerujemy godzinę lub dwie, zaciekle biegam po schodach, piję sok z ananasa, robię przysiady, bujam się na piłce, uprawiamy dziki seks (aczkolwiek w dzikości swej bardziej orkę niż kocicę przypominam) – i nic, cisza. Chociaż skurcze przepowiadające jako zwiastuny wciąż się pojawiają i bywają już naprawdę bolesne. Jutro mamy wizytę u naszego pana doktora – on zadecyduje czy nasza pełna symbioza trwać ma nadal w niezmienionej formie.

Parę miesięcy temu wkurzało mnie niemiłosiernie, kiedy codziennie słyszałam co najmniej kilka komentarzy, że jak na ten i ten miesiąc to mój brzuch jest duży i że jak na ten sam miesiąc, jest on całkiem niewielki. Otóż teraz nikt się o wielkość brzucha już nie spiera. Pojawił się za to inny parametr, na który, jak się co dzień przekonuję, nikt nie może pozostać obojętny – wysokość! Otóż każdy ma coś do powiedzenia na ten temat – a to że wysoko ten mój brzuch, a to że nisko lub że zniża się, ale powoli, albo szybko. I każdy w związku z tym jest w stanie przewidzieć ile to jeszcze nosić moje dziecko pod sercem mi przyjdzie. W związku z tym zastanawia mnie, jak to możliwe, że czasem rodzą się dzieci, a nikt się nie spodziewał, że to już? Skoro to gołym okiem widać, kiedy dziecko się urodzi i jeszcze do tego wszyscy się na tym znają…

Druga kwestia jeszcze – jak mnie irytuje kiedy słyszę, że moja córeńka najlepiej wie co robi i jak będzie chciała, to wyjdzie! Do cholery jasnej, oczywiście, że moja córka będzie czystą inteligencją, powleczoną alabastrową skórą i aksamitnymi włosami. Oczywiście, że będzie najpiękniejsza i najmądrzejsza (kolejność przypadkowa) na świecie. Ale nie od razu. Najpierw będzie małym chomiczkiem, który macha łapkami, każdorazowo dziwiąc się, co też tu się obok rusza, bo jej miniaturowy móżdżek nie będzie w stanie pojąć tego nawet prostego faktu, że to jej rączki i to ona nad nimi panuje. W związku z tym dlaczego przypisuje się dziecku nienarodzonemu takież atrybuty, jak wiedza o tym, kiedy ma przyjść na świat czy jakakolwiek moc sprawcza z tym związana?! Albo inaczej – możemy zakładać, że dziecko wie, ale dlaczego później odbieramy takiemu dwulatkowi możliwości intelektualne i na przykład zmuszamy do jedzenia, chociaż dziecko wyraźnie mówi, że już się najadło. To ono wie, kiedy ma się urodzić kiedy ma minus ileś dni, a mając dwa lata nie wie czy odczuwa głód?

Reasumując zatem – moja macica szykuje się, ale nie zdradza ze swoimi planami, szykując nam wszystkim niespodziankę. Doczekać się już nie mogę, bo od trzech tygodni żyję tylko porodem i już naprawdę zaczyna mi się przykrzyć ta monotonia, kiedy budzę się, myśląc „może dziś”, a zasypiam, myśląc „może tej nocy”. Życzę Wam zatem pięknych snów, nie kolorowych, a czarno-białych właśnie, bo te są podobno bardziej romantyczne :) A ja kładę się, oczekując i jedna myśl tylko odbija mi się w głowie echem i cichnie w miarę, jak zasypiam „może tej nocy… może tej… może…”. 

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments