Jestem kobietą, ale nie upiekę sernika. Nie będę się rozwodzić nad sposobem mieszania kaszy. Wykonuję to na autopilocie. Bez koncentracji, bez utożsamiania się z kuchnią jako miejscem przeznaczenia.

Jest wolny dzień i mogę tyle zrobić, ten sernik, choćby, ale będę popijać herbatę za herbatą i dopieszczać swoje portfolio. Będę bardziej perfekcyjna w tym co robię zawodowo, zostawię szczery komentarz na blogu freelancerek, zajrzę na Facebooka, choć to bezproduktywny pożeracz czasu.

Zaobserwuję jak spadają statystyki, bo postanowiłam poruszać tematy, które być może tylko u mnie powodują błysk w oku, a co za tym idzie, zanudzają Ciebie. Pozostanę sobą.

Nie napiszę, że chłop mi nie pomaga, a dzieci denerwują, ani, że absolutnie nigdy mnie nie denerwują, bo jestem uosobieniem spokoju, wzorem cnót i kobietą orkiestrą. Nie jestem, nie aspiruję, im mniej aspiruję, tym lepiej mi z samą sobą.

Szeleściły dziś liście na jesiennym spacerze. Samotnym, ale nie smutnym. Takie wietrzenie głowy przed zwariowanym tygodniem. Przed zwinnym godzeniem kobiecości z biznesem. Nie zrezygnuję z niczego, bo bez pracy jestem pusta. Produktywna tylko w jednej branży, choć przecież rodzina może zapełnić każdą minutę.

Dziś nie muszę wyrywać resztek tożsamości z chwil, gdy udaję, że jadę na zakupy, dziś wychodzę bezinteresownie z domu, a on mówi – kupisz bułki? Nie tym razem, idę odpocząć od bułek, warzywniaków, list zakupów, idę dla siebie, o sobie, by wrócić i powitać Was z uśmiechem.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments