niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Wszystkiemu winna feministka

Zauważyłam, że media głównego nurtu lubią wylać wiadro popłuczyn na określone grupy, które mają być winne patologii społecznych, rozpadu rodziny, śmierci dzieci, upadku morali.

Kryzys męskości? Z pewnością winę ponoszą wyzwolone kobiety, a nie rodzice owych mężczyzn, którzy nie dali odpowiedniego przykładu w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Kobieta może domagać się partnerstwa – przewijania pieluch, dźwigania zakupów, ścierania podłogi mopem, ale to mężczyzna decyduje na ile się zgodzi.

Nie jest winą feministek, że pragną równego podziału w domowych obowiązkach i udziału w życiu zawodowym, po coś kończyły studia, zdobywały certyfikaty i nie każda podskórnie marzyła, że to tylko po to, by poznać męża, narodzić mu gromadkę dzieci i lepić kołduny. Nie może być fifty- fifty? Ktoś musi być górą, ktoś dominować? Nie ma nic pomiędzy pantoflarzem, a zimnym draniem przesiąkniętym patriarchatem?

Wróćmy do wszystkiemu winnych feministek. Idee przez nie głoszone sprawiają, że kobiety wyzwalają się z uścisku społecznych oczekiwań, realizują swoje ambicje, zarabiają, a dzięki temu są mniej sfrustrowanymi, a więc częściej uśmiechniętymi, czulszymi, zadowolonymi kobietami. Swoją ścieżkę rozwoju można osiągnąć depcząc po trupach dawnych wzorców, którymi nie musi okazać się etos rodziny. Pamiętajmy, że rodzina dysfunkcjonalna to taka, w której któryś z członków nie może realizować swoich potrzeb i celów. A są nimi dla kobiet – autorozwój, przebywanie w towarzystwie dorosłych, rozwój zawodowych kompetencji, osiąganie sukcesów i rozwijanie pasji.

Kiedy czytam nagłówek – weganie zagłodzili ośmiomiesięczne dziecko, któremu podawali do jedzenia tylko mleko z piersi, dieta wegańska jest niebezpieczna!!!, nie znaczy to, że weganie tak mają. Ludzie nieodpowiedzialni, nieświadomi potrzeb dziecka na danym etapie rozwoju, niedojrzali do roli rodzica – już prędzej. Ale media korzystają z okazji by wylać wiadro popłuczyn na wegan ogólnie i zachęcać do diety tradycyjnej, produktami odzwierzęcymi i przetworzonymi stojącej. Opłacalnej dla określonych korporacji, które sponsorują taką tanią i naginaną sensację.

Ostatnio matczyną blogosferę obiegła rewelacja o feministce, która zamierza usunąć ciążę w Wigilię, wziąć gorącą kąpiel, albo nałykać się środków na przeczyszczenie. Nie tylko nie wstydzi się swoich planów, ale idzie z tym do TV i dumnie zostaje okrzyknięta feministką. Ta winna demoralizacji, aborcji, rozpadu rodziny.

A co z feministkami, które dzięki emancypacji rodzinę budują? Kobietami, które poukładały sobie w głowie priorytety i są lepszymi matkami, żonami, kobietami, niż były przez owym feministycznym wyzwoleniem?

Chciałabym okrzyknąć się feministką, ale obawiam się wiadra popłuczyn na mojej głowie.

Marta Szyszko

Comments

comments