Spada na nią najczarniejsza robota codzienności. Obiady, czyste ubrania, wizyty u dentysty i niekończące się wakacyjne popołudnia z wynudzonymi dziećmi, które sporadycznych gości, po upływie maksimum godziny, motywują do innej formy spędzania czasu. Wyjść i zamknąć za sobą drzwi – nie dla niej takie luksusy. Ale ich rozumie, nieprzyzwyczajeni, niezaprawieni w bojach i dlaczego mieliby się męczyć?

Wszyscy inni czują się ważni, bo wychodzą do pracy, ona z uporem maniaka pracuje w niesprzyjających okolicznościach. Łapie momenty w poczekalni, odbiera maile ukradkiem na smartfonie. Jak ona to wytrzymuje? Za wcześnie, by zwolnić tempo. Za późno, by się wycofać. Do emerytury daleko.

Gdzie te młode lata, gdy grało się w siatkówkę na mazurach od śniadania do obiadu. Tyle minut do wykorzystania, tyle słońca do chłonięcia, ależ ona umiała tracić czas. Jak bardzo sobie tego dziś zazdrości.

Miała odpocząć, jak dzieci wyrosną z pieluch, jak pójdą do szkoły. Nie wyszło. Po co jej tyle zajęć? Bo za dziesięć lat nie założy szortów, bo łapie ostatnie migawki młodości, bo ma apetyt na życie, choć nie zawsze moce przerobowe. Podpiera się nosem, ale wciąż jej się chce. Drugiej szansy nie będzie, a niewykorzystane minuty nie przechodzą na kolejny miesiąc.

Marta Szyszko

IMGP6899

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments