Tydzień 23

Wrzesień 2010

Nasza córka już podobno słyszy. Czytam jej więc bez przerwy niemal Władcę Pierścieni. Do niedawna sama nie znałam trylogii Tolkiena i nawet niespecjalnie odczuwałam potrzebę, by poszerzać w tę stronę swoje horyzonty. Jak ja sobie ograniczałam mój świat, nie wpuszczając wcześniej do niego literatury fantasy!

Moja córka ma też pierwszą własną książkę. Odwiedziła nas S. – kobieta, którą darzę miłością i szacunkiem. Ciocia S. przywiozła mojej córce prezent, który ścisnął mnie za serce – oddała jej swój własny egzemplarz książki „Ronja, córka zbójnika”. Pamiętam, że czytałam tę książkę w dzieciństwie, ale jej treść zupełnie już zapomniałam. To wielkie szczęście, gdyż, parafrazując Suskinda, dzięki temu, że jakiejś książki nie pamiętam, mogę jej opowieść odkrywać na nowo po wielokroć. Opowieść ta zaczyna się od porodu, kiedy to matka Ronji rodzi, śpiewając. Fragment ten pobudził mnie do myślenia o porodzie nie tylko jako o nieludzkiej rzeźni, ale też pełnym godności rytuale. Hm, nie od dziś wiadomo wszakże, że muzyka łagodzi obyczaje…

Dziwny czas zaczyna się dla naszej rodziny, a przynajmniej dwóch trzecich jej członków. Moje noce zaczynają stanowić niezależny byt, rządzący się własnymi prawami. Budzę się codziennie koło 5.00. Czasem dlatego, że potwornie chce mi się sikać, czasem dlatego, że jestem głodna, a potem potwornie zachciewa mi się sikać, a czasem dlatego, że moja córcia wierci się niemiłosiernie, aż mi się nagle potwornie zachciewa sikać.

book

Uwielbiam kiedy ona się tak wierci. Widok USG jest wspaniały, ale dotyk obcego ciała w moim ciele jest jedynym niepodważalnym dowodem istnienia drugiego człowieka pod moim pępkiem. Jednej z ostatnich takich, zwyczajnych całkiem, nocy moja mała dziewczynka ułożyła się tuż pod napiętą skórą brzucha tak, że mogłam jej dotknąć. A odczułam ją jak małego kocurka, którego mogę pogłaskać po grzbiecie. Dziwne to było uczucie głaskać swój brzuch i nie czuć własnego dotyku – bo nie mnie dotykały moje dłonie przecież…

W tym nocnym świecie powstają sny – intymne, równoległe do mojej świadomości płaszczyzny, stworzone z moich najbardziej podświadomych lęków, pragnień i niechęci. Ostatniej nocy miałam dwa. Byliśmy z D. w mieszkaniu. Wiem, że było nasze i że było wysoko. Budynek nie miał ścian, ani sufitu, więc wszędzie wokół obrastała nas przestrzeń. Obrastała, bo to nie była przestrzeń rzeźka i dająca wolność. To była przestrzeń gęstego powietrza, przestrzeń wielka, lecz lepka. Podłoga naszego mieszkania zaczynała pękać. Wiedzieliśmy z D., że zaraz wchłonie nas przepaść, gdyż podłoże rozpadało się, a niższe piętra otwierały pod naszymi stopami.

Była z nami moja teściowa, wiedziałam, że kiedy my zginiemy, nasza córcia zostanie wyjęta z mojego brzucha i będzie trzeba się nią zaopiekować. Dlatego dyktowałam mamie jakieś szalenie istotne informacje, jak to jakie śpioszki musi kupić, jak karmić etc. I najważniejsze w tym śnie było dla mnie to, żeby moja córeczka miała dobrą opiekę, żeby niczego jej nie brakowało. Liczyło się tylko jej dobro, oddzielone od mojego chcę, ja, moje – ważne było tylko to, żeby zapewnić jej opiekę. Chwilę potem po tej sennej marze nie było już śladu, bo zastąpiła ją inna, nie mniej absurdalna. Byłam na badaniach okresowych u ginekologa. Był nim mój, nieżyjący już, profesor od historii literatury.

Zaglądał on we mnie, a D. i ja razem z nim, bowiem wejście do mego łona było dużym otworem, prowadzącym do pieczary. W jamie siedziała moja córka. Wyglądała jak 2-3 miesięczne niemowlę. Miała rozciętą skórę pod paszkami, a wewnątrz kostki czy chrząstki spięte dużymi, plastikowymi spinaczami – lekarz/profesor wyjaśnił, że to potrzebne, bo choć mała rozwija się prawidłowo, wystąpiły jakieś problemy i nie do końca dobrze rozwijają się więzadła, dlatego trzeba je przytrzymywać. Kiedy tak przyglądaliśmy się jej, nasza córka spojrzała na D. i uśmiechnęła się do niego. Szczerze, ufnie, radośnie.

Boże, jak ja kocham to stworzenie, tę fasolkę, motylą larwę, kocurka – wszystko czym jest i staje się, odkąd plemnik dotarł do jajeczka. Kocham moje dziecko, moją córkę. We śnie i na jawie. Coraz mocniej. To chyba zaczyna się już odliczanie do godziny zero, w której cała stanę się miłością.

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments