Wielu z nas ma tendencję do odkładania zadowolenia na później: „jak tylko przeprowadzimy się do większego mieszkania”, „jak odbędę wymarzoną podróż do Turcji”, „jak dzieci pójdą do przedszkola”, „jak znajdę wymarzoną pracę”, nie zdając sobie sprawy, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co nas uszczęśliwi, a to dlatego, że nawet przewidując pewne emocje, tak naprawdę nie mamy pewności co do ich intensywności i czasu trwania.

„Myślałam, że po rozwodzie będę zdruzgotana, tymczasem czuję ulgę”, „Tyle lat marzyłam o podróży do Turcji, a teraz po zdobytym doświadczeniu czuję niesmak i pustkę, nie tak miało być”.

„Generalnie przeceniamy siłę przyszłych emocji. Myślimy, że przyszłe zdarzenia będą miały silniejszy wpływ, niż potem rzeczywiście mają. Wynika z tego jedno: poświęcamy teraźniejszość dla przyszłości, licząc na euforię, a otrzymujemy jedynie ulotne zadowolenie.” (www.megamozg.pl)
Ile z Was na pytanie co mogłoby stać się powodem  do szczęścia, bez wahania odpowie: wygrana na loterii. Czy faktycznie życie milionerów usłane jest różami? Jak się okazuje, wzrost zarobków nie idzie w parze z intensywniejszym odczuwaniem szczęścia, wyjątek od tej reguły stanowią osoby, które żyły wcześniej w ubóstwie i brakowało im środków na podstawowe potrzeby.

„Wszystkie te nasze nieskuteczne przewidywania i nieadekwatne wspomnienia wynikają z jednej rzeczy: nigdy nie będziemy nigdzie indziej niż w teraźniejszości. Kiedy przewidujemy, jak będziemy się czuć, bierzemy pod uwagę to, jak czujemy się teraz, bądź jak poczuliśmy się wyobrażając sobie coś teraz. Jutro naprawdę chcemy rano wstać i zabrać się za zrobienie czegoś, ale o 6 rano będziemy się czuć zupełnie inaczej, niż teraz kiedy to planujemy.” (www.megamozg.pl)

Dobra wiadomość dla przybitych – zły nastrój ma to do siebie, że mija, podobnie jak euforia lub zaskoczenie. Jak sobie pomóc?

Działaj – zajmij się czymś – mogą to być ćwiczenia fizyczne. Gdy się ruszamy, w dobrze dotlenionym mózgu wzrasta stężenie neuroprzekaźników i wydzielają się endorfiny – czyli nasza własna, powstająca wewnątrz organizmu morfina.

Zmień otoczenie – nie możesz już patrzeć na piętrzące się pranie? Stertę garów do załadowania, zabawki porozrzucane na dywanie? Zorganizuj sobie zajęcie, które pozwoli Ci naładować akumulatory i nie, nie mam tu na myśli niczego praktycznego – jak robienie zakupów, prasowanie, mycie kuchni. Zrób coś dla siebie, dla swojego zdrowia i samopoczucia, a potem wróć do rozpieszczania innych.

Tabletka rozwiąże problem?

Psycholog Ewa Woydyłło zwraca uwagę, że leczenie obniżonego nastroju farmakologicznie to błędne koło. Nic nie zastąpi pracy nad sobą: „Wiarę, że środki psychotropowe są w stanie rozwiązać wszystkie nasze problemy, uważam za naiwną i samobójczą. Pigułki nie zastąpią pracy nad sobą. (…) Lekarze diagnozują depresję i zapisują pigułki. Zdejmują z ludzi odpowiedzialność za złe samopoczucie. Robią to, oczywiście dla pieniędzy. Ich mecenasem jest przemysł farmaceutyczny.”

Nie każdy dzień jest najlepszy, ale w każdym można znaleźć coś dobrego. Nasze mózgi mają jednak tendencję do skupiania się na negatywach. Kiedyś miało to umożliwić gatunkowi ludzkiemu przetrwanie, współcześnie wpędza w melancholię. „Dziś rozleniwiają nas wygody i dobrobyt. W zdecydowanej większości mamy dach nad głową, ciepłą wodę w kranie, ogrzany dom, a gdy znajdziemy się na zakręcie życia- darmowe jedzenie. (…) A nas dzisiaj w większości trawi choroba mentalna – oderwaliśmy się od natury. Jesteśmy manipulowani i zewnętrznie sterowani – nasze przeważnie sztucznie rozdęte potrzeby kreują popkultura, media i reklama.” Ewa Woydyłło, Zwierciadło wrzesień 2013

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments