niedoskonała mama

niedoskonała mama

kobiece potrzeby
psyche

Uważajmy, by służenie innym nie przysłoniło nam świata

„Często mówiłam im „tak”, kiedy w rzeczywiście czułam „nie”, ale nie chciałam się przyznać do tego nawet przed samą sobą. I myślałam wtedy, że jestem taka wspaniała, że dokopałam się do wielkich pokładów cierpliwości w sobie. Ale ta cierpliwość była jak dynamit, który podkładałam pod nasz dom.  I dochodziło niestety do wielu wybuchów, bo oszukiwałam siebie i dzieci.” Zapraszam na wywiad z Moniką Myszką – Wieczerzak –  autorką bloga Dom Dobre Miejsce.

Moniko, w swoim e-booku „5 kroków w stronę wewnętrznej harmonii” (do pobrania bezpłatnie tu: http://www.domdobremiejsce.pl/darmowy-e-book/) piszesz, że to niezwykle ważne, byśmy zaspokajały swoje potrzeby, że ty sama masz wtedy całe pokłady cierpliwości do dzieci. Dlaczego kobiety często stawiają siebie na końcu?

Trudno mi, Marto, odpowiedzieć na to pytanie, bo nie chciałabym generalizować. Myślę, że u różnych kobiet różnie bywa.

Chętnie jednak mogę Ci powiedzieć, dlaczego ja miewam tendencję do stawiani siebie na końcu i myślę, że sporo Twoich Czytelniczek choć częściowo odnajdzie się w tym, co powiem. Otóż, ja nieraz stawiałam siebie na końcu, ponieważ nikt mnie nie nauczył, jak ważne jest dbanie najpierw o zaspokojenie swoich własnych potrzeb, a dopiero potem troszczenie się o innych.

Macierzyństwo stawia nas w takiej sytuacji, że mamy na każdym kroku możliwość robienia czegoś dla innych. I robimy to, dlatego że kochamy nasze dzieci, że widzimy w tym sens naszego życia. Często poprzez takie skoncentrowanie się na potrzebach innych członków rodziny próbujemy też dowartościować siebie.

Nagle mamy okazję na co dzień być takie potrzebne, niezastąpione. Chęć niesienia pomocy innym jest w nas wpisana. I to bardzo dobrze! Ale trzeba bardzo uważać, żeby służenie innym nie przysłoniło nam całego świata.

 Zwłaszcza przy małych dzieciach bardzo łatwo jest się pogubić, dlatego, że im mniejsze dzieci, tym bardziej potrzebują nas, rodziców, abyśmy pomogli im zaspokoić ich potrzeby fizjologiczne i emocjonalne.

 Kiedy jednak myśli się tylko o tym, czego potrzebuje dziecko, a zapomina się o sobie, łatwo jest się wypalić. 

Aby dawać, trzeba najpierw mieć z  czego dać i mieć co dać. Dlatego trzeba mimo wszystko postawić jednak siebie na pierwszym miejscu. Nawet jeśli przy noworodku i niemowlaku z wiadomych względów to niemożliwe, żeby mieć nie wiadomo ile czasu dla siebie (i na szczęście nasza fizjologia pomaga nam przetrwać ten okres dzięki oksytocynie), to i tak uważam, że przynajmniej samo pielęgnowanie świadomości swoich potrzeb, przy ograniczonych możliwościach  całkowitego ich zaspokojenia, już może być dla mamy uwalniające.

Wspomniałaś o cierpliwości i chciałabym przy tej okazji podkreślić coś bardzo ważnego. Złapałam się na tym sama, że cierpliwość cierpliwości nierówna. Sama byłam kiedyś mistrzynią w naginaniu siebie do potrzeb moich dzieci.

Często mówiłam im „tak”, kiedy w rzeczywiście czułam „nie”, ale nie chciałam się przyznać do tego nawet przed samą sobą. I myślałam wtedy, że jestem taka wspaniała, że dokopałam się do wielkich pokładów cierpliwości w sobie. Ale ta cierpliwość była jak dynamit, który podkładałam pod nasz dom.

 I dochodziło niestety do wielu wybuchów, bo oszukiwałam siebie i dzieci. Teraz uczę się innej cierpliwości w stosunku do nich. Takiej, która jest naturalnym efektem mojego dbania o swoje własne potrzeby. Kiedy troszczę się o siebie i częściej mówię „nie” moim dzieciom,  to choć  w pierwszym odczuciu nie zawsze jest to dla moich maluchów przyjemne, w dłuższej perspektywie przynosi nam dobre owoce.

 Bo takie „nie” powiedziane dzieciom, może być jednocześnie zbawiennym „tak” dla moich potrzeb. Troska o siebie sprawia, że mam więcej autentycznego spokoju w wielu kryzysowych sytuacjach, kiedy moje dzieci potrzebują wsparcia.  Łatwiej jest mi się  naprawdę wsłuchać w ich potrzeby, kiedy regularnie dbam o zaspokojenie swoich własnych.

Mówię o tym, żeby przypadkiem nasze Czytelniczki nie miały zafałszowanego obrazu anielsko cierpliwej Moniki, bo daleko mi do ideału. Ja też ciągle uczę się tego dbania o przestrzeń dla siebie jako mama.

„Jeśli zapomnisz o swoim ciele, na nic się zdadzą najszczytniejsze idee zapładniające Twoją głowę i najtkliwsze porywy serca kierowane w stronę Twoich pociech. Gdy przestaniesz rozwijać swój umysł, Twoja codzienna krzątanina stanie się jałowa i pusta.” Jak możemy zadbać o przestrzeń dla siebie?

Myślę, że bardzo ważne jest to, żeby każda mama samodzielnie wypracowała sobie takie metody, które są najlepsze w jej przypadku. Chciałbym, żeby mamy nauczyły się ufać swojemu wewnętrznemu głosowi. Wiem jednak, że – zwłaszcza na początku – to może być bardzo trudne. Dlatego chętnie  podsunę mamom taką inspirację, która – mam nadzieję – poprowadzi je dalej.

Po pierwsze warto mieć w domu chociaż skrawek wyłącznie swojej przestrzeni w sensie fizycznym. To może być osobny pokój, ale też po prostu ulubiony fotel albo tablica, na której przypina się ładne pocztówki, fiszki i motywujące cytaty. Moim bastionem niezależności  jest biurko i półka z ukochanymi książkami. To są takie miejsca, do których co prawda moje dzieci mają dostęp, ale jednak rzadko coś tam kombinują i mam poczucie, że posiadam takie miejsce tylko dla siebie, w którym mi bardzo dobrze.

Po drugie, zachęcam mamy, aby w plan dnia i tygodnia wplotły na stałe kawałki czasu tylko dla siebie, kiedy będą mogły zrobić coś bez dzieci. Warto wtedy zostawić maluchy z tatą albo pod opieką kogoś innego i wyjść na spacer albo do kawiarni.

Z doświadczenia wiem, że przy małych dzieciach niełatwo jest wyrobić sobie taki nawyk, ale trzeba próbować. Takie ładowanie baterii nieraz dosłownie ratuje nam życie – to psychiczne przede wszystkim.

Wiem, o czym mówię, bo gdy moje dzieci były bardzo małe, mój mąż pracował do 18, a że mieszkaliśmy za granicą, nie bardzo miał mi kto pomóc w domu. Pamiętam, jak zachłannie wykorzystywałam każdą sekundę drzemki moich dzieci na to, żeby zrobić coś w końcu dla siebie albo jak snułam się powoli jesiennymi wieczorami pod parasolem po naszym szarym osiedlu. Pogoda, pora roku i dnia nie zachęcała do żadnej aktywności na zewnątrz, ale ja czułam, że jak nie spędzę tych paru chwil z samą sobą, to oszaleję.

Kolejny pomysł jest taki, żeby zadbać o regularny kontakt z dorosłą osobą, która jest dla nas wspierającą. Oczywiście idealnie, jeśli taką osobą jest dla nas mąż, z którym buduje się głęboką i bliską relację. Ale wiadomo, że kobiecie potrzebne do szczęśliwego życia są także inne kobiety. Nie zaniedbujmy naszych przyjaciółek, kiedy zostajemy mamami. Nie rezygnujmy też z poznawania nowych osób. Jeśli trzeba, wykorzystujmy do tego internet. Przestrzeń dla siebie to też przestrzeń na relacje z innymi dorosłymi. Nie ograniczajmy się na co dzień tylko do kontaktu z naszymi dziećmi.

No i ostatnia podpowiedź – zadbajmy o rozwijanie swoich pasji. Może to szumnie brzmi. Może któraś z Czytelniczek uzna, że nie ma żadnej pasji. Ale tu chodzi o posiadanie choćby jednego skromnego zainteresowania i rozwijanie go małymi kroczkami. Nie odmawiajmy sobie przyjemności haftowania, jeśli to lubimy. Tańczmy, jeśli to nas cieszy. W ten sposób pokazujemy także dzieciom, co znaczy radość życia. No, ale przede wszystkim róbmy to dla samych siebie, żeby mieć też jakieś inne sprawy niż wychowywanie naszych pociech i zajmowanie się domem.

koniec cz. I

Monika Myszka-Wieczerzak

Monika Dom Dobre Miejsce

autorka bloga www.DomDobreMiejsce.pl; wspiera mamy, które potrzebują więcej przestrzeni dla siebie; autorka wyzwania MAMO, ODKRYJ SWOJE MOCNE STRONY, do którego można jeszcze dołączyć – więcej szczegółów tutaj.

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments