Problem przemieszania ról, gdy to dziecko czuje się odpowiedzialne za rodzica (a nie odwrotnie), często występuje w rodzinach z problemem alkoholowym, ale nie tylko. Również tam, gdzie para przestała zauważać swoje potrzeby i należycie o nie dbać, a całą energię skupia na dziecku, bo ono zastępuje im partnera. Stąd biorą się księżniczki tatusiów i mamisynkowie, którzy w dorosłym życiu mają problemy z zerwaniem pępowiny, ale też budowaniem zdrowej relacji z własnymi dziećmi i partnerami. Rodzic nie ma być kumplem dziecka, czy przyjacielem, który opowiada o problemach w związku.

„On mówi do niej: „Rozpieszczasz go, a ona do niego: „Nie ma cię ciągle w domu”. Z jednej strony może i się kochają, z drugiej – ich drogi się rozchodzą, bo on dużo pracuje, a ona ciągle na niego czeka, martwi się, że jest za mało w domu i przeżywa jakiś rodzaj frustracji uczuciowej. Do tego może dojść tymczasowa absencja seksualna między małżonkami po porodzie, co z kolei może rodzić frustrację mężczyzny, a kiedy mężczyzna daje wyraz tej frustracji poprzez agresję jawną albo tłumioną, to powoduje, że matka jeszcze bardziej skupia się na dziecku, bo z tego kontaktu czerpie radość i bliskość, także zmysłową. (…) I mamy błędne koło oraz koalicję matki z dzieckiem przeciwko ojcu.”

– To będzie nasza tajemnica, nic nie mów tacie!

– Widzisz? Znowu siedzi po godzinach w pracy, jak zwykle nawalił.

Gdy kobieta przekierowuje uczucia na dziecko, a  potrzeby mężczyzny przestały być zauważane, więc szuka ukojenia w zleceniach zawodowych, tworzy się toksyczny trójkąt. Dziecko zaczyna pełnić rolę, która je przerośnie – powiernika mamy, z którą wchodzi w koalicję przeciw ojcu. Zaczyna się niewinnie od takich przekazów, kończy na wysłuchiwaniu dorosłych problemów mamy i braniu odpowiedzialności za jej samopoczucie. Przykładowo dorastający syn stara się chronić, wspierać i pocieszać mamę, ale to nie jego rola. Rolą dziecka jest wzrastać, rozwijać się, co w takich warunkach zostaje zaburzone.

„Żeby istniał związek potrzebne są dwie odrębne osoby, inaczej nie mamy związku, tylko jakąś formę symbiozy. Nie zawsze poczucie samotności w związku jest czymś niepokojącym. Samotność jest związana z odrębnością. Zgoda na to, że mam własny umysł, własne myśli, inne niż partner, to objaw zdrowej relacji”.

Samotność i nie zlewanie się, ani z partnerem, ani z dzieckiem, to objaw dojrzałości. Czasem sam na sam nachodzą nas różne myśli i nie są one wygodne, miłe, bo na przykład informują nas, że czas na zmianę, poszukania w życiu nowego zajęcia, otworzenia się na ludzi, czy zadania zawodowe. Taka uczciwość z sobą wymaga odwagi, opuszczania strefy komfortu psychicznego, a przede wszystkim samodzielnego wyboru tego, co dla mnie ważne w świecie, który podaje na tacy gotowe rozwiązania. Łatwiej taką odpowiedzialność przerzucić na innych, być żoną swojego misia, a gdy miś ma dość i coraz później wraca z pracy, przelać ogrom uczuć na dziecko. I nie dawać mu prawa do dorosłości, nawet gdy syneczek ma pierwsze siwe włosy.

Wtedy ma miejsce obrażanie się za przejaw samodzielności dzieci albo oczekiwanie, że po wyprowadzce i rozpoczęciu dorosłego życia, co weekend będą wpadać na obiad i wypełniać pustkę emocjonalną. To każdy z nas musi nauczyć się być sam ze sobą, zamiast opierać tożsamość na byciu potrzebnym. Można to osiągnąć poprzez pracę, przyjaźnie, pasje, np. podróże. Nasza rola w życiu dziecka będzie się zmieniać, jakkolwiek bolesny nie okaże się ten przejaw przemijania, nie ma innego sposobu, niż zwyczajnie się z tym pogodzić.

na podstawie:

kochaj-wystarczajaco-dobrze-b-iext28151356

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments