niedoskonała mama

niedoskonała mama

zdjęcie-1
wywiady

Testujemy z mężem wersję rodzicielstwa na zakładkę

Magda przygodę z macierzyństwem rozpoczęła, gdy już odpowiedziała sobie na pytania fundamentalne, między innymi dotyczące życia zawodowego. Obowiązki dzieli z mężem na zakładkę, prowadząc własny biznes. Nie jest to proste, ale dzięki temu czuje się spełniona, zapraszam na wywiad z właścicielką Pracowni Florystycznej Lawenda.

Na początek opowiedz o swoim pierwszym „dziecku”, czyli biznesie, czym się zajmujesz zawodowo?

– Zawodowo zajmuję się kwiatami w szerokim ujęciu. Na początku była to pracownia działająca na zlecenia (kwiatowa aranżacja eventów, ślubów, wystrój biur itp.), w tej chwili jest jeszcze kwiaciarnia stacjonarna oraz powstaje internetowa.

Ktoś Cię zainspirował do otworzenia własnego biznesu, mogłaś liczyć na wsparcie innych przedsiębiorczych kobiet?

 – Czy ktoś mnie inspirował… chyba nie. To raczej problemy z podporządkowaniem się kolejnym szefom dały mi do myślenia, że ja zwyczajnie nie nadaję się na pracownika. Nie znoszę pracy etatowej, odtwórczej, nie lubię wykonywać czyichś poleceń. Dlatego założyłam firmę w której mogę tworzyć, sama rozdzielać zadania i nie muszę udawać, że pracuję, żeby swoje godziny odsiedzieć.

Przedsiębiorczych koleżanek matek jeszcze wtedy nie miałam, później łudziłam się że otrzymam jakieś dofinansowanie z okazji bycia pracującą mamą… wtedy okazało się, że to wszystko fikcja. Powiedzenie „umiesz liczyć, licz na siebie” jest w 100% prawdziwe.

Czy Twoja firma była czarnym koniem na rynku i od razu zaczęła przynosić dochody, a może poprzedził to okres inwestycji w markę, jakie masz doświadczenia w startowaniu z biznesem?

– Czarnym koniem niestety nie była, dlatego zaczęłam bardzo ostrożnie. Najpierw ¾ etatu plus firma, potem ½ etatu i firma, a teraz tylko firma. Z jednej strony było to rozwiązanie bezpieczne finansowo, ale wyczerpujące fizycznie oraz nakładające ograniczenia czasowe. Dlatego przez pierwsze 2 lata firma rozwijała się bardzo po mału. Przez ten czas budowałam markę, zajmowałam się gromadzeniem profesjonalnego portfolio, publikacjami w prasie branżowej i udziałami w kilku programach jako ekspert. Teraz firma jest już moją jedyną pracą, poświęcam na to sporo czasu oraz nieustannie pieniędzy, gdyż zawsze jest coś do zrobienia, poprawienia, zmodernizowania itp. Inwestuję :)

Do tej pory byłaś całkiem anonimową dziewczyną, zajmującą się swoim poletkiem zawodowym, jak postrzegasz macierzyństwo w Polsce, a ściślej – jak oceniasz stosunek otoczenia do kobiet, które stają się matkami?

– Czy to w kontekście pracy? Ogólnie myślę, że nie jest łatwo, choć nie mam porównania, nie wiem jak to wygląda w innych państwach. Ogromną zmianą na plus jest  macierzyński + rodzicielski (w  sumie 12 miesięcy) podczas których można normalnie prowadzić firmę, pojawiać się w niej, pracować i wystawiać faktury. Parę lat temu tego nie było. A stosunek otoczenia jest skrajny. U jednej części zyskuję w oczach jako osoba łącząca wiele zadań i mająca jeszcze czas na dziecko, u innych wręcz odwrotnie, średnio ich to interesuje, chcą mieć coś na już, a ja jestem niekompetentna, bo gdy odbieram telefon w tle słychać odgłosy jęczącego niemowlaka.

zdjęcie

Jakie masz patenty na godzenie pracy z absorbującym maleństwem, kto przejmuje pałeczkę przy dziecku, gdy Ty jesteś w pracy? Jak wygląda Twój dzień?

-Nasza córka ma 10 miesięcy i testujemy opcję bezżłobkową. Nie wiem jak długo damy radę. Mamy z mężem grafik idealny. Jesteśmy na zakładkę co do minuty. A jeśli nie udaje nam się godzić grafików to wpada jedna z babć. Nie jest to łatwe, gdyż obie pracują na pełen etat. Tak więc każde dodatkowe zlecenie lub zmiana w grafiku męża, to ogromna gimnastyka. W wakacje, gdy babcie były na urlopie pomagali nam również znajomi.

Mój przykładowy dzień: wstaję o 3.50 i jadę na giełdę po kwiaty. Na zakupy mam czas do 5.20. O 6 rozkładam kwiaty w kwiaciarni, lecę na 7 do domu, bo mąż do pracy wychodzi. Zajmuję się dzieckiem do 14. O 15 jestem już w pracy do wieczora. Wracam, całuję dziecko na dobranoc :) Niektóre dni są nieco prostsze organizacyjnie, a inne bardziej skomplikowane.

Czy jesteś usatysfakcjonowana takim rozwiązaniem?

– I tak i nie. Tak, bo spędzamy po równo czas z naszym dzieckiem. Jesteśmy blisko niej codziennie. Często musi z nami gdzieś jechać, coś załatwić, przez co jest otwarta i nie boi się ludzi.

Nie, bo wykańcza mnie ten grafik idealny. Żadnej spontaniczności. I podrzucanie babciom czy znajomym wiąże się z tym, że non stop na walizkach i z łóżkiem turystycznym (bo przecież o 12 jest drzemka). Ogólnie gimnastyka ogromna. A jeśli dołożyć do tego ząbkowanie to pozostaje tylko skok z mostu ;)

Ale robię to, co kocham i dążę do ciągłych usprawnień. Jeśli się nie wykończę, to będzie wszystko grało jak złoto i zrobimy drugie dziecko :)

Czego Wam życzę :) Dziękuję za szczere odpowiedzi i za to, że swoją postawą udowadniacie, że kwestia rodzicielstwa nie jest przypisana tylko jednej płci.

rozmawiała: Marta Szyszko

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o