niedoskonała mama

niedoskonała mama

tej to dobrze, nie to,co mi
społeczeństwo

Tej to dobrze, nie to, co mi?

– Już bez brzucha?

– Tia… teraz tylko nieprzespane noce, kolki, ząbkowania, pieluchy. Nie wygląda, żebym szybko się z tych pieluch wygrzebała. Tobie tak fajnie, jedno dziecko, pracujesz, masz kontakt z żywymi.

– A ja bym chciała drugie, ale jakoś tego nie widzę, nie mam warunków, żadnej babci na podorędziu, za małe mieszkanie, za mało pieniędzy.

Mogłabym w tym miejscu wspomnieć o latach spędzonych w kawalerce z mężem i dwójką dzieci, o braku babci na podorędziu i o tym, że się wtedy nie przelewało, ale przemilczałam. Na placach zabaw wolę czytać książki.

Inna sytuacja, tym razem wirtualna, zerkam na komentarze pod wpisem na blogu.

– Ale fajnie tym mamom, co mogą sobie rok macierzyńskiego wziąć, z dzieckiem posiedzieć, na tym skupić się całkowicie, ja tak nie mogę klientów na rok spławić, bo nie będę miała do czego wracać, a chciałabym odpocząć.

– No co Ty! Wiesz, ile kobiet marzy o własnym biznesie, żeby się nie nudzić w domach, żeby nie mieć dylematów – macierzyństwo czy kariera, bo szef sceptycznie podchodzi do rodzenia dzieci? Masz kontakt z żywymi, zajęcie, które daje ci odskocznię. Wytrzymałabyś dzień w pieluchach, kaszach, bez własnego biznesu?

Albo…

– Ale Ci dobrze, babcia na każde zawołanie, od pierwszych dni pomaga przy maluchu, tyle wsparcia, nigdy nie mogłam na nie liczyć.

– Daj spokój, już nawet nie wiem, gdzie stoi mój ulubiony kubek, mam wrażenie, że w domu jest dwoje dzieci – ja i moje oraz mama, która o wszystkim decyduje, wie lepiej. Wolałabym więcej przestrzeni, żadnych złotych rad, taka pomoc zawsze ma drugie dno, a przecież nie będę się z nią kłócić o każdą błahostkę.

Marzą mi się dialogi:

Jest super. Mam małe mieszkanie, ale dużo szczęścia.

Mama mi pomaga i nauczyłam się wyznaczać jej granice w sposób, który nie niszczy relacji.

Marzę o drugim dziecku, więc oceniam, czy starczy mi na podstawowe potrzeby, a jak nie – decyduję się na dodatkowe zajęcie zarobkowe, rozmawiam z mężem o zmianie pracy, negocjacji podwyżki.

Jestem po uszy w pieluchach i cieszę się każdą minutą, bo czas tak szybko płynie i ani się obejrzę zostaną tylko wspomnieniem.

Przyznaję. Zdarzało mi się nie doceniać, zaglądać na trawkę sąsiada i podziwiać ją, mnożąc niedostatki. Przestałam to robić, bo to ja decyduję o swoim życiu, jeśli nie jestem z niego w pełni zadowolona, zakasuję rękawy i biorę się do roboty, a Ty?

Marta Szyszko

Comments

comments