Co przyciąga każdego roku 70 milionów turystów do Barcelony? Z pewnością niesamowity klimat tego miasta. Kojarzy się z morzem, sangrią i sjestą. Jest też kołem zamachowym hiszpańskiej gospodarki, choć dawno oddała w tej kwestii prym Madrytowi. Warto przyjechać tu także, aby przekonać się na własnej skórze, że jest to jedno z najgęściej zaludnionych i najbardziej hałaśliwych miast w Europie.

Cała ta mieszanka może spowodować, że zakręci się nam w głowie.  Jest to jednak bardzo przyjemne uczucie, zwłaszcza gdy jednocześnie smakujemy tradycyjną kuchnię, bazującą na owocach morza oraz sączymy specjalności tego regionu: sangrię czy cavę.

barcelona 4

Podróż do Barcelony była dla mnie tym bardziej ekscytująca, ponieważ po raz pierwszy leciałam samolotem. Tanie linie lotnicze na dobre zagościły w naszym kraju, ku mojej ogromnej uciesze, bo nawet nie mając dużego budżetu można sobie pozwolić na tańsze bilety nie tylko polując na super promocje, ale np. rezerwując z dużym wyprzedzeniem.  I to nie trzeba udawać się gdzieś na dalekie lotniska w głębi Polski, ale już z samej stolicy możemy wsiąść do samolotu węgierskich linii Wizz Air (pragnę zaznaczyć, ze nie jest to tekst sponsorowany!).

Sam proces przechodzenia z jednej bramki do drugiej to bardzo ciekawe doświadczenie dla nowicjusza pamiętającego lotnisko, tylko z dawnej wycieczki szkolnej. Z tego, co zdążyłam zaobserwować, to lotnisko funkcjonuje jak małe miasteczko. Oczywiście podroż zaczyna się tak naprawdę kilka godzin przed wylotem. Zanim na tablicy pojawi się informacja, gdzie mamy zgłosić się z bagażem, a potem przejście przez kontrolę bezpieczeństwa, sklepiki lotniskowe i w końcu odnalezienie ,,rękawa’’, którym będziemy wsiadać – z tym wszystkim się niestety trochę czasu schodzi.

Ale na pierwszy raz nie jest to nudne, zwłaszcza przyglądanie się jak pan przede mną zostaje podany bardziej wnikliwej kontroli niż wcześniejsi pasażerowie. Przyznam, że było to trochę niehumanitarne w moim odczuciu: zdejmowanie butów, obmacywanie ( a co jak się ktoś spocił?), niczym posądzanie o bycie arabskim terrorystą. Rozumiem, że to wszystko ze względów bezpieczeństwa, ale już niemożliwość wniesienia własnej wody, a przez to konieczność jej zakupu w lotniskowym sklepiku, za horrendalną cenę, to już lekka przesada jak dla mnie.

Nie podzielam również mody na zakupy w butikach i sklepach bezcłowych. Jest to dla mnie istna fanaberia, czy o to chodzi w podróżowaniu? Faktem jest, że często nie ma, co ze sobą zrobić w oczekiwaniu na lot, ale są chyba przyjemniejsze zajęcia, np. obserwowanie zaparkowanych na pasach samolotów. Wyglądają one jak zabaweczki z czasów dzieciństwa, gdy bawiło się wykrzykując: ,, Panie pilocie dziura w samolocie!”

Odczekane swoje na lotnisku i w końcu można ustawić się w kolejce do … autobusiku. To nie pomyłka! Tanie linie na lotnisku Chopina nie szanują na tyle pasażerów, aby podłączyć rękaw do samolotu, a zmuszają do małej przejażdżki po płycie lotniska. Atmosfera nie jest zbyt ciekawa, bo segreguje się pasażerów pomiędzy tych, którzy dopłacili do biletu za kolejkę priorytetową, oddzielając ich od pozostałych uczestników czerwoną liną. Trochę mi to przypomina dawne czasy segregacji rasowej albo wręcz traktowanie ludzi za czasów wojny z Niemcami. Za takie metody Wizz ma u mnie dużego minusa.

Gdy wyjdziemy już autobusu dochodzimy do schodów i tu włącza się polski zwyczaj: kto pierwszy, ten lepszy. Może nie ma dantejskich scen i przepychania się, ale jak się nie pośpieszysz, to nie usiądziesz koło swojego towarzysza podróży. Gdy przekroczymy próg samolotu i pokażemy stewardesie swój bilet, możemy przecisnąć się na któreś z wolnych miejsc. Mi oczywiście przypadło do gustu to przy oknie, aby podziwiać widoki, choć nie do końca byłam przekonana, czy nerwy mi na to pozwolą. Ale bardzo szybko rozwiały się moje wątpliwości. Gdy samolot zaczął przyśpieszać i oderwał się od płyty, moje emocje sięgnęły zenitu, chociaż nie musiałam kurczowo trzymać się fotela ani koleżanki.

 Miasto zaczęło się powoli oddalać za oknem, a ja lekko uśmiechnęłam się pod nosem, bo poczułam, że to będzie kolejne z moich ulubionych zajęć. Lot był gładki i z łatwością można by usnąć, bo nic nie trzęsło i było znacznie spokojniej niż w autobusie, a na pewno w pociągu. Jednak byłoby szkoda nie móc patrzeć przez okno w tym czasie. Jedynie nieprzyjemnym uczuciem są zatykające się uszy, dlatego zaleca się albo wymuszać ziewanie albo spożywać cukierki. Kiedy usłyszałam z kabiny pilota, że lecimy z prędkością 800 km/h i jesteśmy na pułapie 11 tyś km, to nie mogłam uwierzyć, że jest taka prędkość i wysokość i z jeszcze większym zaciekawieniem przyglądałam się mijającym w dole miastom, próbując odgadnąć, czy to jeszcze Włochy, czy może już Francja?

Najprzyjemniejsze było wypatrywanie Barcelony i jej charakterystycznych budowli. Dodatkowo było to przyjemne dzięki oświetleniu i temu, ze samolot musiał wziąć duży luk, aby trafić na lotnisko. Oczywiście lądowanie nie było już tak przyjemne, ale pilot ładnie postawił bas na pasie. Z okna zobaczyłyśmy neon Barcelona na dachu terminala i już mogłyśmy spokojnie włączyć sobie tryb wakacyjny. Niespodzianką było podłączenie rękawa. Okazuje się, że na lotnisku El-Prat tanie linie mają oddzielny terminal i nie ma konieczności korzystania z autobusików

.Barcelona cd

barcelona 3

barcelona

Koniec cz I

tekst i zdjęcia: Kasia Kowalska

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments