niedoskonała mama

niedoskonała mama

barcelona 21
podróże

Tanie podróżowane – babski wypad do Barcelony II

W przewodniku wyczytałam, że z lotniska do centrum miasta, można dojechać autobusem na bilecie miejskim i oszczędnie jest kupić taki na 10 przejazdów. Jednak nie zawsze trzeba wierzyć w to, co napisane, bo rzeczywistość okazała się ciut inna. Owszem można wsiąść do autobusu, ale jest za to oddzielna opłata (10 Euro za bilet w dwie strony, z tym że trzeba wykorzystać go w ciągu 21 dni), a bilet na 10 przejazdów, choć opłacalny, kosztuje 10-30 Euro. Lżejsze o kilkadziesiąt euro wsiadłyśmy do niebieskiego busa.

Bloki wyglądały trochę jak nasze dziesięciopiętrowe na Ursynowie, ale krajobraz upiększały palmy, które szczególnie przypadły mi do gustu i chętnie robiłam sobie z nimi zdjęcia, przy prawie każdej sposobności. Minęłyśmy m.in. Placa Espania – ze słynnymi alejami z fontannami, nad którymi góruje Palau Nacional.

barcelona 14

Aerobus dowiózł nas do Palau Catalunya, jednego z głównych placów miasta oraz dogodnego miejsca przesiadek np. do metra (a jest tu pięć linii). Z tego miejsca zaczyna się La Rambla, która ciągnie się aż do kolumny z Kolumbem stojącym w porcie. Z kolei, kierując się na północ pasażem de Gracia, która jest również reprezentacyjną ulicą tego miasta, przeniesiemy się w świat secesyjnych kamieniczek – tutaj styl ten nazywa się modernizmem.

Noc była jeszcze młoda, a nas podróż bardzo nie zmęczyła, więc targając walizkę, przeszłyśmy się do kolejnej stacji metra, chłonąc po drodze atmosferę miasta po zmroku. Minęłyśmy katedrę La Seu (z przykrością stwierdzam, że słabo oświetlona w nocy nie była już tak urocza, jak na zdjęciach w przewodniku, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nie zawsze warto im wierzyć) oraz Pałac Królewski przy placu del Rei.

Z początku nie mogłyśmy nawet rozpoznać tej ogromnej budowli, więc szukałyśmy pomocy na mapce, która była nieopodal na słupie. Kiedy jednak podeszła do nas Hiszpanka i przeprosiła, bo chciała odczepić rower, zrozumiałyśmy, ze nie była to tablica informacyjna dla turystów, a oznakowanie stacji wypożyczania rowerów.  Nasza głupota rozśmieszyła nas do łez.

Przechadzając się wąskimi uliczkami Barric Gotic, trzeba równie patrzeć pod nogi. Nie ma tu trawników, a brukowane uliczki ciągną się od ściany jednego budynku do drugiego, więc zwierzęta (w tym też niektórzy ludzie) oddają swoje potrzeby bezpośrednio na ulicy. Rano specjalne samochody czyszczą ulice, więc jest sporo wody i unosi się mało przyjemny zapach.

Później trafiamy na Plac Reial, który zdobią oczywiście palmy i latarnie zaprojektowane przez Antoniego Gaudiego, znanego barcelońskiego artysty, którego wpływ odnajdziemy prawie w każdym zakątku tego miasta. Stąd już rzut beretem do La Rambli – najbardziej turystycznej ulicy Barcelony. Nazwa pochodzi od arabskiego al.-raml co oznacza strumień. Kto nie słyszał o tym miejscu?

Oprócz gwaru ze straganów z pamiątkami i ulicznych barów, możemy tu podziwiać czekoladki ze sklepu Antiga Casa Figures, figury woskowe w Muzeum Cera, Hotel Oriente, czy Teatr Principal. Cała Barcelona podzielona jest na kwartały z podwórkami po środku. Z bogatymi kamienicami sąsiadują biedniejsze domy, gdzie z balkonów powiewa pranie, a ze ścian odpryskuje tynk.

barcelona5

Wracamy na La Ramblę – pełna czarno-żółtych taksówek, okalana platanami, które prawie już zgubiły wszystkie liście. Płyniemy z tłumem aż do Mercat de La Bogueria, czyli hali targowej, gdzie nie tylko zakupimy świeże owoce, ale także można nabyć tu warzywa, ryby, mięso i przyprawy. Bierzemy owocki na wynos i nasze kroki wiodą nas na tył targu, gdzie mijamy rzeźnika ze świeżo wyczyszczonym udźcem jakiegoś zwierzęcia. Stąd trafiamy na przebudowę jakiegoś placu, a potem na dziedziniec budynku akademickiego. Chętnie usiadłybyśmy pod drzewem na jakiejś ławeczce, ale siedzący nieopodal młodzi ludzie zbytnio pachną zielskiem, co nie wzbudza naszego zaufania.

Wracamy wiec znów na La Ramblę i przechodząc koło stolika, przy którymś ktoś pił wielki puchar sangrii (smacznego, lokalnego czerwonego wina, podawanego z owocami i lodem), dajemy się skusić na obiad w tym miejscu, choć nie będzie to przyjemne dla naszego portfela. Pojemność kieliszka, jaki otrzymamy jest ogromna, a przez jakiś czas wydaje się, że wręcz nieskończona. Ciepłe powietrze i trochę procentów uderza nam do głów.

Docieramy do portu, gdzie absolutnie wszystko będzie mi się podobać: od kolumny z Kolumbem wskazującym morze, przez bogate jachty i rzecz jasna palmy.

barcelona 24

Barcelona jest kolejnym miastem, któremu zazdroszczę miejskiej plaży. Podobno kiedyś,  plaże w tym mieście nie były w najlepszej kondycji, ale odmieniły to starania przed olimpiadą w 1992 r. Piasek na plaży Somorrostro był trochę szorstki w porównaniu do polskich plaży, ale nie przeszkodziło mi to położyć się i odetchnąć po wypitym winie.

barcelona 22barcelona 10

 

Tekst i foty: Kasia Kowalska

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments