niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Ona tu jest i tańczy dla mnie – matka odreagowuje

Kiedy już dokonamy głębokiego skoku na macierzyńską wodę, utoniemy w bezmiarze sączących się i napływających niczym tsunami ról i powinność, przyjdzie ten nieśmiały moment, w którym potrzeby własne zaczną dopominać się o odkurzenie.

I nie o potrzebie rozruszania szarych komórek tym razem, ani o możliwości podjęcia zatrudnienia lub choćby pasjonującego wolontariatu. Zabawa, spontaniczność, taniec do bólu głowy i startej skóry stóp, to jakby nie patrzeć także naturalna i ludzka potrzeba, matkom pozwalająca… odreagować. A ma im się co nagromadzić, nieprawdaż?

Wieczór, kolejny nudny czas w czterech ścianach z dylematami serial dla kur domowych, Facebook, a może pójdę w zaparte i nastukam kilka tekstów SEO. Zamiast tego poszłam w tango i była to pierwsza zupełnie spontaniczna decyzja od dawien dawna. – Czego się napijesz? – Nie nic, ja tylko na chwilę i zaraz wracam do dzieci, tak, ich gęby pokazywały mi się w drodze metrem, gdzie później zgubiłam telefon po kilku głębszych i poczucie winy było niejako wpisane w wieczór dla mnie.

Drink dał w czambuł, poczułam relaks, radość, ochotę na rozmowę z dopiero poznanymi ludźmi – dwiema młodymi, korporacyjnymi laskami, mającymi na językach tematy, których moje znudzone ucho pożąda, a których na próżno doczekać się od męża, strategicznie nabierającego wody w usta podczas relacji pikantnych wydarzeń z korporacyjnego światka.

Dowiedziałam się co to hipster, w końcu miałam okazję pobujać się do kultowego przeboju internetu: „Ona tańczy dla mnie” i zasmakować cudzego życia w pikantnych opowieściach. Nigdy nie chciałam stać się jego bohaterką w postaci przewidywalnej do wyrzygania, zalegającej na chacie i fejsie, nudnej baby. – On powiedział, że się z nią rozwiedzie, tylko jedno moje słowo. Powiedziałam żeby spadał, bo nie wpieprzam się w cudze rodziny, no ale w sumie, gdyby mnie teraz olał i powiedział, że wszystko sobie jakoś z nią ułożył, nie powiem, zmieniłabym strategię…

– Mój grafik na ten tydzień? 3 kontrakty, praca codziennie do pierwszej w nocy, włączając weekendy. Jak sobie pomyślę, że miałam tylko 3 godziny dla siebie, co pozwoliło tylko szybko wyskoczyć na fitness, to zastanawiam się, czy wytrzymam to ciśnienie do momentu, aż będę miała ugruntowaną pozycję i jakieś stałe godziny pracy, o ile to w ogóle możliwe.

Dzieci? Rodzina? Te aspekty kobiecości nie zostały uwzględnione w życiu młodej prawniczki, twarzy kancelarii warszawskiego Śródmieścia.

Żony to nuda – gotują obiadki z eko kurczaka w plastikowych pojemniczkach, bo on będzie robił masę na siłce. Nie żeby jej się podobać, tylko koleżankom, z którymi spędza większość doby i będących zupełnym przeciwieństwem żon – spontaniczne, niezatroskane, nie nawijające o kaszach, pupach i wizytach u pediatry, tylko gotowe pójść na miasto, a przede wszystkim świeże i nieodkryte.

– Więc tym jestem? Nudną żoną, zalegającą na chacie? – Nie słuchaj ich, same nie wiedzą czego chcą, są niespełnione i pewnie nigdy nie będą…

Marta Szyszko

Comments

comments