niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Tabula rasa na drogę

Tydzień 26

Październik 2010

Byliśmy z D. i moją mamą na Jedz, módl się i kochaj. Nie czytałam wcześniej książki, więc nie wiedziałam czego się spodziewać po filmie. A raczej – spodziewałam się słodkiej historyjki z Julią Roberts. Okazało się, że to mądra historia. Oczywiście – przesłodzona, hollywoodzka i cukierkowa, ale u swych podstaw szalenie prawdziwa.

Wiele poświęcono tam miejsca na potrzebę przebaczenia sobie (główna bohaterka rozwodzi się – odeszła od męża, bo nie chciała z nim dalej żyć, czuła, że nie jest szczęśliwa, więc nie może uszczęśliwić partnera). Płakałam na filmie, bo zawsze byłam wrażliwa, a teraz wzruszam się dogłębnie i błyskawicznie. Jest w tym jednak coś więcej – mała zadra, która długo tkwiła we mnie i raniła boleśnie. Kiedyś rozwiodłam się i najbardziej bolesna była myśl, że ranię kogoś, kogo powinnam była uszczęśliwiać. I pamiętam, że myślałam wtedy, iż on nie rozumie, że ja właśnie odchodząc, ratuję jego życie i daję mu szansę, by jakaś kobieta uszczęśliwiła go kiedyś prawdziwie.

W filmie bohaterka mówi, że chciałaby, by on kiedyś jej wybaczył. Przyjaciel odpowiada Tracisz czas, czekając aż on wybaczy. Przebacz sama sobie”. To potwornie trudny i żmudny proces, by przebaczyć samemu sobie. Innym przebaczamy chętniej. Choć brzmi to paradoksalnie, dla innych jesteśmy łaskawsi. Swoje zachowanie czy emocje potrafimy przed sobą tłumaczyć czy usprawiedliwiać, ale bardzo trudno nam wybaczyć.

Piszę o tym, bo jestem poruszona. Nie samą historią, którą obejrzałam, ale projekcją w moim sercu czy umyśle, którą ta opowieść wywołała. Jestem poruszona, bo przypomniałam sobie jak długą drogę pokonałam, co było u jej początku i jak mijała mi podróż. Jestem poruszona, bo uprzytomniłam sobie, z jak wspaniałymi ludźmi dzielę swoje życie i podróże. To wielki zaszczyt. A teraz do tych współpodróżników dołączy moja córka…

jedz módl się, love

Bycie rodzicem jest swoistym przejściem na drugą stronę lustra. Dla naszej córki nie będziemy nikim innym, jak tylko/aż mamą i tatą. Zanim pozna nas jako swoiste indywidua minie wiele lat, aż sama stanie się dorosła (jeśli w ogóle jesteśmy w stanie stworzyć taką przestrzeń, w której naprawdę poznajemy się wzajemnie z rodzicami). W ciągu całego procesu jej dorastania jednak, będziemy tylko rodzicami, którzy NICZEGO nie rozumieją, niczego podobnego NIGDY nie przeżyli i w ogóle nie wiedzą kompletnie NIC.

Nie potrafię tak spojrzeć na siebie – przecież jestem młodą dziewczyną! Lubię się zabawić, wiem czym jest głośna muzyka i uwielbiam tańczyć. A jak przeklinam! Niejeden zakład szewski miałby ze mnie pożytek. A dla niej, dla tej kochanej istoty, której chciałabym zapewnić poczucie całkowitego zrozumienia, będę stara i nic nierozumiejąca.

A całe to moje życie, które uważam za tak ciekawą, krętą i wyboistą drogę; całe to moje życie ze wspaniałymi widokami po drodze, z niezwykłymi przygodami, z upadaniem i podnoszeniem się, z planami podróży aż po horyzont… wszystko to nie będzie się wcale liczyło, bo moja córka będzie chciała iść swoją własną drogą. Źle zrozumieliśmy kantowską tabula rasa – to nie czysta karta, którą mamy zapełniać od narodzin, to czysta karta, którą dajemy dziecku, by mogło napisać swoją własną historię.

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o