Lęk. Odbiera radość, paraliżuje zmysły, napędzany negatywnymi scenariuszami i przekazem medialnym. To nie na moje nerwy: choroby, kataklizmy, ludzkie tragedie. Czasem siedzę i zastanawiam się, że tylko cudem jestem tu gdzie jestem, mogę patrzeć na roześmiane buzie moich dzieci, oddanego męża i własne odbicie w lustrze-zdrowej, spełnionej kobiety. Im więcej do stracenia, tym strach dotkliwszy, wywierca dziurę w brzuchu i podcina skrzydła mojego szczęścia.

Ja chyba nie potrafię się tak po prostu cieszyć, być może z obawy, że na to wszystko nie zasłużyłam i dopadnie mnie sprawiedliwość, zagarnie moją radość, tak kruchą i delikatną. „Kto jest szczęśliwy- ten drży z niepokoju”. True story. Jedna z mam osiedlowych widząc moje przerażenie w oczach, niepewność i smutek doradziła: „Marta, chrzanić to! Jest dobrze, będzie dobrze. Nawet jeśli instynktownie w to nie wierzysz, zacznij sobie to zdanie powtarzać, bo zadręczanie się odbiera Ci radość życia, a na pewne sprawy i tak nie mamy wpływu.”

Ta sama życzliwa osoba zwykła radzić bym pilnowała męża, bo te żmije, koleżaneczki w pracy tylko czekają, żeby mi go ukraść. Niełatwo w tych czasach o porządny, dbający o rodzinę egzemplarz, a gps w postaci obrączki tylko podnosi jego atrakcyjność. Ja na to, że mojego chłopa pewna jestem i żadna nie ma szans, bo znamy się od liceum, połączyło nas niepowtarzalne uczucie, które wciąż się tli i nigdy nie zagaśnie. Ala kiwała głowa bez przekonania i mówiła: „Marta, nie bądź śmieszna facet to facet, lepiej podrzucaj drewna do tego kominka, bo prawda jest taka, że jak on Cię ogląda codziennie przez ileś lat, to w pewnym momencie po prostu przestaje dostrzegać”. A więc kolejny powód do wiercenia sobie dziury w brzuchu jest, nowy uśmiercacz uśmiechu i beztroski podany na talerzu.

Jak ja zazdroszczę moim dzieciom ich naiwności, zaufania i dostrzegania tylko powodów do radości wokół. Jak one to robią?

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments