niedoskonała mama

niedoskonała mama

kobieta
społeczeństwo

Świadoma siebie kobieta nie potrzebuje histerycznie faceta

Nie mam nic przeciwko Panom, ale uważam, że cała pogoń za facetem, w którą wpędza się już małe dziewczynki, racząc Disneyowskim kiczem, rodzi potem wiele rozczarowań. Ale, co ważniejsze – oddala kobiety od ich prawdziwego potencjału, wymuszając pindrzenie się, zgrywanie idiotek i uwieszanie się na silnym ramieniu, które może się na ich drodze pojawić, a może… nie.

Albo to, co na początku było sielanką przeradza się w koszmar, masakrę, sieczkę, w której nie chce się brać udziału, a nierzadko po prostu nie ma innego wyjścia. I nie mówię tu o tym, że kobieta by sobie nie poradziła finansowo, bo większość jak musi, to zwiera poślady i daje radę.

Mówię o psychicznych barierach, typu – co powie mamusia, teściowa, ciotka i sąsiadka. No przecież muszę być na kolejnej imprezie, zamiast pobyć sam na sam z mężem, by umocnić naszą więź, a jeśli coś nie styka – w porę to zdiagnozować i naprostować, bo tak wypada, bo trzeba się odwdzięczyć, bo wciąż jestem małą, zalęknioną dziewczynką, obawiającą się krzywego spojrzenia, nawet z pięćdziesiątką na karku.

Dajmy sobie wszyscy spokój. Każdy z nas na różnym etapie życia ma mocno ograniczone zasoby czasowe, a jednak za sprawą płci, tracimy dzienne dwie godziny, by robić się na bóstwo. Łazimy po galeriach handlowych w poszukiwaniu seksi szmatek, hodujemy żylaki i haluksy od przyciasnych szpilek, gapimy się w seriale i tak dalej.

Nuuudyyyy i ziew. Każda z nas, biorąc pod uwagę, że ogarnia dziecko, poświęciła już mnóstwo swojego czasu dla innego człowieka. I nie twierdzę, że czas bez takiego człowieka miałby większe znaczenie. Uważam, że każda kobieta powinna cenić siebie, za to jaka jest i basta.

Nie za to, że przed trzydziestką wyszła za mąż, a w siódmej klasie (sorry, ja z czasów przedgimnazjalnych i dość pruderyjnych jestę) już się całowała. A do trzydziestki piątki odpieluchowała smarkaczy.

To, że możemy rodzić jest na pewno błogosławieństwem, ale też podwójną odpowiedzialnością i psychicznym ciężarem. Tymczasem wiele kobiet nie jest zainteresowanych taką drogą – mają fajną pracę, realizują pasje, noszą krótko ostrzyżone włosy i dokonują zupełnie innych wyborów, niż ustawa o przyroście naturalnym przewiduje.

Nawet mając dzieci, męża i ustabilizowane życie, można dojść do wniosku, że chce się mieć czas na… siebie. I nie chce się go tracić na… pierdoły. Powielać wyświechtanych wzorców i naśladować kobiet z poprzedniego pokolenia, no chyba, że naprawdę nam imponują swoim flowem.

Marta Szyszko

Comments

comments