niedoskonała mama

niedoskonała mama

kompleksy
psyche

Sukcesy nie sprawią, że znikną kompleksy

Dążenie do sukcesu finansowego, pięknego wyglądu, przestronnych wnętrz i zachowania młodości często przysłania nam akceptację samych siebie. Ulubiony tekst rodziców – piątka, a czemu nie szóstka, może sprawić, że jako dorośli ludzie, zawsze będziemy czuć się z sobą nieswojo. Założyłaś firmę, ale czemu nie zarabiasz dwóch tysięcy? No dobra, udało Ci się, masz dwójkę na koncie i co, czujesz się z siebie dumna, czujesz się kobietą sukcesu? Lubisz już siebie?

Kolejne sukcesy mają to do siebie, że wcale nie sprawią, że nasze kompleksy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, że przestaniemy tworzyć rankingi najlepszych matek, żon, kobiet biznesu i kobiet, które oddały się wychowaniu dzieci zamiast pędzić ślepo po stanowiska.

Kiedy spotkają się dwie zakompleksione kobiety, nie wyniknie z tej rozmowy nic konstruktywnego, pożrą się o najmojszą rację, stracą mnóstwo energii na udowadnianie swojej adekwatności, którą tak bardzo stylizują, bo nie czują jej w sobie.

Wiecie co to jest akceptacja w dobie wyśrubowanych oczekiwań wobec wyglądu, pełnego konta i życia na wysokim poziomie mentalnym?

Powiedzieć – mam rozstępy na piersiach, ale i tak się sobie podobam, nie wcale nie dlatego, że mąż na nie patrzy z pożądaniem, ale dlatego, że każda rysa to zapis mojej biografii, życiowych wyborów o posiadaniu dziecku i zamiany w ssaka.

Akceptacja to wstać o dziewiątej i nie mieć poczucia winy, że natrwoniło się tyle czasu na bezproduktywne spanie, a można było zarabiać pieniądze. To brak lęku przed tym, że ktoś może nas nazwać leniem, bo ludzie sukcesu niedosypiają, mają konta pełne pieniędzy i pędzą na oślep, nie mając czasu na refleksję nad obranym kierunkiem.

Akceptacja to umiejętność cieszenia się cudzym sukcesem, ale też to, że potrafisz cieszyć się własnym i nie ganisz za to, że przecież mogło wyjść odrobinę lepiej.

Akceptacja to obudzić swoje wewnętrzne dziecko, sprawiać sobie bezinteresowne przyjemności i nie zamieniać się w surowego, bezkompromisowego rodzica, który każdy pomysł kwituje podcinaniem skrzydeł, a każdy krok do przodu i sukces – ostentacyjnym chłodem.

Wreszcie akceptacja to odwaga, by żyć po swojemu i nie próbować innym się przypodobać, nie uśmiechać się, gdy czujemy złość i nie przytakiwać, gdy bardzo się z czymś nie zgadzamy.

Akceptacja to radość z każdego kroku i oddechu, a nie efektu końcowego, który w zwierciadle społecznym jawi się jako sukces dużego kalibru.

To takich ludzi się szanuje, to takich ludzi się podziwia i z takich ludzi warto brać przykład. W żadnym razie nie z kompulsywnych pracoholików.

Kolejne sukcesy nie nadadzą sensu Twojemu życiu, jeśli nie potrafisz tu i teraz siebie zaakceptować.

Marta Szyszko

Comments

comments