Czas i pieniądz to dwa najbardziej deficytowe dobra. Przyglądam się parom, które z nieszczęśliwą miną jadą na spotkanie do znajomych, ulegają presji na spędzenie weekendu z rodzicami, choć nie pamiętają kiedy pobyli z sobą bez pośpiechu i stresu. Kiedyś też taka byłam – zewnątrzsterowna, biernie spełniająca cudze oczekiwania, może dlatego, że sama nie do końca wiedziałam, czego chcę od życia?

Czy zarabianie własnych pieniędzy daje wolność? Tak, jeśli rozsądnie je wydajemy.

Nowa sukienka, para butów, okulary, wypad na weekend do innego miasta? Myślałam, że dobra passa będzie trwać w nieskończoność.

A potem przyszedł chudy okres finansowy i wpadłam w stres. Oferty nie spływały, a pieniądze na koncie topniały w zatrważającym tempie.

Dziś umiem pohamować się przed konsumpcyjnymi pokusami. Bo to oznacza, że mogę mniej pracować, ostrożniej dobierać oferty klientów, a więcej czasu spędzać z dziećmi lub na przyjemnościach – tych darmowych.

– Może macie ochotę wyskoczyć do meksykańskiej knajpy?

– Co powiesz na kawę na mieście?

Ochotę może i bym miała, ale umiem sobie odmówić. Dziś mogę sobie na taką przyjemność pozwolić, ale nie wiem jak będą układać się zarobki przez najbliższe miesiące. Takie uroki prowadzenia biznesu.

Nie żebym czuła, że coś przez to tracę. Zyskuję oszczędności, bezpieczeństwo, pewność siebie.

Nie wstydzę się powiedzieć, że na pewne wydatki szkoda moich ciężko zarobionych pieniędzy. Nie pragnę więcej przedmiotów, luksusów, ale czasu dla siebie i bliskich. Dlaczego miałabym pozwolić, by impulsywne i nieprzemyślane zakupy mi to odbierały?

Skromność daje wolność. Istny paradoks – mam swoje pieniądze, więc uważam na efekt latte.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments