niedoskonała mama

niedoskonała mama

soldier
felieton

Siej dobro, czasem to trudne

Jestem w drodze na kurs angielskiego, przed sekundą zanurzyłam usta w pysznej kawie z puszystą pianką, która została niespiesznie przygotowana przez młodą dziewczynę w sieci fast foodów.

Słońce jest centralnie na policzku, podwiewa mi sukienkę, czuję się lekko i wiem, że to będzie mój wieczór. Raptem dwa popołudnia w tygodniu, ale zawsze wyczekane. Wtedy zaczepia mnie on: kupisz mi piwo?

Łatwo w takim momencie powiedzieć menel, ćpun, nieudacznik, ale ja widzę człowieka. Pochylam się nad rówieśnikiem i wkrótce dowiaduję się, że jest żołnierzem. Pije, bo nie może na trzeźwo znieść tego, czego doświadczył. Pije, bo nie ma innego pomysłu na spędzenie czasu. Ma żonę, dzieci, wygląda na wrażliwego człowieka.

Odtłumacza sobie, że dzieci wychowa matka za pieniądze, które dostaje on, nawet jak się zapije lub powiesi, to też zapewni im zapomogę. Nie umie rozmawiać z dziećmi, zresztą one i tak ciągle oglądają bajki.

Konwersujemy jeszcze chwilę, gdy odmawiam zakupu piwa, prosi o dwie bułki i pasztet. Zamiast tego słyszy – ogarnij się, wytrzeźwiej, zrób to dla tych dzieci, siebie, jesteś jeszcze młody.

Czasem to nie pomoc finansowa sieje dobro. Czasem jesteśmy zbyt maluczcy by pomóc. Po niektórych spotkaniach dociera do nas, że normalność jest luksusem.

Marta Szyszko

Comments

comments