niedoskonała mama

niedoskonała mama

sen matki freelancerki o etcie
Freelance

Sen matki freelancerki o etacie

Miałam sen – ubrana w garsonkę uczestniczyłam w rozmowie o pracę, która przebiegła pomyślnie. Szef gotowy przydzielić mi interesujące zadania, które może nie do końca rozumiałam, ale wiedziałam, że się nauczę na potrzeby firmy, na tym wszak praca polega – wiecznym rozwoju i zdobywaniu nowych umiejętności.

Gdy spytałam o możliwość zdalnego wykonywania zadań, szef zrobił wielkie oczy – sztywny grafik, osiem godzin, tylko taka opcja wchodzi w grę. Cudownie komfortowa sytuacja – większość dnia spędzona na siedzeniu, bo do pracy umysłowej się kwalifikuję, potem powrót do domu i relaks. Taki scenariusz byłby możliwy, gdyby nie rodzina i związane z nią obowiązki i tu sielanka zamienia się w koszmar.

Przecież mój niespełna 3 letni synek został sam w domu, muszę tam pędzić nim zrobi sobie krzywdę, mam na nogach rolki i bardzo żałuję, że nie mogę po prostu gnać przed siebie bez konkretnego celu. Wtem obudził mnie mokry całus synka – to już rano. Sobota.

Spojrzałam mu w oczy, uświadomiłam sobie, że za chwilę odpalę komputer, na którym czekają zlecenia – tak czekają na mój odpowiedni moment, czyli po wydaniu śniadań moim łakomczuchom, po zaplanowaniu kto wyjdzie na spacer, co na obiad, co ma kupić moja druga połówka na cotygodniowych zakupach.

Sobota to dobry dzień na pracę, bo mogę liczyć na odciążenie od domowych obowiązków przez mojego Męża, a zatem pracować i w pełni się na tym skoncentrować. Bo praca to dla mnie relaks po całym tygodniu obowiązków rodzinnych. To rozrywka dla szarych komórek i połechtanie własnego ego.

Praca freelancera? To uczciwe rozwiązanie – wynagrodzenie tylko za faktycznie wykonaną pracę, nie za siedzenie za biureczkiem i popijanie kawki, bo nie mam na to czasu i szczerze? Nie żałuję. Może fajnie by było mieć odgórnie opłacony ZUS, ale teraz nawet nie będąc mamą, ciężko o taki luksus ze strony pracodawcy. Mała stabilizacja kojarzy mi się z nudą. Przecież wystroić się i umalować mogę dla siebie, czy na spotkanie ze znajomymi, gdzie przy okazji zaspokoję potrzebę socjalizacji.

To ja decyduję ile zleceń przyjmę i gdy one są – faktycznie czuję, że nie mogłam lepiej tego rozwiązać. Gdy trochę ciszy na polu zawodowym, skupiam się więcej na rodzinie, blogowaniu, nadrabiam zaległości czytelnicze, wiem, że w końcu wpadną jakieś zadania. Mogę dowolnie decydować z kim współpracuję i na jakich warunkach, czuję się dla pracodawcy bardziej jak partner, a nie trybik w machinie, na którymś tam szczeblu. I co najważniejsze, płacą mi za to, co naprawdę lubię robić i robiłabym pro bono, gdyby nie znaleźli się chętni, by za to płacić. Nie byłoby mnie tu, gdyby nie rodzina, pewnie wtedy byłoby to biurko i ta kawka i ploty w firmie. Pewnie bardzo bym wtedy pragnęła … no właśnie – rodziny!

Niedoskonała Mama

 

Comments

comments

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
MAMO Potrafisz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MAMO Potrafisz
Gość

Chętnie opublikowałabym ten tekst na http://www.MAMOpotrafisz.pl Zapraszam do współpracy