niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

SDR rozpoczęty!

19 tydzień
sierpień 2010

Co do jednego wszystkie poradniki dla ciężarnych, jakie zdarzyło mi się przeglądać, są zgodne – zaczyna się dla mnie właśnie SDR (Sezon Dobrych Rad). Wbrew nazwie to nie festiwal porad kulinarnych ani też nic innego, co mogłoby być przyjemne, czy chociaż użyteczne. To „dobre rady”, które zdarzało mi się słyszeć od bliskich, spotęgowane ośmiokrotnie, ponieważ mój, widoczny już, brzuch najwyraźniej prowokuje obcych ludzi.

Jeśli ktoś ma dziecko, a jeszcze lepiej ich całą gromadkę (jego kuzyn lub krewny takowe posiada / sąsiedzi nad nim lub pod nim są rodzicami etc.) od razu uzurpuje sobie prawo do wygłaszania mądrości i przekonany jest, że ja chcę (czyt. Powinnam) tego słuchać. Słyszę więc, że jak na ten miesiąc mój brzuch jest całkiem mały oraz, że jak na ten miesiąc to mam już naprawdę duży brzuch, a niejednokrotnie opinie te wygłaszane są przez dwie różne osoby tego samego dnia. Ba! Zdarzyła mi się nawet takowa wymiana zdań ze spotkaną przypadkowo znajomą:

Ona: O, rany! Który to miesiąc?
Ja: Jestem dokładnie w połowie.
Ona: Naprawdę? Jak na połowę to masz bardzo mały brzuch.
Ja: No wiesz, według mnie to znacznie urósł.
Ona: Hm… No faktycznie, spory masz już ten brzuch –  mówi, krzyżując ręce na piersiach i cmokając.

Inna moja koleżanka prorokowała na temat płci:

Ona (dotykając mojego brzucha w okolicach pępka): Będzie chłopiec.
Ja: Naprawdę? Od początku mam przeczucie, że dziewczynka.
Ona (przygryzając dolną wargę i marszcząc brwi): A brzuch jak Ci rośnie?
Ja: Od początku od boków.
Ona: Ooo, będzie dziewczyna. Jak nic.

dobre rady

Dialogi te można mnożyć, odmieniać przez deklinacje, koniugacje i inne -acje do znudzenia. Gorzej, że oprócz koleżanek, obcy ludzie pozwalają sobie na niezliczoną ilość komentarzy. I tak słyszę, że dziecko wszystko zmienia, że przewraca życie do góry nogami, że teraz nic już nie będzie takie samo, że przez najbliższy rok/dwa/trzy się nie wyśpię, że…. Och! Jak ja mam dość! A to dopiero początek, bo jeszcze parę miesięcy ciąży przede mną, a potem jak sądzę znajdą się uczynni ludzie, którzy będą mnie uczyli jak postępować z karmieniem, kolkami, ząbkowaniem, usypianiem oraz czy kołysanki lepiej altem czy sopranem wyśpiewywać.

Bardzo cenne są dla mnie doświadczenia moich znajomych, ale zaznaczam tu słowo doświadczenia, bo czym innym jest opowiadanie o takowych, a czym innym udzielanie niechcianych porad. Z przyjemnością słucham, że u kogoś to się odbywało tak a tak i że reagował tak lub inaczej. Od razu jednak budzi mój opór stosowana powszechnie retoryka opierająca się na słowie powinniście, a argumentowana bo my tak robiliśmy.

Robiliście i co z tego wyszło? Niestety nie mogę Wam powiedzieć co widzę trzeźwym okiem jeszcze-nie-rodzica, bo skoro dzieci nie mam, nie posiadam również doświadczenia niezbędnego do wygłaszania opinii. Kiedy jednej znajomej zasugerowałam, że już niedługo będę mogła udzielić jej kilku rad, bo też będę matką, usłyszałam, że z jednym to pikuś. Trzeba mieć dwójkę, żeby zobaczyć co to znaczy mieć dziecko…

Jak ja kocham A., moją grecką koleżankę, która kiedy jej pięciomiesięczne, czwarte z kolei, dziecko płacze na tarasie, a ja mówię: A., ona coś tak trochę płacze, odpowiada: No tak. A ja zmywam.

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o