niedoskonała mama

niedoskonała mama

samotność
przemyślenia

Samotność to cena jaką płacimy za brak miłości

Samotność to cena jaką płacimy za brak miłości. Nawet gdy czynimy miłe gesty, staramy się zachować pozory, ale nie ma w nas miłości, inni to wyczują i uciekną od hałasu naszych słów, którym brak treści, od teatralnych gestów, którym brak autentyczności i oddechu bezpretensjonalnej prostoty, od zapewnień, które są puste, a także od intencji, które nierzadko nie są czyste.

To nie czyjaś złość, uraza, przykre słowa bolą najbardziej, bo choć też mogą wiele kosztować, świadczą o zaangażowaniu. Najbardziej boli obojętność. Jak szybko weźmiemy w ramiona kogoś, kto na nas krzyczy, ale już nie milczy i nie unika, bo wiemy, że mu zależy, że relacja tętni.

Obojętność sprawia, że czyjaś obecność boli nie mniej niż jej brak. W obojętnej relacji nie ma życia, energii, są maski, pozory i smutek wyczuwalny pod powierzchnią, choć skrzętnie ukrywany, który stłumiony i nierozwiązany odebrał szanse na bliskość. To nie skrajne i negatywne emocje najbardziej oddalają ludzi od siebie, bo na nich można zbudować bliskość, stopić gniew i poczuć przyjaźń, miłość, zgodę. To nie gra, w przeciwieństwie do obojętności ubranej w hałas i zbędne dodatki.

 To co z daleka wygląda na zażyłą znajomość, może być mistyfikacją relacji, w której powiewa samotność i pustka. To, co na pozór skończone, często trwa. W sercu, w myślach, trosce nieokazanej wprost, nie na oczach wszystkich nawet samego odbiorcy. Niema relacja może być głębsza niż hałaśliwa.

Nie liczy się mnogość słów, ale zaangażowanie w nie tchnięte. Czasem nie potrzeba żadnych słów, a wspólne milczenie jest bardziej wymowne. Tyle można sobie opowiedzieć wzajemnym milczeniem, miarowym oddechem, byciem. To, że mówimy głośno, nie znaczy, że jesteśmy bliżej.

Czasami sporadyczne wpadnięcie na siebie, rzadki gest, kilka wymienionych słów bardziej budują więź, niż codzienne, puste, brzęczące rozmowy. Relacja jest w sercu, w trosce, nie musi być bliskością ciał, może być wzajemnym podtrzymywaniem dusz. Nie trzeba wiele, by stworzyć relację, ale nic nie pomoże, jeśli jesteśmy bezduszni.

Nie trzeba karmić kimś oczu, by ta osoba była dla nas ważna.

Nie chodzi o to, by być, a w międzyczasie ziewać, nie móc doczekać się końca spotkania. Obecność na siłę nikomu nie służy. Fizyczna obecność to za mało, by stworzyć relację, a jej brak relacji nie przekreśla. Ważne, by spotkanie było czymś miłym, czego się wyczekuje z radością, nawet gdy do niego nie dojdzie.

Czasem dowodem autentycznej troski jest mówić mniej, robić mniej, być mniej, by nie zrobić czegoś, co może zranić, czego nie jest się pewnym. Nawet jeśli ktoś może to odebrać jako ignorowanie, bycie nieważnym, zapomnianym. Nie mylmy tego z obojętnością.

Czasem chcemy dać komuś czas na dojrzenie do pewnych spraw, zobaczenie ich w innych barwach, wycofujemy się, bo ktoś nie jest gotowy do brania udziału w relacji, która kontynuowana, mogłaby go spalić. Nawet zadośćuczynić komuś możemy tylko wtedy, gdy nie zrani to tej osoby bardziej od pozornej obojętności i zniknięcia na zawsze z jej życia. Inaczej nie byłoby to zadośćuczynienie, ale egoizm.

Kto nie potrafi kochać, nie tylko czuje się samotny, ale sprawia, że wszyscy, z którymi się styka, też czują się samotni. Kto potrafi kochać, nie czuje się samotny, nawet gdy przyjaciel jest daleko, a obok nie ma nikogo. Zdolność kochania wyklucza samotność. To, że kogoś nie widzimy, nie słyszymy, nie możemy dotknąć, nie oznacza, że nas opuścił i że nie możemy na niego liczyć w trudnych chwilach i że nie możemy podzielić się swoimi radościami. Kto kocha, nigdy nie jest sam.

Marta Szyszko

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o