Tak wiele spraw wydaje mi się egoistycznych, przez co wykreślam je ze swojego grafiku, by nikogo nie zaniedbać. Wróć, kiedyś to robiłam. Dziś nadal pojawia się myśl, czy na pewno tego potrzebuję, co na to inni, ale to tylko atawizm po dawnej mnie, bo nauczyłam się jednego.

Moje potrzeby są równie ważne, co potrzeby innych, a dbanie o nie musi być jednoznaczne z zaniedbywaniem kogokolwiek. Mam prawo powiedzieć „nie, nie pobawię się z tobą, bo jestem zmęczona” i to nie czyni mnie złą matką, czyni człowiekiem, który potrzebuje swojej przestrzeni, odpoczynku i który przekazuje w świat model, że inni (moje dzieci) też będą miały do tego prawo w kontakcie ze swoimi dziećmi, ale nie tylko z nimi. Wszyscy wygrywają, gdy jestem szczera, choć jeszcze do niedawna schowałabym swoje potrzeby do kieszeni.

Jasne, czasami jest tak, że mam coś zaplanowane, a dziecko nie chcę bym wyszła, nie chce zostać u sąsiadki i robi podkówkę. Do niedawna wpadłabym w kosmiczne poczucie winy, po co mi te wyjścia, rozwój, spotkania i praca nad sobą. Ale nie tędy droga. W dorosłym życiu moich dzieci też nie wszystko zawsze będzie po ich myśli, nie unikną tych uczuć, jak: rozczarowanie, tęsknota, konieczność zrobienia czegoś, by dla odmiany dostosować się do innych. Frustracji. Rozumienie i nazywanie tych emocji, podanych w ciepłych warunkach domowych to ważny trening.

Co się dzieje, gdy siebie odsuwamy na potem? Gdy wszystko robimy z myślą o dzieciach lub oczekiwaniach innych?

Ulewa się nam.

Popadamy we frustrację.

Nie szanujemy samych siebie, innym próbujemy dogodzić, ale nasza mina nie tryska entuzjazmem.

Egoizm początkowo nie spotka się z entuzjazmem, bo gdy przyzwyczailiśmy innych do tego, że nie muszą liczyć się z naszymi potrzebami i wszystko jest do nich dostosowane, pojawia się opór, to nieuniknione. Czasem w postaci krytyki, obrażania się, próby wzbudzenia poczucia winy, przywołania do dawnego porządku, który był wygodny.

Polecam rewolucję. Nigdy nie jest za późno, by postawić na siebie.

Jak kochają, to zrozumieją.

Kiedy Święta Wielkanocne postanowiłam spędzić w górach, zmieniając klimat, witając wiosnę widokami z pocztówek i intensywnym ćwierkaniem na każdym kroku, usłyszałam podczas telefonicznego składania życzeń, co mogłam, a czego nie powinnam, obrażony ton sugerował, że zasmuciłam innych swoim wyborem. Włączył mi się przycisk z poczuciem winy. Za chwilę go wyłączyłam, bo ten rozkład jazdy uwzględniał tylko potrzeby innych, ich wyobrażenia o spędzaniu czasu, zabrakło w nim mnie.

Być może wcześniej przejawiając egoizm, spotykałam się z podobnym rzeźbieniem tego, co powinnam, co mi jako córce, wnuczce, kobiecie przystoi. 18 stka dawno za mną, więc teraz tylko ja o tym decyduję, a reakcje innych są dla mnie cenną obserwacją, natomiast ostatecznie nie wpływają na dokonywane wybory.

Kiedy stawiam siebie na pierwszym miejscu, czuję się przez sekundę, jakbym popełniała wykroczenie. A za chwilę pojawia się spokój i satysfakcja.

Jeśli nie mamy oparcia w sobie, zawsze będziemy szukać potwierdzenia u innych, rezygnując z siebie, by zyskać ich akceptację. Ja już się z tego wyleczyłam.

tatry

tatryMarta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments