Zarzuciłam płaszcz ecru, który pamięta liceum, trampki, dziurawe jeansy i szary t-shirt. Taka jaka jestem, jestem ok. Niepozorna, niewyróżniająca się artystka, której mąż funduje przyjemności. Kiedyś miałam straszny ból wiadomej części ciała, gdy ktoś komentował sposób w jaki zarabiam, wątpliwe przychody, domniemywał, co i kto mi funduje. A dziś, będąc w drodze ku czemuś większemu, ku rozwojowi biznesu, ku niezależności, już oddycham akceptująco.

IMG_20160413_182713Droga zawodowa dopiero nabiera tempa, byłam kurą domową i było mi z tym raz lepiej, raz gorzej, ale jakaś część mnie się w tym spełniała, dziś ta inna część sobie odbija, gdy bez poczucia winy odgrzewam pierogi ze sprawdzonego źródła, bo to nie jest dzień gotowania obiadu.

Są dni tak nudne i beznamiętne, że wyję o jakieś zlecenie. Czasem je dostaję, a czasem spędzam dzień na lenistwie, nie ambicji, spacerze, szukaniu inspiracji. I odnajduję ją niespodziewanie w tym czasie, któremu pozwalałam przeciekać przez palce. W tych niewygodnych myślach, których nie przepuściłam przez sito, ale przyjrzałam się im z troską. W niespiesznym tempie, które przeplata się z tak napiętym harmonogramem, że zasypiam w ubraniu, tuląc synka, jak mucha padając przed nim. Choć nie ogarnęłam kuchni i nie rozwiesiłam prania. Budzę się rano, przed budzikiem, przed wszystkimi, a tam ogarnięte. Ulga.

Chcę otwierać się na to, co przynosi życie, czasem sporo pracy, satysfakcji i wyzwań, a czasem przestój, który muszę zagospodarować i sama z sobą wytrzymać, nie dołować się, nie krytykować, pozwolić na spokój i ciszę. Nie porównywać swoich nieśmiałych początków z czyimś imperium. Nie zniechęcać się, że na sukces trzeba pracować. Działać, choć efekt może przyjść po miesiącach inwestowania w niewiadome. Lub wcale.

Można czuć niepewność i spokój jednocześnie. Dać sobie kredyt zaufania i prawo do błędów, porażek, lekcji. Wiarę, że pasja i powołanie wystarczą. Że w sobie mamy to, co niezbędne, a reszta to mieszanina treningu, uporu, poszerzania strefy komfortu i podjęcia próby, nim zracjonalizujemy marzenie, zamieniając się w swojego najpodlejszego krytyka.

samoakceptacjaInni mogą wątpić, krytykować, oceniać, ich prawo do spędzania czasu wolnego, ale dopóki ty jesteś swoją największą fanką, takie oddziaływanie z zewnątrz traci swoją moc.

Oni, że bez sensu, a ty, że czas spędzony w sposób satysfakcjonujący, na podjęciu próby na drodze ku czemuś większemu, nie może być czasem zmarnowanym.

Są takie osoby, które cokolwiek byś nie zrobiła, zawsze się przyczepią. One były, są i będą, ich wolność i sposób spędzania czasu, ale wiesz co? Najważniejsze byś sama dla siebie taka się nie stała.

miłość własna

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments