Mieszkamy w rejonie największego bezrobocia w Polsce. Przez półtora roku, jako osoba zasilająca te szeregi starałam się o kilka staży, ale zawsze okazywało się, że albo nie jestem jeszcze po 50, albo jestem już po 30, a staż z urzędu pracy jest albo do 30, albo ma stanowić wsparcie dla ludzi, którzy często właśnie z powodu swego wieku nie są już atrakcyjnymi pracownikami na rynku pracy.

Nawet jeżeli brakuje takich osób, to urzędy pracy nie mogą przesunąć przyznanych im środków na osoby aktywnie poszukujące stażu/pracy, czyli kolejne błędne koło. W tym czasie wróciła oczywiście moja wizja samozatrudnienia, ale z tych samych przyczyn, co i wcześniej upadła, zanim zdążyła na dobre rozwinąć się w mojej głowie.

Moja praca jest nie do końca z mojej bajki, chociaż akurat wpisuje się w moje ostatnie działania i projekt, w który się wcześniej całkowicie wolontariacko zaangażowałam  (Klub Mamy i Taty Aktywni Rodzice – klub dla rodziców z małymi dziećmi: miejsce spotkań, zabaw, zorganizowanych spotkań i warsztatów ze specjalistami z różnych dziedzin).

Aktualnie zawodowo prowadzę plastyczne warsztaty dla dzieci przy Centrum Kultury w swoim mieście. Zastanawiałam się nad tym czy podjąć tę pracę, bo:

a) nie ma nic wspólnego z pisaniem,

b) po raz kolejny musiałam się przekwalifikować i… o matko! Czy ja w ogóle mam jakieś manualne zdolności?

c) nie ma nic wspólnego z pisaniem ;).

Kiedy więc zaproponowano mi tę pracę, z racji tego, że prowadzę Klub Mamy i Taty Aktywni Rodzice właśnie przy tym Centrum Kultury i oczywiście mam tam kontakt z małymi dziećmi, to jednak musiałam się przespać z tą wizją, zanim podjęłam decyzję. Co innego luźne spotkania z dziećmi i rodzicami, a co innego zorganizowane warsztaty z dzieciakami. I na zajęcia plastyczne chodzą jednak starsze dzieci: przedszkolaki i początek szkoły podstawowej. Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw doszłam do wniosku, że chcę podjąć to wyzwanie i spróbować swoich sił jako Pani od plastyki ;).

+13.02podziwiam_widoki_sierpień_2012

Ile godzin tygodniowo pracujesz?

Standardowo zajęcia mam trzy razy w tygodniu po dwie godziny, czyli 6 godzin. Do tego dochodzi przygotowanie do zajęć, obróbka zdjęć i administrowanie stroną na Facebooku w zakresie promocji i upowszechniania działań Pracowni Plastycznej, czyli jakieś 4 godziny tygodniowo więcej. Powiedzmy, że średnio daje to 10 godzin tygodniowo.

W jakie jeszcze projekty się angażujesz?

Wspomniany Klub Rodziców, współpraca redakcyjna i organizacyjna przy innych projektach tutejszego Centrum Kultury, zaangażowałam się także w projekt, który póki co nie przynosi zysków, ale w każdej chwili może zacząć – jestem menedżerem  młodego reżysera, który mieszka i tworzy w Górach Złotych. W wolnych chwilach wysyłam jego filmy szkolne na konkursy filmowe i szukam środków na realizację kolejnych filmów. W tej chwili dostałam też propozycję przygotowania warsztatów dziennikarsko-literackich dla młodzieży. To już bardzo, bardzo blisko moich zainteresowań związanych z twórczością i pisaniem, więc naprawdę się cieszę, że w takim kierunku rozwija się moja nowa ścieżka zawodowa :).

Jakie uczucia towarzyszą Ci po powrocie do aktywności zawodowej?

Uczucie ulgi. Tego, że znów jestem gdzieś zaczepiona, że dokładam się do naszego budżetu domowego, bo choć nie są to na razie duże kwoty, to jednak już stanowią jakieś odciążenie przy kredycie na mieszkanie, comiesięcznych opłatach i wydatkach. Ale przede wszystkim czuję, że mogę realizować się na polu zawodowym. Moje nowe zajęcie jest bardzo wymagające. Wymaga ode mnie przygotowania, zainteresowania dzieci i skupienia ich uwagi, zaproponowania im czegoś ciekawego, innego niż mają w domu, w szkole, w przedszkolu. Praca z dziećmi nie jest łatwa, ale daje masę satysfakcji. No i dzięki temu, że jest to forma popołudniowych warsztatów mam czas na inne działania, które mogą zaprocentować nowymi, ciekawymi projektami.

Jak udaje Ci się łączyć obowiązki rodzinne z zawodowymi, na czyją pomoc możesz liczyć?

Jesteśmy tutaj całkiem sami. Nie mamy rodziny w tych stronach, więc możemy liczyć tylko na siebie. Czasem, w bardzo sporadycznych przypadkach, na znajomych. No i też, ponieważ warsztaty, które prowadzę odbywają się popołudniami, to musieliśmy się lepiej zorganizować. Mój mąż pracuje w domu, jest tłumaczem specjalistycznym i jego praca jest bardzo nieregularna: całe dnie, noce, a potem czasem kilka niezapowiedzianych wolnych dni. Teraz, trzy dni w tygodniu musi odebrać Małego z przedszkola i zająć się nim przez ponad dwie godziny. To także dla nas wyzwanie i nie zawsze jest to łatwe. Na szczęście nasz syn chodzi raz w tygodniu na warsztaty do mamy :), więc tego dnia tata tylko go odbiera i zawozi na zajęcia :).

Jakie miałaś obawy przed podjęciem tej pracy?

O! Obaw było multum :). Obawiałam się przede wszystkim, że nie będę miała cierpliwości do dzieci – cały czas się jej uczę. Obawiałam się również, że nie damy rady tego organizacyjnie zaplanować przy rozchwianej pracy mojego męża, że nie poradzimy sobie z odbieraniem synka z przedszkola. Obawiałam się, że wyczerpią mi się pomysły na prace z dziećmi, ale Google jest pod tym względem niezastąpiony, a i inwencja twórcza wielu rodziców i nauczycieli, którzy publikują potem swoje pomysły w sieci :). Tak więc póki co moje obawy się nie sprawdziły.

z_mamą_kadr

Co praca wniosła do Twojego życia?

Bardzo potrzebną odskocznię od domowych zajęć.

Jako taką stabilizację i usystematyzowanie.

Absolutną nowość, czyli odpowiedzialność za zajęcie uwagi rozbrykanych pięcio i sześciolatków oraz starszych dzieci. Zwłaszcza po maluchach widać, że zwyczajnie trudno im się skupić po 7-8 godzinach przedszkola.

Poczucie, że wspieram finansowo swoją rodzinę, męża!

Zarabianie własnych pieniędzy. To naprawdę bardzo dużo daje i dzięki temu czuję się zwyczajnie lepiej. Po prostu wreszcie RAZEM utrzymujemy dom!

Możliwości dalszego rozwoju związanego z prowadzonymi zajęciami, ale też dzięki temu, że nie jest to praca na etacie – możliwości rozwijania własnych pasji i angażowania się w inne twórcze projekty lub tworzenie własnych :).

Prowadzisz blog W Sercu Gór Złotych, czy będziesz kontynuować swoją twórczą działalność?

Tak, jak najbardziej. Blog jest wynikiem niespożytej pasji tworzenia i pisania, ale przede wszystkim pasji życia, która ciągle mnie napędza :). Piszę o spełnionych marzeniach i garściami czerpię z naszego życia. Jest to bardzo osobisty blog, ponieważ zaglądam w swoją duszę, czasem przeglądam się w niej, jak w lustrze i piszę często o własnych – nie zawsze łatwych – doświadczeniach życiowych. Inspiruje mnie piękno otaczających gór, przyroda i spokój, którym tchnie nasze życie. Spokój, nie nuda! To dwie różne rzeczy :).

 Dziękuję za rozmowę, życzę rozwoju i idealnej work and life balance:)

bohaterka wywiadu: Tatiana Andrzejczak

rozmawiała: Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments