Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem trudno w osobie uzależnionej zobaczyć człowieka. Zwłaszcza wtedy, gdy ten człowiek jest ojcem, matką czy kimś bliskim, krzywdzi i rani. To naturalne czuć do niego żal czy niechęć. 

Celem tej rozmowy nie jest tłumaczenie zachowań osób uzależnionych, ale wyjaśnianie, czym jest ta choroba i jakie są jej mechanizmy.

Kiedyś słyszałam (nie wiem, na ile jest to potwierdzone w badaniach), że każdy polski obywatel ma w rodzinie bliższej lub dalszej kogoś, kto jest uzależniony (ja mam!). Brzmi przerażająco, dlatego tym bardziej warto coś wiedzieć na temat choroby, która dotyka tak dużą ilość osób żyjących wokół nas.

Czym jest uzależnienie?

Zacznijmy od tego, że uzależnienie to choroba bardzo demokratyczna. Dotyka biednych jak i bogatych, sławnych i tych niewidywanych na szklanym ekranie, osób młodych i starszych. Nie dzieli ludzi na lepszych czy gorszych. Uzależnienie kojarzy się nam głównie z osobami, które noszą brudne, obdarte ubrania, można ich często spotkać pod tzw. budką z piwem lub leżących w rowie. Taki obraz osoby uzależnionej dotyczy jedynie kilku procent chorych. Pozostali to zwyczajnie ubrani, zwyczajnie wyglądający ludzie, pracujący, wychowujący dzieci.

Jest również chorobą bardzo stygmatyzowaną.

Dlaczego?

Zacznijmy od etykiet. Mamy taki zwyczaj, żeby o osobie uzależnionej mówić alkoholik (tudzież alkoholiczka), narkoman czy hazardzista. Są to etykietki, które nie służą nikomu. To tak jakby o osobie cierpiącej z powodu schizofrenii mówić „schizofrenik” i poprzez jedną łatkę patrzeć na tą osobę, a prawda jest taka, że jej choroba stanowi jedną z jej części. Poza nią jest to osoba, która pełni role ojca / matki, żony / męża, dziecka, pracownika itd. Oczywiście faktem jest, iż nie zawsze wypełnia te role dobrze, ale to odrębny temat.

Podobnie jest ze współuzależnieniem. To kolejna etykietka, bo nie ma takiej choroby w spisie chorób stworzonych przez WHO, a na podstawie którego psycholodzy kliniczni, terapeuci uzależnień czy też psychiatrzy stawiają odpowiednie diagnozy. Zdecydowanie wolę nazwy „partner /partnerka czy też mąż/ żona osoby uzależnionej”. Brzmi to o wiele przyjaźniej i nie obciąża dodatkowym piętnem.

Co powinno zaniepokoić w zachowaniu bliskiej osoby? Jaka jest granica między uzależnieniem a normalnym piciem?

Oczywiście postawienie diagnozy to zadanie dla terapeuty uzależnień, czy też lekarza psychiatry i nam laikom trudno jest to zrobić na podstawie samej obserwacji. Ale nie bójmy się używać swojej intuicji. Jeśli coś w zachowaniu bliskiej osoby niepokoi nas od tygodni, miesięcy i lat, jest duże prawdopodobieństwo, że te niepokoje są uzasadnione.

Granica między piciem normalnym, a uzależnieniem jest cienka i trudna do wychwycenia zarówno dla obserwatorów, jak i dla osoby pijącej. Objawy, które powinny zwrócić naszą uwagę to:

– pojawiające się straty i negatywne konsekwencje związane z piciem – mogą pojawić się pierwsze trudności w pracy, nie wyrabianie się z terminami, czy też utrata posady,

– mniej czasu dla bliskich, rezygnacja z pasji, zainteresowań, które kiedyś sprawiały dużo radości

– trudności z kontrolowaniem picia – pojawiają się obietnice, które trudno dotrzymać takie jak: „dziś tylko dwa kieliszki”, „od jutra nie piję” albo partner/ka pije kilka dni z rzędu

– potrzebne są coraz większe dawki alkoholu, które wprowadzą w przyjemny stan upojenia alkoholowego, dlatego tzw. mocna głowa (wyrobiona po latach alkoholowego treningu) nie jest powodem do dumy, ale do niepokoju

– ciągłe myślenie o alkoholu, planowanie picia – objaw, którego nie sposób zaobserwować z boku, bo póki co nie umiemy zaglądać do czyjejś głowy (psycholodzy też tego nie potrafią!)

Warto również dodać, że istnieje w naszych głowach przekonanie, że uzależniony to taka osoba, która upija się do nieprzytomności, a to nie prawda, bo można pić regularnie, doprowadzając się do stanu tzw. rauszu i również mieć kłopot z alkoholem. Tak samo nie jest istotne, czy ktoś pije piwo, wódkę, denaturat, czy whisky. Uzależnić się można od każdego z tych trunków. Od rodzaju wypijanego alkoholu ważniejsza jest ilość i częstotliwość sięgania po niego.

 koniec cz.I

Natalia Knap

Natalia Knap

Psycholog, trener. W pracy bliskie jej są podejścia: humanistyczne i skoncentrowane na rozwiązaniach. Zafascynowana mindfulness, pracą z ciałem i szeroko pojętym rozwojem osobistym. Na co dzień pracuje z grupami w różnym wieku (od 5 do 100 lat). Szczególnie lubi pracę z nastolatkami. Prywatnie właścicielka szczurzyc, miłośniczka górskich wędrówek i pieczenia ciast. Marzy o byciu nauczycielką jogi i właścicielką cichego ośrodka w Bieszczadach. Prowadzi bloga O rzeźbieniu głowy słów kilka

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments