Czerwiec 2016

Przyjaciel mojego męża ma mieszkanie w innym mieście. Tam pracuje przez pół tygodnia, drugie pół, spędzając w Warszawie ze swoją rodziną. Udostępnił mi swoje „kawalerskie” lokum na kilka dni. Moja walizka stanowiła mniej więcej jedną trzecią zawartości całego mieszkania. Rozpakowałam się zaraz po przyjeździe. Widok mojej kobiecej szczoteczki wśród kilku męskich kosmetyków w łazience zagrał na jakiejś czułej strunie wspomnień. Zrobiłam sobie drinka, usiadłam w fotelu przy otwartym oknie i napawałam się ciepłym wieczornym powiewem, z którym wracały kolejne obrazy z przeszłości…

Ta samotna szczoteczka w męskim mieszkaniu była kiedyś dla mnie flagą wbitą w zdobyty szczyt. Jedynym sposobem zamanifestowania swojej stałej/regularnej obecności na obcym terenie. Często zdobycie szczytu było iluzoryczne, a znaczenie szczoteczki – żadne. Tylko teraz, po latach, kiedy moje życie płynie szczęśliwie i spokojnie u boku mężczyzny, którego szczoteczka pewnego dnia wprowadziła się do mojej łazienki, wspomnienia zmieniły się. Wyrzuciłam te związane z tęsknotą za kimś naprawdę bliskim, za życiem z mężczyzną, którego będę kochać z wzajemnością, za stabilizacją. Odłożyłam na bok uczucie osamotnienia, gdy wracałam do pustego domu po najlepszych nawet imprezach z przyjaciółmi. Pamiętam tylko ten euforyczny stan zakochania w kimś nowym, tych moich byłych, którzy zdawali się – kiedyś i przez chwilę – najciekawszymi osobami na świecie…

Przekłamanie. Nie wiem czy wydawali się ciekawi. Na pewno fascynujący i pociągający. Na pewno moje serce biło szybciej, a ekscytacja na myśl o nich rozpływała się po całym ciele, uderzając do głowy. Na pewno celem mojego istnienia było połączenie się z nimi, splecenie; patrzenie sobie przez całe wieki w oczy.

Nie wiem czy tęsknię do tego czasu, do poczucia, że mogę zdobyć świat, a na moich opalonych, zgrabnych nogach nigdy nie pojawią się żylaki. Z pewnością jednak wspominam go z rozrzewnieniem. A tęsknię tylko za tym uczuciem niemal chemicznego upojenia, gdy letni wiatr smaga moją skórę, a policzki rumienią się pod spojrzeniem nieznajomego. Potem pierwsze nieśmiałe uśmiechy i rozmowy, dotyk jego dłoni i piasku pod stopami… I żadnych dzieci, które przerywają ten moment z okrzykiem „Mamo, tato, jesteśmy głodni!”. W ogóle żadnych dzieci w planach, ewentualne rozmarzenie, jakie te nasze wspólne byłyby piękne. A że potem bolesne rozstania i przepłakane noce? Jakie to ma teraz znaczenie!

Czasami wracam do tamtych dni sprzed dekady, pławię się w minionym, rozpamiętuję szczęśliwe chwile. Pozwalam budzić się pragnieniu, by znów to poczuć, by znów zobaczyć w lustrze swoje zamglone spojrzenie i rumiane policzki. By znów czekać na telefon i wykonywać dziki taniec radości, kiedy zadzwoni. W najszczęśliwszym nawet związku nie da się powrócić do tego okresu. To nie znaczy, że coś tracimy. Zyskujemy każdego dnia, wchodząc głębiej i mocniej w tę prawdziwą relację. Ale wspomnienie beztroskich zakochań jest we mnie wciąż tak żywe, że po wypiciu drinka, spojrzałam jeszcze raz na moją szczoteczkę w łazience i wyszłam, by snuć się po tym obcym mieście, szukając wrażeń. Łowiłam spojrzenia i uśmiechy, rumieniłam się i kokietowałam. A kiedy wreszcie podszedł i zaczęliśmy rozmowę pełną wyważonych i jednocześnie nonszalanckich zdań, poinformowałam o moim mężu i córce. Potem rozmawialiśmy też o jego rodzinie, o której nagle zaczął opowiadać i pożegnaliśmy się serdecznie niczym dobrzy kumple.

Bo ten czas minął i nie ma do niego powrotu. To właśnie czyni go tak nęcącym. Kładę więc głowę na ramieniu mojego partnera i pozwalam promieniom słońca muskać zamknięte powieki. Wspominam stan euforii z pierwszej fazy moich wszystkich zakochań, a potem całuję męża z miłością i wdzięcznością. I tylko nutką tęsknoty za minionym.

Dorota Lipińska

Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, felietonistka, autorka bloga „Mama z innej bajki”.

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments