niedoskonała mama

niedoskonała mama

po drugiej stronie lustra
felieton

Po miesiącu…Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko

Luty 2011

Dziś moja ukochana córeczka skończyła miesiąc. Cud, że dotrwała do tego dnia w pełnym zdrowiu, bo dziś w nocy, pierwszy raz, miałam szczerą ochotę ją udusić. Moje zmęczenie i niewyspanie są tak duże, że moje palce skostniałe są z zimna, mimo że w domu całkiem cieplutko… Czuję, że mój organizm jest wyziębiony z wyczerpania.

Dziś, choć pogoda piękna, nie pójdziemy na spacer. Niech śpi, albo marudzi – i tak ledwie teraz słyszę. Zdążyłam od nocy przebrać ją z milion razy (dwa razy się zasikała i dwa razy upaprała w kupie), zrobić trzy prania (czwarte w trakcie) i wyprasować jedną szóstą sterty, która czeka w łazience. Zjadłam nawet śniadanie i pomyślałam, że wypadałoby się umyć, choć jeszcze tego nie zrobiłam.

A co tam! To dopiero drugi raz, kiedy nie jestem od rana umyta, ubrana, uczesana i pomalowana(!). Od rana słuchamy z córcią jazzu. Bardzo głośno, żeby muzyka tłumiła inne dźwięki. O dziwo, ten mój kocurek chyba rozumie, że jestem na krawędzi i jego instynkt samozachowawczy każe mu nie wchodzić mi w drogę, toteż stosunkowo grzecznie je, bawi się i śpi. I ja też kładę się teraz, bo zaraz umrę chyba.

„Spałam” dwie godziny, tuląc moją córkę (a co tam, niech czasem zdrzemnie się w ciągu dnia w moim łóżku) i wpychając jej na zmianę palec lub smoczek do buzi. Przysypiałam, budziłam się, przysypiałam znowu – tak bardzo chciałam odespać noc, w czasie której miałam kilka sesji sennych – od północy do drugiej i od czwartej do piątej. Potem nad ranem pospałam jeszcze dzięki mojemu wspaniałemu D. i tylko dzięki niemu jakoś żyję. Choć jeszcze kilka takich nocy i będę podobna do zombiaków, które D. rozwala kijem bejsbolowym w swoich grach.

Mała zjadła, odbiła i nie zasnęła. Przebrałam ją znów, bo się zasikała podczas zmiany pieluchy, położyłam do łóżka i zatkałam smokiem. Staram się pouczyć, bo w ciągu dwóch tygodni mam dwa naprawdę ciężkie egzaminy, ale skupić się nie mogę, kiedy słyszę nagle umiejscowione w najwyższych rejestrach „iiiiiiiiii!” co w wolnym tłumaczeniu oznacza niemal „Do nogi!”, więc biegnę, wciskam smoczek w małą rozwartą paszczę i wracam do biurka. Po szóstym razie zaczynam mieć dość. Odgrzeję zupę, czas na drugie śniadanie.

Pociesza mnie tylko ta myśl kojąca, że miesiąc temu było… gorzej :)

tekst: Dorota Lipińska

 Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o