niedoskonała mama

niedoskonała mama

wycieczki osobiste
felieton

Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko…Wycieczki

Maj 2011

Pojechaliśmy na wycieczkę. W strojach letnich, a nastrojach szampańskich. I taki stan rzeczy utrzymał się aż do dnia drugiego, kiedy to nasza córka zaczęła drzeć mordkę, a na niebie rozdarły się chmury. Pogoda się jednak poprawiła… Nasz pierwszy wspólny wyjazd trwał na szczęście tylko dwa i pół dnia. Na szczęście, bo nie wytrzymałabym w jednym pokoju z tym dzieckiem ani chwili dłużej. Pomyślałam dziś o niej, że jej nienawidzę. Ryczę jak bóbr, boksując się z własnymi emocjami. Czuję, że cierpię, bo moje dziecko cierpi. Jej ból staje się moim bólem, przez co cała historia nabiera wymiaru nieco maryjnego. Ale też, niczym jakieś tam zwierzę, chciałabym rozszarpać swojego potomka.

Moją córkę bolą/swędzą dziąsła. Nie umiem jej pomóc. Moja niemoc rodzi agresję. Jak jednak mogę być na nią zła, skoro ona tym bardziej ma prawo do agresji! Moja maleńka córeczka tym bardziej ma prawo czuć się zagubiona! Jaka ze mnie matka, że złoszczę się i niecierpliwię, obwiniając moje dziecko, że jest niegrzeczne, złośliwe, niedobre? Jednocześnie płaczę, bo chciałabym jej ulżyć, wziąć jej ból na siebie, byleby ta mała istota była szczęśliwa. Ostatnio pomyślałam, że już teraz w pełni wiem, jaki jest powód, dla którego żyję. Tym powodem jest zachwyt w niebiesko-szarych oczach mojej ukochanej córki, kiedy chwytając moje kciuki, podciąga się w łóżeczku do siadu i rozgląda wokół.

Odbywam też inne podróże, wycieczki osobiste, z których wracam ze wspaniałą przyjaźnią, ale też uboższa o inną relację, która była dla mnie bardzo ważna. Chcę napisać o odważnej kobiecie. O pięknej kobiecie, od której bije światło. I o kobiecie zagubionej i słabej, którą bardzo kochałam. Byłam dziś u M., pora bym napisała o niej, bo ważna jest, po prostu. M. jest żoną przyjaciela mojego byłego męża. Znamy się od lat, lecz kocham ją krócej – taka prawda. Kiedyś nie potrafiłam jej zrozumieć. Wydawała mi się zbyt cicha, zbyt uległa, zbyt „domowa”. Po latach dopiero zrozumiałam, że ona była po prostu kilka kroków przede mną. Ba! – ona wyprzedzała mnie jak stąd na drugi koniec świata, licząc po równiku.

To kobieta niezwykła, marzenie każdego mężczyzny, a jednemu oddana jest od lat kilkunastu. To kobieta piękna, zadbana, u której zawsze na stole znajdziemy talerz gorącej zupy i świeże kwiaty w wazonie. To kobieta zaradna, prasująca rano koszulę mężowi i szykująca kawę do łóżka. To kobieta, która w ciągu dnia jest wspaniałą matką, by wieczorem przeistaczać się w ognistą kochankę (to słowa jej męża). Wreszcie – to kobieta o artystycznej duszy, która znalazła odwagę, by realizować się w życiu.

wycieczki osobiste

Jest kobietą, żoną, matką, gospodynią, artystką. Imponuje mi i w jakiś szczególny sposób miała wpływ na moje życie. Dzięki niej nie schrzaniłam go sobie kilka lat temu. Pokochałam ją jednak dopiero, gdy moje małżeństwo było mglistym wspomnieniem; dopiero, gdy nieco niepewnie, potykając się, weszłam na tę drogę, którą ona swobodnie spacerowała od dawna. I znów pokazała mi czym jest kobieca odwaga. Mimo niesprzyjających okoliczności i nieco kontrowersyjnego układu, w jakim znalazłyśmy się, gdy ułożyłam sobie życie z D. – przyjęła mnie. Oto kobieta silna, odważna, pełna światła.

Na drugim biegunie moja S. Moja wiotka, zagubiona, kochana S. To kobieta, która nade wszystko chciałaby być kobietą „domową”. Kobieta, która ma tyle miłości, że mogłaby nią wytwarzać energię, rozjaśniającą świat przez całą tę godzinę, gdy WWF gasi światło na planecie Ziemia. Jednak nie robi tego – nie świeci swoim pięknym, jasnym światłem. Stała się śliczną, migoczącą gwiazdką, która świeci światłem odbitym… od mężczyzn. Stała się światłem iluzorycznym, rozbłyskającym pięknie, imponująco niczym fajerwerki, lecz spadającym na ziemię tekturową rakietą na kiju.

Myślę często o mojej S. Dawniej z miłością i oddaniem, jakiś czas temu ze złością, ale i miłością. Dziś obojętnie z ukłuciem nostalgii za minionym. Wyrzuciła mnie ze swojego życia. Powiedziała „wypierdalaj”. A kiedyś wysławiała się tak pięknie… Chyba jest mi ciężko, bo nadszedł moment, w którym muszę pogodzić się z faktem, że mojej S. już nie ma. Jest za to kobieta, której nie znam, która nie chce dać się poznać i – serce pęka mi, gdy przyznaję przed samą sobą – której poznawać wcale już nie mam ochoty.

Te dwie podróże nierozerwalnie związane są z moim macierzyństwem. Pojawienie się na świecie dziecka nie tylko wywraca do góry nogami codzienność. Zmusza też do wycieczek personalnych – w głąb siebie, w relacje z ludźmi, którzy chcą trwać przy Tobie i przy których Ty chcesz trwać nawet teraz, a może zwłaszcza teraz, kiedy masz dziecko.

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o