niedoskonała mama

niedoskonała mama

lekarze
felieton

Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko…Przychodzi matka do lekarza

Czerwiec 2011

Poniedziałek. Lady D. od rana płacze, a na 11.50 idziemy do przychodni na szczepienie. Zjawiam się w poczekalni dla dzieci zdrowych pięć minut przed czasem, a i tak nie weszła jeszcze dziewczynka, na oko ośmiolatka, która jest przed nami. Czekamy 35 minut, podczas gdy grono w poczekalni, liczącej jakieś 6 m2, rozrasta się o siedmioletnie bliźniaczki, szesnastoletniego młodzieńca, dwuletnią dziewczynkę w płaszczu-biedronce oraz czteromiesięczną Tolę – wszyscy z mamusiami.

W ciągu tych 35 minut moja stokrotka wciąż płakała, purpurowiejąc coraz bardziej z minuty na minutę. Wiedziałam, że wyprowadza tym z równowagi pozostałe matki. Właściwie nie ona – to ja doprowadzałam je do szału. Jedna z nich patrzyła na mnie z miną „ucisz wreszcie to dziecko!”, inna spojrzała wymownie, gdy zadzwonił jej telefon i ostentacyjnie wyszła na zewnątrz. Mama Toli tymczasem… aha, Tola – śliczna dziewczynusia w różowym body, różowej czapce i różowych dżinsikach, siedziała w foteliku pod różowym kocykiem, rozkosznie zerkając na różowe zabaweczki. I wciąż się uśmiechała.

Mama Toli sądziła chyba, że jestem nieudolną matką – jej dzidzia była przecież wciąż pogodna – podtykała więc mojej córce pod nos różowego ptaszka, ćwierkając „ziobać, no… popatś na ptaśka” i namawiała „biedronkę”, żeby wzięła od niej różowego ślimaczka i machała przed nosem „dzidzi”. Weszłyśmy wreszcie, jednak pani doktor nie dopuściła nas do szczepienia, twierdząc, że mała ma podejrzenie zapalenia uszu (i dlatego jest taka rozdrażniona). Trzy godziny (2 godziny 50 minut w aucie i 10 minut u lekarza) i 144 zł (wizyta u laryngologa) później, byliśmy już w domu z naszą zdrową córką i świadomością, że następnego dnia znów idziemy do przychodni.

Punktualnie więc o 11.40 (lekarz przyjmuje od 12.00), zjawiłyśmy się dziś z córką w poczekalni dla dzieci zdrowych. Niedługo po nas przyszła uzależniona, na pierwszy rzut oka, od solarium przedstawicielka handlowa o ujmującym uśmiechu, ubrana w białą koszulę i czarny, przykusy nieco garnitur. Uśmiechnęła się więc uroczo do mojej córki i powiedziała – wcale się nie pieszcząc – „Ale masz czkawkę, skarbie”. Odczekałyśmy swoje, gdy przedstawicielka farmaceutyczna siedziała w gabinecie, w czasie przeznaczonym przez panią doktor dla pacjentów…

Weszłyśmy wreszcie do gabinetu, stokrotka wpadła w histerię na widok pani doktor. Ta stwierdziła „kruszynka chyba mnie nie lubi”, na co przyznałam, że najwidoczniej nie. Pielęgniarka zaszczepiła więc moją rozhisteryzowaną córkę. Już przy wyjściu na korytarz, Lady D. rozpromieniła się nieco. Wyszłyśmy do poczekalni, w której ściskał się już niezły tłumek, dziękując w myśli losowi, że nie było ich tu wcześniej. Mama sześcioletniego chłopca stwierdziła, że ona się tak cieszy, że ma takie stany swojego dziecka za sobą…

Schodząc po schodach wyjściowych, w przewieszonej przez ramię torbie i dźwigając wózek z moim dzieckiem (podjazd dla wózków przy wejściu do przychodni dla dzieci?), zastanawiałam się nad tym, z jaką łatwością zmieniamy punkt widzenia. Wczoraj mama Toli patrzyła na mnie, pełnym politowania wzrokiem, bo jej dziecko było uśmiechnięte, podczas gdy moje darło mordkę. Miesiąc temu ja patrzyłam z politowaniem na inne matki, starszych nieco niemowląt, bo moja córka jeszcze nie kojarzyła tego miejsca z bólem i uśmiechała się słodko. Etapy rozwoju dzieci są jak fala – raz jesteś na szczycie, raz pod wodą. Kolejna lekcja – nigdy nie oceniać innych matek. Nigdy nie wiem przecież dlaczego są wściekłe albo czemu ich dzieci płaczą, ile nocy mają za sobą nieprzespanych i jak często ich dziecko ryczy w ciągu dnia. Kolejna lekcja – pokora.

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o