niedoskonała mama

niedoskonała mama

droga
felieton

Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko…Oczywistości i przynależności

Wcześniej, „przed” wiele było w moim życiu oczywistości. W zasadzie głównie one. I, choć może wspominałam już o tym, w momencie, kiedy moja córka przychodziła na świat, jedna oczywistość za drugą pryskała niczym bańka z mydła. Teraz, „po” niemal nic nie jest oczywiste. Poznaję nie tylko małego człowieka, ale też swojego partnera i samą siebie na nowo. Przyjście na świat dziecka jest jak tsunami, jak wyciek z reaktorów jądrowych i trzęsienie ziemi. Zmienia optykę.

Odbudowujemy nasz świat. Zostały jego podwaliny, ale całą resztę budujemy na nowo. To ciężka, czasochłonna praca, ale oglądanie jej efektów, nawet jeśli to dopiero maleńkie sukcesy, jest największą przyjemnością,  jakiej zdarzyło mi się doświadczyć. Moja przyjaciółka napisała na pierwszym prezencie dla mojej córki dedykację, w której stwierdziła, że oto rozpoczyna się najwspanialsza przygoda naszego życia – to prawda. Ta przygoda jest najpiękniejszą podróżą i odtąd chcę już zawsze być w drodze.

Lubię jej zapach. Jest nie do opisania. Sam w sobie jest ciepły, trochę mleczny, trochę pudrowy. To taki zapach nieco niedefiniowalny, ale przyprawiający mnie o zawrót głowy. Kiedy nachylam się nad moją śpiącą córką, chciałabym zastygnąć tak, wtulona w jej ciałko, uspokojona oddechem, otulona zapachem. (To rzecz niezmienna. Dziś z taką samą błogością wtulam się w śpiącą 3,5-latkę).

Czasem zapominam, że jest taka maleńka. Ma dopiero trzy miesiące, a mnie się zdaje, że już co najmniej dwa lata. Przecież tyle potrafi! Przecież tak różni się od chomiczka, który dołączył do naszej rodziny pewnego mroźnego, zimowego poranka. Kiedy to było…? Czas też przestał być oczywisty. Jest taki troszkę nieistniejący. Czasem nie wiem jaki jest dzień – każdy jest przecież taki sam, każdy jest przecież wyjątkowy. Trochę mi szkoda tych upływających chwil. Moja córcia jest teraz cała moja, a zaraz już będzie chciała się dla siebie. To jedna z niewielu oczywistości. Jako mama chciałabym zatrzymać czas; zamknąć momenty, żeby ich zapach nie wietrzał…

Piątkowe popołudnia, przed weekendem na uczelni, spędzam, jęcząc, że nienawidzę szkoły, że nie pójdę tam więcej, że rzucam studia. Zmieniam zdanie w sobotnie poranki, kiedy idę Krakowskim Przedmieściem, które zaczyna właśnie budzić się do życia. Z kawiarenek płynie nieśpieszna, acz energetyczna, muzyka, kelnerzy wystawiają na zewnątrz stoliki, pierwsi turyści wylegają na chodniki lub rozsiadają się wygodnie w kolejce czu-czu, która mija mnie niczym ruchomy megafon. Weszłam wczoraj na teren uniwersytetu przy akompaniamencie zespołu, ćwiczącego przed wieczornym koncertem. Przeszłam rytmicznym, radosnym krokiem, czując się piękna, młoda, wszechmocna – oto, co daje poczucie przynależności! Studiuję na zacnej uczelni, przychodząc do przepięknego architektonicznie kampusu, czuję się częścią studenckiej braci. Chociaż studenckie życie jest mi zupełnie obce, a na swoim roku nie mam żadnych koleżanek. Jednak indeks uniwersytetu daje mi iluzoryczne poczucie, że jestem elementem czegoś większego.

Najważniejszym, czego jestem integralną częścią, jest moja rodzina. Na co dzień nie myślę o tym, nie zauważam, traktując rzecz jako oczywistą – ale to właśnie przynależność do tego mężczyzny i do tej małej dziewczynki definiuje mnie bardziej niż cokolwiek innego.

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o