niedoskonała mama

niedoskonała mama

kura domowa
felieton

Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko…Macierzyński, wypoczynkowy, a potem co?

Lipiec 2011

W przyszłym tygodniu kończy mi się urlop wypoczynkowy. Po porodzie wykorzystałam 20 tygodni urlopu macierzyńskiego, dwa dodatkowe tygodnie tegoż, przyznawane na żądanie oraz 25 dni urlopu wypoczynkowego (w tym 13 z zeszłego roku). Kiedy nie miałam jeszcze dziecka, wydawało mi się, że kilkanaście nawet tygodni płatnego „wolnego” to bardzo dużo. Życie zrewidowało moje spojrzenie – ten czas to ani dużo, ani wolne. Moja córka ma pół roku. Jest już na tyle duża, że przez kilka minut potrafi usiedzieć, nim upadnie niezgrabnie na bok lub na plecki; jednak przy tym na tyle mała, że nie potrafi jeszcze wyartykułować swoich potrzeb.

Co może ze swoim półrocznym dzieckiem zrobić matka wracająca do pracy? Może je wysłać do żłobka. Odrzućmy na bok stereotyp „przechowalni dzieci”. Przyjmijmy, że żłobek jest miejscem przyjaznym maluchowi, gdzie dziecko socjalizuje się od pierwszych miesięcy życia i uczy pokory (opiekunka nie weźmie na ręce przy pierwszym miauknięciu). Ale zaraz… w mojej gminie, liczącej niemal 25 tyś. mieszkańców, nie ma żłobka! Ponieważ żłobków jest wszędzie za mało, nie mam szans nawet na rozmowę kwalifikacyjną w żłobku spoza mojego rejonu. Druga opcja to żłobek prywatny, ale niewiele drożej mogę wynająć opiekunkę. Jeśli to jednak zrobię, będę zarabiała mniej niż wyniosłaby jej wypłata, więc może lepiej byłoby samej zostać z dzieckiem…

Moja mama pracuje lub mieszka gdzieś daleko, jestem samotną matką, więc nie mam teściowej, ani wsparcia męża w postaci drugiej pensji. Co robię? Siadam i płaczę, zastanawiając się kto mógłby mi pomóc. Od razu przychodzi mi na myśl instytucja, posiadająca placówki w całym kraju, nawet w najmniejszych miejscowościach, szczycąca się doskonałą, wykształconą kadrą i mająca środki, by pomagać lokalnej społeczności – kościół. Ależ głuptas ze mnie – nawet gdybym nie była samotną matką, co z góry czyni mnie wyklętą wedle następców apostolskich, to jeszcze do tego kościół nie bawi się w realną pomoc potrzebującym, a życie poczęte chroni tylko do momentu narodzin. I co ja teraz zrobię?

W przyszłym tygodniu kończy mi się urlop wypoczynkowy i przechodzę na trzyletni urlop wychowawczy. Mam wspaniałego męża, który nie tylko będzie przez ten czas utrzymywał naszą rodzinę, ale też zajmie się dzieckiem, gdy popołudniem będę chciała wyskoczyć na ćwiczenia, czy kawę z koleżanką. Mam kochaną mamę, która po pracy może zawsze podoglądać moją córkę, jeśli muszę wyskoczyć na zakupy. Mam teściową, która jest na emeryturze, ma złote serce i wystarczająco dużo sił, by odciążyć mnie na kilka godzin i co piątek przygarnąć Lady D., byśmy mogli z D. poczuć się jak rodzina bezdzietna. Mam fach w ręku i mogę dorabiać na drobne wydatki, pisząc coś lub robiąc korekty tekstu. Mam luksus, za jaki wiele z Was, moje kochane, w tej właśnie chwili znienawidzi mnie do cna.

Gdyby moje życie ułożyło się inaczej, przeżywałabym właśnie jeden z najgorszych jego momentów. Nie wiem, co bym zrobiła. Wiem, czego na pewno nie mogłabym zrobić – nie siedziałabym teraz spokojnie, gdzieś w lesie, czekając aż D. ułoży naszą córeczkę do snu. Nie myślałabym spokojnie o przyszłości, delektując się cytrynówką z colą. Podziwiam Was, wszystkie harde i dzielne kobiety, które co dzień radzicie sobie same w życiu. Czekam też na dzień, w którym w naszym kraju ktoś zacznie chronić rodziny, bez względu na ich skład, płeć, status prawny, w którym ktoś zacznie troszczyć się o dzieci, które wyrosły ze stadium poczwarki.

Czytałam wczoraj artykuł o Bhutanie – małym, rolniczym państewku gdzieś niedaleko Chin i Indii, w którym telewizja jest od 1999r., a demokracja i parlament od 2008 r. (król wprowadził je z własnej woli); niewielkim kraju, w którym edukacja i służba zdrowia są bezpłatne, każdy (kto nie odziedziczył) dostaje od państwa kawałek ziemi, by być samowystarczalnym, związki są partnerskie, a nowe technologie wykorzystywane bez odcinania się od tradycji. Życzę Wam, kochane Matki, obecne i przyszłe, aby wspaniały, środkowoeuropejski kraj, który wciąż zawistnie zerka na zachód, na chwilę choć odwrócił twarz w stronę wschodu – może jego świeży powiew zmieni powietrze, bo czasem w Polsce zaczyna być po prostu duszno.

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o