Lipiec 2011

Moim jest myśl o utracie najbliższych. Co jakiś czas przychodzi okres, gdy codziennie zasypiam, płacząc. Płaczę ze strachu, z bezsilności. Staram się, ułożona do snu, zapamiętać jak najwięcej z minionego dnia – tak na wszelki wypadek, gdyby miał być ostatnim wspólnym. Bezsensowne, ktoś mógłby rzec. Sama ściągam na siebie kłopoty, dodałby inny. Też tak o tym myślałam; aż do wczoraj, gdy płacząc, opowiedziałam D. o moich lękach. Powiedział, że chciałby, abyśmy porozmawiali o tym, znaleźli przyczynę.

Dziś D. pojechał do domu, a ja siedzę na tarasie – moje leśne zesłanie trwać będzie jeszcze do końca tygodnia. Ostatnie dni urlopu spędzam z teściową i moją córką oczywiście. Siedzę więc na tarasie i zastanawiam się nad moimi koszmarami. Chcę je nazwać, bo nazwane można oswoić.

Wyobrażam więc sobie sytuację, w której tracę moje dziecko. Serce przestaje na chwilę pompować krew, ale opanowuję się i rozmyślam dalej. Tracę moją dziewczynkę, moje szczęście, moje serce… W tym życiu widzę siebie, żyjącą bez serca. Wyobrażam sobie, że nie mam więcej dzieci. Nie chcę żadnego, liczyła się tylko moja słodka Lady D. Żyję, oddając się miłości do mężczyzny, który jako jedyny na świecie dzieli mój ból, moją złość, moje poczucie bezsensu, moją stratę naszego dziecka. Oddaję się pracy, książkom. Żyję pełnią życia i tylko, kiedy zatrzymuję się na chwilę i wstrzymuję oddech, nie słyszę nic – moje serce milczy. Staram się nie dopuszczać do siebie największej zmory – panicznie, chorobliwie wręcz boję się, że stracę również D.

Wyobrażam sobie sytuację, w której tracę mojego mężczyznę. Gardło zaciska się, łzy zamazują na moment obraz, ale opanowuję się i rozmyślam dalej. Jedynym powodem, dla którego chcę żyć jest moja córka. W tym życiu widzę siebie, niemal równie radosną – moja dziewczynka nie może żyć w ciągłej żałobie. Staram się nie być nadopiekuńcza, staram się, żeby moja córeńka otrzymała ode mnie wszystko, co chcieliśmy dać jej razem. Takie życie, w którym nie ma D. boli mnie podwójnie – tracę ukochanego męża, najlepszego przyjaciela, najwspanialszego mężczyznę, człowieka, który jest jak korba, nakręcająca moje życie. Dzięki niemu staję się lepsza, odważniejsza w dążeniu do swoich celów. Bez niego usycham, umieram po trosze każdego dnia, jednak tę codzienną pustkę, zapełnia mi oczekująca mej miłości i radości, dziewczynka. Drugi powód – i tu chyba tkwi sedno wszelkich moich koszmarów – moja córka wychowuje się bez ojca. Jak mogę opowiedzieć dziewczynce, która nie pamięta taty, że był półbogiem niemal i do tego jeszcze kochał ją nad życie; że mówił do niej czule „zuchu” i płakał, gdy łapała przez sen jego palec swoją mikroskopijną rączką? Jak wynagrodzić temu dziecku brak taty? Jak ochronić ją przed wszystkim, co bolało mnie, kiedy straciłam swojego ojca?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której tracę oboje. Nawet moje najgorsze koszmary są za ciasne, by pomieścić taki ból.

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments