niedoskonała mama

niedoskonała mama

IMG_20130615_154040
felieton

Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko…Gdzie wzajemność?

Czerwiec 2011

„To ja cię przez dziewięć miesięcy przeszło w sobie nosiłam, puchłam, tyłam, wreszcie – przeżyłam poród, nieprzespane noce, poświęcam ci swoje życie, a ty co?” Niespełna pięć miesięcy wystarczyło, by moje myślenie weszło na tory tradycyjnego, jeśli nie ortodoksyjnego, macierzyństwa. Lady D. nie widziała mnie przez cały wtorek, przyjechałam do mamy D. wieczorem, żeby być na wszelki wypadek, gdyby córeczka przestraszyła się w nocy, że nie jest w swoim pokoiku.

W środowy poranek moja teściowa weszła ze swoją ukochaną wnusią w ramionach, by mnie obudzić. Myślałam, że moje dziecko ucieszy się, oczy jej rozbłysną, a z ust dobędzie się gardłowy chichot. A ona… spojrzała na mnie przelotnie, a potem wlepiła ślepia w babcię i uśmiechnęła się do niej. Ignorowała mnie zresztą przez pół dnia. A ja?

Idiotyczne, ale wściekałam się i popłakiwałam. Odkrycie kolejnej sfery macierzyństwa zabolało mnie bardziej, niż mogłabym przypuszczać. Dostajemy od swoich rodziców bezgraniczną miłość, pełną akceptację i poczucie bezpieczeństwa; zainteresowanie, które nas z czasem coraz bardziej irytuje, później obiadki na wynos i ich rosnącą potrzebę, byśmy interesowali się co u nich. Co dajemy w zamian?

Niewiele, choć zdaje nam się, że aż za dużo. Przecież kochamy, przecież dzwonimy co drugi – trzeci dzień, przecież opowiadamy co słychać, przecież pytamy jak zdrowie, przecież raz czy dwa w miesiącu wpadamy na obiad, pozwalamy go sobie podać i jemy, wpatrzeni w telewizor.

A potem sami zostajemy rodzicami… I nagle chcemy dawać. Wszystko co mamy albo i więcej. I niby nie chcemy nic w zamian. I przychodzi moment, że doznajemy olśnienia – oto rozumiemy własnych rodziców. Wreszcie oddajemy to uczucie, którym nas obdarzyli – własnemu dziecku. Moja córka też odda wszystko, co od nas otrzymuje, tyle że nie nam. Trochę to bolesne, jednak takie naturalne. Z pewną przesadą stwierdzam, że rodzicielstwo jest taką trochę nieodwzajemnioną miłością – może dzięki temu tak czystą i piękną?

Dziś, 15 września 2014r., obudziłam się w nocy, płacząc. Śniło mi się, że straciłam moją córkę. Właściwie traciłam ją we śnie wiele razy – teraz malutką, potem nastolatkę, wreszcie – dorosłą. Nawiedziły mnie koszmary o wypadkach, o stracie, o śmierci. Obudziłam się i płakałam, dławiłam głośny szloch, by nie zbudzić D., a policzek mokry był od łez, spływających po nim rwącym strumykiem.

Nigdy nie chcę stracić córki, nie chcę, żebyśmy się rozdzielali – D., nasza córka i ja. I wtedy skurczyłam się w bólu, bo zrozumiałam, że to i tak się wydarzy. Przyjdzie dzień, w którym się rozdzielimy, w którym jedno z nas umrze. Mając do dyspozycji tylko jedno życzenie, pomyślałam, że chcę, aby to Lady D. żegnała nas, nigdy odwrotnie. Rozwaliła mnie ta myśl, całkiem logiczna zresztą. To i tak się wydarzy… ale jak to? Przecież jesteśmy na szczycie życia!

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments