niedoskonała mama

niedoskonała mama

z głową w chmurach
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Z głową w chmurach

Lipiec 2011

Od miesięcy przygotowywałam niespodziankę na urodziny D. O świcie zerwaliśmy się z łóżka, by dotrzeć po 7 rano na lotnisko. Wybraliśmy się do Krakowa, podczas gdy nasza córka została z moją dzielną teściową. Wycieczka to niedługa, bo ledwie dwudniowa, jednak dwa dni sami w innym mieście – przygoda nie byle jaka!

Podekscytowani wsiedliśmy do samolotu i zajęliśmy miejsca, by niedługo potem wbić się w przestworza. Krótki, bo raptem czterdziestominutowy lot, przepłakałam. Byłam tak daleko od mojego dziecka! Czego jak czego, ale tego się naprawdę nie spodziewałam. Nie żebym obawiała się o moją córcię – jestem o nią spokojna, gdy zostaje pod opieką babci. Nie żebym tęskniła, bo cieszyłam się, że od niej chwilę odpoczniemy. Po prostu – rozłąka, wyolbrzymiona może przez fakt, że znajdowałam się gdzieś w chmurach, stała się dla mnie nagle dotkliwsza, niż mogłabym przypuszczać.

Jakoś tak się stało, sama nie wiem kiedy, w tak zwanym międzyczasie chyba, że moja córka wrosła we mnie mocno i boleśnie. Już kiedyś przecież była we mnie, fizycznie, mieszkała sobie w moim łonie. Kiedy tylko wydałam ją na świat, zaczęła jednak wrastać na nowo, psychicznie, emocjonalnie. Miłość do dziecka, o którą nie podejrzewałabym się jeszcze niedawno, jest jednak uczuciem tak intensywnym, że niemal fizycznie bolesnym.

Bawiliśmy się w ciągu tych dwóch dni wspaniale, jednak temat naszej córki powracał wielokrotnie, a każde dziecko powodowało nasze szczere zainteresowanie i entuzjazm. Pytaliśmy matek w jakim wieku są ich dzieci i komentowaliśmy później „No no, to już za sześć miesięcy nasza mała będzie taka” albo „Niesamowite, już za osiem miesięcy będzie tak tuptać”. Nasze dziecko stało się częścią nas, niemniej ważną i kochaną niż my dla siebie wzajemnie, czy sami dla siebie. Wspaniałe, jak taki mały człowiek może zajmować tak wielkie miejsce. Kocham moją córkę do szaleństwa.

A teraz coś z zupełnie innej beczki (lubicie Monty Pythona?). Czytając czyjegoś bloga, nie znając osobiście jego autora, poznajemy go w sposób dość specyficzny, wolny od wszelkich uwarunkowań wynikających z naszych relacji z tą osobą. Kiedy jednak czytamy kogoś znajomego, często tworzy się niejaki dysonans między wiedzą, którą już o tym kimś posiadamy a tym, co czytamy. Jeśli autor jest tylko moim znajomym, podchodzę do informacji o nim z zaciekawieniem, jakbym przez dziurkę od klucza podglądała jego życie. Nie neguję, a jedynie myślę „Och, nie przypuszczałam” lub „A to ci!”. Kiedy jednak przed moimi oczami znajduje się tekst kogoś bliskiego, od razu przyjmuję go z konkretnej perspektywy.

Dziś czytałam bloga mojej przyjaciółki, którą znam odkąd pamiętam. Złapałam się na tym, że podchodzę do jej przemyśleń krytycznie, że od razu neguję, momentalnie oceniam. Dlaczego? Przecież czytam jej bloga, by poznać ją lepiej, a nie odnosić do tego, co już wiem, sądząc poniekąd, że wiem lepiej. Wchodzę więc ponownie pod wskazany adres, już nie panosząc się w jego wnętrzu, lecz ciekawie zerkając na prawo i lewo, zwiedzając świat, który mogę poznawać, bo ktoś obdarzył mnie na tyle dużym zaufaniem, by mnie do niego zaprosić. Więc już nie węszę, nie zaglądam pod kanapę, gdy gospodarz nie patrzy, szukając kurzu. Teraz siadam spokojnie na kanapie, rozglądam się, wdycham nowe zapachy, poznaję. Odkrywam nową perspektywę, z której drugi człowiek staje się jeszcze ciekawszy, w nowy sposób wartościowy; z której tak dobrze znany mi głos, opowiada nową historię.

Na nowo też poznawałam dziś moją matkę. Nie wiem czy już przytaczałam przeczytaną gdzieś anegdotę – pewnie tak – lecz powtórzę, bo zapadła we mnie głęboko. Facet stoi nad grobem jakiejś kobiety. Ktoś podchodzi, pyta „Znał ją pan?”, ten odpowiada „Nie bardzo. Była moją matką”. W pierwszym momencie historia może bawić, w drugim jednak chciałoby się z zadumą pokiwać głową. Ja też nie znam za bardzo swojej mamy, choć jako jej dziecku zdaje mi się, że wiem o niej wszystko. Dziś jednak usiadłam z nią wieczorem przy herbacie i rozmawiałam ciekawa jej, jakbym poznawała obcą kobietę. I to kobieta naprawdę interesująca, jeśli tylko odrzucę myślenie, że wiem lepiej…

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments