niedoskonała mama

niedoskonała mama

narodziny-dziecka
felieton

Pierwsze „narodziny” mojego dziecka – felieton Doroty Lipińskiej

Lipiec 2010

W 13 tygodniu ciąży zjawiliśmy się na USG. Ja cię kręcę! Niesamowite! Od kilku dni chodziłam zestresowana – że dziecko okaże się martwe, chore lub nieobecne. A ono jest! Ale jak jest! Ma wszystko – ręce, nogi, głowę, palce, mózg, pęcherz i żołądek nawet. Szokujące. Jego serce bije. Szybciutko, jak mały dzwoneczek, jak skrzydła koliberka.

Ale dobrze, do sedna – nie wierzę, że To siedzi w moim brzuchu. Nie wierzę i już. Prędzej uwierzę, że pan doktor Go tam w skrzynce miał albo taki film miał na DVD aniżeli, że On jest w moim brzuchu. Ale przyznam się bez bicia – aż zemdliło mnie od własnej mej słodyczy, kiedy to, oglądając USG (bez okularów, nadal w 2D), wypiszczałam „Toż to najpiękniejsze dziecko na świecie!”.

Z dumą wchodzę w drugi trymestr, w pierwszym pozostawiając nieświadome niczego kobiety (jak gdyby to setki lat świetlnych minęły albo jakbym teraz niby taka uświadomiona się stała, ech). I jak tu jest? Syfy jak miałam, tak mam, a jeszcze do tego lekarz powiedział, że może po porodzie znikną. Mdli mnie nadal – żyć, nie umierać! Faktycznie, w tym czwartym miesiącu góry mogę przenosić! Ale zdaje się tylko góry bułek z szynką, które stały się moją nową pasją i obsesją ;)

Kilka dni później miały miejsce pierwsze „narodziny” mojego dziecka. Nie dalej jak dwa dni temu opisywałam swoją miłość do niego jako uczucie do świnki morskiej – nieco to rozczulające, całkiem urocze, ale bardziej było dla mnie maskotką, niż człowiekiem. Przede wszystkim w moim umyśle funkcjonowało pod nomenklaturą raczej „ciąży”, niż „dziecka”.

Rozchorowałam się na zapalenie ucha. Boli tak potwornie, że przedostatnią noc przepłakałam zamiast spać. Od wczoraj biorę antybiotyk, paracetamol w dość dużych dawkach, do tego doszła jeszcze gorączka. Wszystko to, połączone ze zmęczeniem i osłabieniem sprawiło, że wczoraj popołudniu leżałam przykryta zimnymi okładami i płakałam z bezsilności i strachu – nagle obudziła się we mnie obawa, że coś może stać się mojemu dziecku.

Kiedyś wyczytałam gdzieś, że gorączka może zabić płód. I płakałam wczoraj ze strachu, że stracę moje dziecko. Nagle narodziło się. W moim umyśle, w moim sercu przestałam być po prostu w ciąży, a zaczęłam być matką. Przekroczyłam jakiś nowy próg samoświadomości i mam poczucie, że wydarzyło się coś bardzo istotnego.

Moje dziecko narodziło. Może jeszcze nie dla świata. Na razie dla mnie, swojej matki.

Dorota Lipińska

Comments

comments