niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Oko w oko z dziką wilczycą – moją intuicją

Dzień 3, w którym budzi się…

Nie chcę tak żyć! Nie chcę żyć cudzymi celami ani być środkiem do ich realizacji. Mam własne cele, na tyle ważne i bezapelacyjnie, bezwzględnie potrzebne bym mogła oddychać, że CZAS JUŻ PORZUCIĆ CUDZE CELE, wyobrażenia innych na mój temat i wszelkie działania, które odciągają mnie od realizacji celów własnych. Bezapelacyjnie, bezwzględnie niezbędnych by żyć!

Wegetacja mnie nie interesuje. Porzucam nieswoje ścieżki i idę wreszcie w kierunku swojej własnej drogi, która rysuje się na horyzoncie od bardzo dawna, a którą ciągle spychałam w przepaść, sądząc, że inne ścieżki być może mnie do niej przybliżą, a może dadzą mi co innego. To już nie ważne! TERAZ WAŻNA JEST MOJA WŁASNA DROGA I SIĘGANIE PO MOJE CELE I MARZENIA!!!

Jeśli z kimś mi będzie po drodze, możemy iść razem kawałek, a może nawet połowę drogi, ale NIE PODPORZĄDKUJĘ SWOICH CELÓW CELOM INNYCH LUDZI! Tak już nie będzie. To może być tylko współdziałanie i obopólna interakcja. Nie może ona jednak polegać na zawieszaniu moich celów, bo cudze są ważniejsze. NIE!!!

Może też jest/było tak, że bałam się własnych celów, ich ogromu i rozmachu? Że mnie on przerastał i powodował, że czułam się przy nich taka malutka? Tak mogło być. Muszę jednak porzucić te lęki, obawy, że nie wszystko będzie od razu perfekcyjne, że potknę się nie raz na tej drodze i nie raz zaryję zębami w ziemię, że może będę musiała krążyć, zawracać i próbować od nowa, zanim odnajdę SWOJĄ DROGĘ. Muszę to zrobić dla siebie samej.

Wiem, że jestem ważna na równi z moimi celami, że jestem JA i MOJE CELE, a nie odwrotnie. Ale wiem też, że jeśli nie dam im poprowadzić, jeśli nie wysforują się na czoło, to będę tylko kręcić się w kółko!

Po raz kolejny INTUICJA dochodzi do głosu, zaczyna wyć i nieustanny, dudniący w żyłach skowyt dzikiej wilczycy daje o sobie znać! NARESZCIE!!! Budzi się Dzika Kobieta[1], powstaje na nowo, powraca. Jak to dobrze :-). Już myślałam, że nasze ostatnie spotkanie zatarło się w mojej pamięci, a tymczasem pamiętam wszystko doskonale: każde słowo, każde spojrzenie, każdy gest, kiedy stanęłam oko w oko ze swoją dziką wilczycą, z dziką naturą – Z MOJĄ INTUICJĄ.

I tak jak czułam wtedy, kiedy spotkałyśmy się po raz pierwszy – jej nie da się zapomnieć ani zepchnąć zbyt głęboko w niebyt. Ona powróci ze zdwojoną siłą, wtargnie, jak burza w wydawałoby się poukładane życie i przestawi je na właściwe tory. Każdy kto raz doświadczył takiego działania jest już objęty jej ochroną.

Oczywiście długo można się oszukiwać i zagłuszać jej głos, ale on tętni wyraźnie, dudni we krwi i domaga się stania słyszalnym, zauważalnym TROPICIELEM MARZEŃ, PRAGNIEŃ, NASZEGO WŁASNEGO GŁOSU. Wiem, że towarzyszył mi cały czas, nawet w chwilach, kiedy chciałam by zamilkł, by przestał przeszkadzać mi realizować cudze cele – był obecny, tętnił, przycichał, ale nie zamierał. I nie zostawił mnie już samej!

MÓJ GŁOS, MOJA DZIKA NATURA, DZIKA KOBIETA… znów budzi się z letargu, w który kazałam jej zapaść, a może tylko łudziłam się, że mogę cokolwiek jej kazać?księżyc

JAK DOBRZE, ŻE JEST, ŻE ZNÓW DOCHODZI DO GŁOSU!


[1]  Biegnąca z wilkami, Clarissa Pinkola Estés.

http://wsercugorzlotych.wordpress.com/

Comments

comments