niedoskonała mama

niedoskonała mama

Freelance

Oferta nie do odrzucenia…?

Oto kawa napełniła mój organizm zupełnie nową jakością i energią. Nie mogę narzekać- to już druga doba bez nocnych dartoryjców i nienasyconych przytulaczy. Spoglądam na ich zdjęcie sprzed miesiąca, jacyś mniejsi, dziecinniejsi. Założę się, że gdy dzis wieczorem będę tulić stęsknione, a może urażone ciałka znów mnie czymś zaskoczą, rozłożą na łopatki nowym tekstem i bujniejszą czupryną.

Zabawne, że gdy pogodzimy się wreszcie z losem, przestajemy szarpać i miotać, spada na nas cierpliwość, pokora i zen świat zewnętrzny szaleje, oferty pracy same spływają w nasze ręce, a spotkana koleżanka wygląda jakby wróciła z tygodniowego pobytu w SPA. „Co u Ciebie, wyglądasz jak młody Bóg”? „Marta- cud nad Wisłą, dostałam pół etatu w korporacji, chodzę piję kawkę, ale oni tam mają ekspresy, stukam w kompa, żyć nie umierać”. Ponieważ własnie podążaliśmy z mężem na lody dostał kuksańca w bok „ach to korporacyjne życie, co? Relaks, spokój, wciągające projekty… Ty to wiesz o czym mówię”. Czy muszę dodawać, że koleżanka jest mamą? Schudła chyba z 10 kilo w miesiąc, zamiast worów pod oczami miała pięknie podkreślone oko i po kilku latach znajomości dotarło do mnie, że są piwne i zmieniają się jak w kalejdoskopie, bo ona się uśmiecha, jest szczęśliwa. „Wiesz Marta, mam dla ciebie propozycję, miałam być na sprzedaży mieszkań w Emmersonie, 1600 brutto, chodzisz na trzy godzinki, odbierasz telefony, a jak złapiesz klienta prowizyjka, że ho ho, to jak polecić cię?”.

Czy to okrutny żart? Drwina losu? Emmerson, trzy godzinki, Warszawa, konieczność bycia tu na miejscu, telefony od klientów w środku bitwy z dartoryjcem albo co gorsza stosunku. Kawa, cisza, korporacyjny spokój. Wieś, soczysta śliwka z drzewa, dzieci tuptające po przestronnym domu, zadowolona Babcia i ja mająca zagon bio za darmo tylko do swojej dyspozycji, zdrowe papki, kaszki, świeże powietrze. Wizytacja w stolicy raz na jakiś czas celem odwiedzenia kawalera. Nie, nie i jeszcze raz nie! Teraz jest mój czas na bycie mamą, copywriterką i blogerką, a na korporacyjne sukcesy też może przyjdzie jeszcze pora. I nie będzie to kiblowanie w biurze, odbieranie telefonów nawet za najatrakcyjniejszą stawkę. Tylko pisanie, wymyślanie haseł reklamowych, ewentualnie przewodzenie małym kombatantom…

Ja rozumiem, zdolność kredytowa, składki emerytalne i elastyczna oferta pracy piechotą nie chodzi. Ale ja nie mogę robić czegoś, bo robić… „Zapytaj siebie, co robiłbyś nawet, gdyby nikt Ci za to nigdy nie miał zapłacić. To wskazówka, która pokaże Ci czym powinieneś się zajmować, oczywiście wciąż szukając sposobu na zarobienie na tym.” Joe Vitale, amerykański copywriter.

„Marta, ty jesteś chyba jakaś nienormalna, od miesięcy gadasz, że chcesz iść do pracy, a gdy trafia się intratna propozycja bez zastanowienia machasz na nią ręką?”. „Wiesz ile ja miałam takich propozycji- intratnych jak byliśmy razem? Od innych facetów? A jednak jestem tu, nie w Irlandii… więc się ciesz!”

Marta Szyszko

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o