„Wiele osób obawia się, że bycie dla siebie dobrym i kochającym jest niewłaściwe. Może się to kojarzyć z nadmiernym skupieniem na sobie, zadufaniem, lenistwem. ” Malwina Huńczak

Wiele osób myli nieufność, lęk przed bliskością z niezależnością i byciem silnym, a dawanie sobie prawa do uczuć z użalaniem się nad sobą. Jak odróżnić zdrową troskę o siebie od użalania się nad sobą?

„Użalanie się nad sobą to zanurzanie się w swoim cierpieniu i długotrwałe w nim pozostawanie. Współczucie wobec siebie to jedynie zauważanie swoich stanów emocjonalnych, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.” Malwina Huńczak

Samotność i tłumienie negatywnych emocji nie świadczą o sile. Potrzeba odwagi, by otworzyć się przed drugim człowiekiem i by stworzyć sobie przestrzeń do przeżywania emocji. Siła to nie epatowanie pozytywnymi emocjami 24 godziny na dobę, to nie postawa, w której nic cię nie rusza i wszystko po tobie spływa, bo i tak nikogo nie potrzebujesz. Siła to zbliżanie się do innych, mimo ryzyka odrzucenia. To przeżywanie swoich emocji otwarcie, mimo ryzyka wystawienia się na śmieszność.

„Lepsze funkcjonowanie nie jest jednak wynikiem tłumienia czy wypierania niechcianych emocji. Nie polega też na sztywnym i nienaturalnym zastępowaniu emocji negatywnych emocjami pozytywnymi. (…) W rzeczywistości tłumienie niechcianych myśli i emocji jedynie je wzmacnia. (…) Bardzo dużo energii tracimy wówczas na „trzymanie” tych myśli i emocji, których chcielibyśmy się pozbyć. Chodzi o to, że emocji nie da się w prosty sposób unieważnić. Współczucie oznacza przyzwolenie sobie na ich odczuwanie, co w jakimś stopniu skutkuje ulgą i akceptacją, które uwalniają „trzymane” emocje, stwarzając przestrzeń dla powstania emocji pozytywnych. (…) uczucia pozytywne generowane są samoistnie jako rezultat stawiania czoła negatywnym wydarzeniom.” Malwina Huńczak

Przyjmowanie roli ofiary odgradza cię od szczęścia, ponieważ nie zmieniasz tego, co nieprawidłowo funkcjonuje, ale biernie się na to godzisz w poczuciu, że nie masz innego wyjścia. Czujesz się bezradna i sparaliżowana.

„Ofiara nie wierzy w swoją zdolność do rozwiązywania problemów. Jest zależna od innych, słaba i bezradna. Obwinia innych o swoje kłopoty, jest bierna i pozbawiona wpływu na własne życie.” Malwina Huńczak

Tym, co naprawdę pozbawia nas wpływu na własne życie, jest robienie i myślenie tego samego, choć chcemy, by coś się zmieniło.

DSC_0091

Odkąd zrozumiałam, że nie ma magicznej różdżki, od której zależą moje rezultaty, że wszystko co mam, zależy od mojego działania i podchodzę realistycznie do swoich możliwości, czuję z jednej strony ogromną odpowiedzialność, z drugiej przebieram nogami, żeby robić, robić, robić. Jednocześnie wiem, jak bezradny jest człowiek, gdy czuje się zbyt zmęczony, by działać. Dlatego daję sobie prawo do odpoczynku. Mam do siebie coraz więcej zaufania i zostawiam coraz szerszy margines na błędy. Nie boję się ich, bo wiem, że nawet, gdy się zadzieją, będę umiała je naprawić.

„Kwestie dotyczące wartości i poczucia sensu są aktualne szczególnie w dobie nadmiernego poświęcania się pracy, pośpiechu, braku odpoczynku, pogoni za sukcesem i nieumiejętnością cieszenia się z jego osiągnięcia. Z drugiej strony istnieje źle rozumiana psychologia pozytywna, z dominującym przekazem, mówiącym o tym, że „możesz być, kim tylko zechcesz. (…) Istnieje zatem potrzeba bardziej (…) realistycznego ujmowania doświadczeń ludzi.” Malwina Huńczak

Często ulegamy złudzeniu, że możemy zmienić swoje życie za pstryknięciem palcami, a gdy przyglądamy się osobom, które tego dokonały, okazuje się, że potrzebowały lat. Brak natychmiastowych efektów nie jest więc kwestią naszej niekompetencji, ale sygnałem i informacją zwrotną o tym, co realne. Nawet jeśli czegoś nie możesz już dziś się pozbyć, nie oznacza to, że nigdy nie będzie to możliwe. Po prostu JESZCZE nie jest.

Każda zmiana, nawet ta na lepsze, może powodować opór, każda wymaga wypracowania nowych nawyków, zjawiania się w nowych miejscach, robienia pewnych rzeczy inaczej, dlatego czasem zwlekamy, mimo że jesteśmy gotowi na nowe.

„Kiedy zmieniają się okoliczności zewnętrzne, na korzyść albo niekorzyść, musimy się do tego przystosować. (…) Ona będzie coraz więcej siedziała w domu i coraz bardziej obawiała się robić jakieś rzeczy na zewnątrz. (…) będzie spędzać cały czas na smażeniu konfitur i lepieniu bałwana z dziećmi. Jakaś jej część chce robić rzeczy bardziej dorosłe, ale ma coraz mniej pewności siebie, żeby przynajmniej spróbować.” Skynner, J. Cleese

Wiem, że nie będę żyć wiecznie. Coraz mniej we mnie zgody na zajmowanie się tym, co nie jest ważne. Chcę spędzić swoje życie na czymś znaczącym. Kiedy dostaję wiadomość od Czytelniczki, która czyta każdy mój wpis (pozdrawiam Cię), która dzieli się swoją historią, czuję, że rosną mi skrzydła. Czuję, że nie ma sensu dłużej pisać tylko z myślą o zarabianiu, ale oddać się temu, co mnie interesuje i co wnosi wartość w życie innych. Temu, co najlepiej rozumiem, bo sama to przeżyłam, co ma potencjał, by pomóc innym, bo pomogło mi. Wtedy czuję, że moja praca to już nie sztuka dla sztuki, wymiana czasu za pieniądze, ale robienie prawdziwej różnicy w życiu innych, póki moje jeszcze trwa. Gotowanie zupy i staranie się dla mojej rodziny nie wystarczy. Dlatego nie mam oporów, by zaniedbać kobiece powinności i w tym czasie nadać znaczenie swoim minutom i czyjemuś życiu. Wtedy czuję się spełniona. Chcę, żeby światu było szkoda mnie na gotowanie zupy. Żeby ktoś powiedział, jak to dobrze, że dziś kupiła pierogi.

DSC_0095

 

Marta Szyszko

cytaty z książki:

zaakceptuj-siebie-o-sile-samowspolczucia

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments