Zapraszam na drugą część wywiadu z Basią Bielanik, autorką projektu Szkoły Mocy, która opowie, co robić, jeśli dziecko nie sprząta zabawek i co kryje się za agresją dziecka bijącego kolegę w przedszkolu.

Co, jeśli to rodzic jest już tak sfrustrowany, że ma na końcu języka, że nienawidzi swoje dziecko? Na przykład dziecko mówi: „Nienawidzę cię!”, a rodzic ma na końcu języka: „Ja też cię nienawidzę!”, co to oznacza, jak z tego wybrnąć?

Ja zakładam, że rodzic w tym momencie może tak czuć. Może to powiedzieć, ale nie do dziecka. Może zadzwonić do przyjaciółki lub powiedzieć do partnera: „Słuchaj, ja dostaję szału, czuję, że zaczynam nienawidzić swojego syna.” Może zadzwonić do mnie, ale nie może tego mówić do dziecka. Pamiętajmy o jednym, kiedy spotyka się dziecko czy nastolatek z dorosłym, to odpowiedzialność za relację przejmuje dorosły. Gdybyśmy spojrzeli na mikrobiologię, odpowiedzialność przejmuje ten, kto ma wykształcone płaty przedczołowe i korę mózgową, ma już takie kompetencje, żeby panować nad emocjami. Nastolatek i dziecko tego nie potrafią, nie oczekujmy, że to on weźmie odpowiedzialność za naszą relację. Możemy tak czuć, ale nie możemy tego do dziecka powiedzieć.

A jak reagować na kłótnie rodzeństwa, które mówi: „to on zaczął”, „to było moje”. Szybko wszystko się skupia wokół tego, kto jest winny. Ja wybrnąć z takiej kłótni sprawiedliwie i skupić się na rozwiązaniach , a nie na przerzucaniu winą?

Uśmiecham się pod nosem, dlatego, że to był mój ogromny problem, ja mam dwie córy, młodsza ma 6 i pół, starsza 12, mimo że jest to spora różnica wieku, to one się przez parę lat strasznie kłóciły. Ja, z kolei, organicznie i z natury nienawidzę stawać po czyjejś stronie, nie chcę być sędzią, po prostu nie lubię tego robić. Powiedziałam to szczerze moim dziewczynkom, że ja nie potrafię stawać pomiędzy nimi, nie potrafię się opowiadać po żadnej ze stron. One mi powiedziały: „Mamo, nam to jest niepotrzebne, jak my się kłócimy, to nam nie chodzi o to, żebyś ty nas rozdzielała. Zaufaj, że my sobie poradzimy.”

To było jak obuchem w głowę dla mnie. Nam rodzicom się wydaje, że ta relacja to jest nasza strefa wpływu, że jesteśmy za to odpowiedzialni, a być może to jest tak, jak młode wilczki, czy szczeniaki, które muszą się trochę pokłócić, pobaraszkować, po prostu ćwicząc życie. Co ja robię, jeżeli widzę, że jest jakaś eskalacja kłótni i jest mi z tym źle, to pytam: „Dziewczyny, poradzicie sobie czy potrzebujecie pomocy?” 99% to jest: „Mamo, nie wtrącaj się, poradzimy sobie.” One trenują, one się uczą.

Natomiast, kiedy widzę, że sobie nie radzą lub to one proszą o pomoc, to stosuję takie proste zabiegi z mediacji. Przybiega do mnie młodsza: „Mamo, a ona mi zabrała kredkę”, „Aha, a ty nie chcesz, żeby ci zabierała?”, „No nie chcę!”, „To powiedz”, „Natalia, ja nie chcę, żebyś ty mi zabierała kredkę!”, „No dobra…”

Krótko mówiąc, oddajemy władzę dzieciom w tym zakresie, ewentualnie uczymy je, jak stosować takie mediacje: „Ja nie chcę…”, „Ja chcę…” Dzieciom to przecież wychodzi najlepiej. Po pierwsze, zastanówmy się, na ile mamy wpływ i na ile to jest pomoc, że się wtrącamy, a na ile dzieci poradzą sobie same i to może być wychowawcze, fajny trening do życia w społeczeństwie.

Co zrobić w sytuacji, gdy dziecko jest w przedszkolu, a inne dziecko je regularnie bije. Nie chodzi o jednorazowe sytuacje, ale o to, że dziecko upatrzyło sobie inne i regularnie się na nim wyżywa. Słyszałam opinie rodziców, którzy nie chcą wychować dziecka, które pozwala sobą pomiatać, że radzą swoim dzieciom: „Jeśli ktoś cię uderzy, to mu oddaj, a jeśli pani zwróci wam uwagę, to powiedz: „on mnie uderzył, a ja mu oddałem.” Jak w duchu porozumienia bez przemocy to rozwiązać, by dziecko nie było ofiarą, a jednocześnie, żeby coś się zmieniło i żeby nie stosować przemocy, żeby to nie było oko za oko?

Dokładnie, żeby to nie poszło w tym kierunku. Osadziłaś ten przykład w przedszkolu. Dzieci w wieku 3-6 lat są mało kompetentne, żeby poradzić sobie w takiej sytuacji. Kiedy dziecko jest notorycznie bite przez jakieś inne dziecko, to tu dorosły powinien wkroczyć. Powiem szczerze, znam taką sytuację z własnego podwórka, że doszło do sprawdzenia (to się dzieje w szkole podstawowej) monitoringu, z którego wynika jasno, co się dzieje. Okazuje się, że faktycznie jedno dziecko bije drugie, ale to, które jest bite, zaczepia słownie. Widać, że jakiś komunikat idzie i za tym idą ciosy z drugiej strony.

Porozumienie bez przemocy patrzy na fakty, a nie na nasze przekonania. Po pierwsze, sprawdźmy, co tak naprawdę dzieje się pod spodem. To rzadko jest tak, że ktoś sobie stoi, a drugi podbiega i wali go w głowę. Tam jest jakaś interakcja między tymi dziećmi. Jedno zachowuje się jak ofiara, drugie jest katem. Tutaj powinien interweniować wychowawca, który jest odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa.

Jeżeli pytasz o porozumienie bez przemocy, to mój komentarz powinien się tu skończyć, ale powiem szczerze z serca, nie da się wszystkich sytuacji życiowych porozumieniem bez przemocy wyjaśnić. Dlatego, że to nie jest metoda wychowawcza, więc nie ma wszystkich odpowiedzi. Gdyby moje dziecko było bite i powiedziało: „On mnie uderzył, a ja mu oddałem”, to dla mnie to jest ok.

Mówisz o sytuacji, w której monitoring wskazywał, że to bite dziecko zaczepiało to drugie, a co w sytuacji (z mojego podwórka), gdy jest bite jedno dziecko, a gdy nie pojawia się ono w przedszkolu, wtedy w zastępstwie, bite są inne dzieci? I to nie jest tak, że ktoś tego bijącego prowokuje, tylko on ma taką potrzebę, żeby komuś dowalić?

Tu jest rola wychowawców, trzeba to dziecko jakoś katalizować, bo jeśli ono ma taką potrzebę, zacznijmy od tego, że potrzeba bicia, to nie jest potrzeba, pytanie, co tam jest prawdziwą potrzebą… Czy jest potrzeba jakiejś ekspresji, czy jest potrzeba ruchu, interakcji, może czasami, słuchaj, pod tym biciem, kryje się potrzeba kontaktu. To dziecko nie ma lepszego pomysłu na to, jak nawiązać jakąkolwiek relację z rówieśnikami. Jak trzaśnie, to coś się dzieje. Albo potrzeba uwagi ze strony dorosłych. Tam może stać wiele rzeczy za tym, ale to opiekun, wychowawca jest odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa. Kropka.

No niby jest, ale w praktyce to wygląda bardzo różnie, że jest tyle tych dzieci, że mówi: „Nie wolno, nie wolno…”, ale to i tak nic nie zmienia.

Samo „nie wolno” nic nie zmienia, bo nie zastanawiamy się, czy temu dziecku chodzi o kontakt, o uwagę, o interakcję, czy tam są problemy z wyładowaniem emocji, czy nadmierną pobudliwością. Jeżeli nie dojdziemy do tego, skąd to się bierze, to mówienie: „nie wolno” nic nie zmieni.

Czyli odkryć potrzebę i ją zaspokoić i wtedy to się skończy.

Dokładnie, a one mogą być różne. To, że dziecko jest agresywne, to jest łatka, ocena, nie zaglądamy, co stoi za tym dzieckiem. I tak to będzie trwać w nieskończoność. Mała szansa, że to się zmieni, jeśli nie zajrzymy pod spód.

Co zrobić, kiedy dziecko w wieku przedszkolnym, które powinno sprzątać swoje zabawki, bo jest już duże i potrafi, nie chce tego robić?

Uwielbiam takie pytania, bo ja zawsze odpowiadam, a co zrobić, gdy mój mąż w wieku lat 40 ma bałagan w garażu, albo co zrobić, gdy ktoś ukradkiem zajrzy na moją półkę z kosmetykami w łazience i nie jest w stanie niczego tam znaleźć?

Nie oceniajmy dziecka po wieku, że już powinno coś zrobić. Jest dużo pomysłów na to, jak wzbudzić w dziecku taką naturalną chęć, by sprzątało.

Ja mam dwie córy i one są zupełnie różne pod tym względem. Jedna wszystko ma w kosteczkę, gdy otworzysz jej szafę, druga robi generalne porządki i po dwóch chwilach już nie jest w stanie niczego znaleźć. Ta młodsza ma porządek, żeby było śmieszniej.

Ja to uwalniam od wieku, bo to nie w wieku, ale w jakichś naturalnych predyspozycjach i potrzebach tkwi clue. U mnie to bywa tak, że jeżeli ta młodsza, która jest pedantką, nie ma ochoty sprzątać wieczorem, to mówimy, to tylko robimy bezpieczne przejście, żeby od łóżka do drzwi dało się przejść.

Basia Bielanik 171 q

Jest to jakiś sposób, może trzeba zaakceptować ten bałagan, no nie wiem…

Trenerki, z którymi współpracowałam, mówiły, że to nie jest tak, że jeśli dziecko w wieku 2, 7 czy 11 lat nie nauczy się sprzątać, to nigdy nie będzie umiało. Może być tak, że pojawią się koleżanki, które przychodzą i spojrzą krzywym okiem na bałagan i dziecko po prostu kliknie, i nawet zacznie sprzątać.

Czyli musi mieć motywację, są koleżanki, jest poczucie wstydu, chęć zaprezentowania się fajnie.

Znam też dzieci, których to nie wzrusza, że przychodzą koleżanki, no i teraz czekamy dalej, może trzeba na chłopaka poczekać.

[Śmiech]

Spójrzmy na siebie, tak z ręką na sercu powiedzmy, że my utrzymujemy porządek, w każdym miejscu jest super czysto, może takie dziecko potrzebuje jeszcze pomocy w sprzątaniu.

Bardzo skuteczne u mnie jest, kiedy rozdzielamy sobie zadania: „Ja ci posprzątam papierki z podłogi, a co ty będziesz sprzątać?”, „No to ja Pet Shopy wrzucę do skrzynki” i już dwie rzeczy mały załatwione.

Nie mówimy: „To ty weź Pet Shopy”, tylko pytamy, co dziecko może posprzątać.

To mi się podoba, szybko muszę wypróbować.
Bardzo ci dziękuję Basiu, to był dla mnie emocjonujący wywiad, a te rady są naprawdę życiowe i można je od razu zastosować.

Wszystkie przerabiam na sobie i rodzicach, z którymi pracuję. Dokładnie. Poza tym, zawsze pamiętajcie, że lepsze sposoby są w waszych domach i w waszych rękach, i tylko wy wiecie, jak to załatwić. Tylko trzeba włożyć trochę wysiłku w to, żeby tego poszukać tego, co pod spodem.

Bardzo ci dziękuję za wywiad i do zobaczenia!

Dziękuję, pa!

Z Basią Bielanik

rozmawiała Marta Szyszko

Posłuchaj naszej rozmowy:

Przeczytaj także pierwszą część wywiadu:

Coś prostego się wydarza, a my zaczynamy krzyczeć. Wcale nie chodzi o prostą rzecz, tylko o wielką kumulację

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments